Relacja: Koncertowa inauguracja 33. Tarnowskiej Nagrody Filmowej. EABS zagrali w Amfiteatrze

Filmowe kompozycje Trzcińskiego w nowoczesnej odsłonie.

Wystartowała trzydziesta trzecia edycja Tarnowskiej Nagrody Filmowej. Festiwal, podobnie jak w latach ubiegłych, jest dla mnie przede wszystkim okazją do… wybrania się na kilka koncertów. Cóż, taki ze mnie kinomaniak, chociaż – i tutaj uznać należy to za duże wydarzenie – w tym roku obejrzę aż dwa konkursowe filmy. To w sumie o dwa więcej niż na przestrzeni ostatnich pięciu edycji tej imprezy. Jest postęp. I to spory. Zanim jednak zasiądę w fotelu ponad stuletniego kina Marzenie, z chęcią podzielę się wrażeniami z koncertu inaugurującego festiwal.

Grupa EABS w tarnowskim Amfiteatrze

Postać Krzysztofa Komedy niby od zawsze żywo interesowała środowisko jazzowe i filmowe, jednak dopiero na przestrzeni ostatnich lat twórczość pianisty stała się ciekawa także dla osób spoza tego kręgu. W tym miejscu mowa między innymi o muzykach odpowiedzialnych za swoisty renesans jazzu, których korzenie sięgają częściowo rapowego gruntu. Można tezie tej zaprzeczać (a tacy ludzie istnieją, niestety), ale z faktami raczej trudno polemizować – moda na Komedę ma miejsce, jesteśmy jej świadkami i przynajmniej jeszcze w tym roku, czyli równo pół wieku od śmierci artysty, trend ten będzie się mieć całkiem dobrze. A z modami jest tak, że przemijają, to raz, a dwa, że nie zawsze sprzyjają działaniom, których finał jest pozytywny. Zespół EABS, świadomie czy też nie, wydając dwa lata temu materiał „Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda)”, również wpisał się we wspomniany nurt. Panowie zrobili to jednak na tyle dobrze, że plon tamtego ruchu zbierają do dzisiaj (nawiasem mówiąc: nie tylko w Polsce, czego należy im serdecznie pogratulować).

Sobotni koncert udowodnił, że pozytywne słowa, jakie do tej pory padły pod adresem EABS i ich wizji Komedy, nie były przekłamane. Dwugodzinny koncert okazał się kwintesencją tego, co we współczesnym światowym jazzie najlepsze: sporą dawką odwołań do hip-hopu, a więc kultury, która w XXI wieku ma zdecydowanie największy wpływ na kształtowanie praktycznie wszystkiego, co staje się doceniane przez słuchaczy poszukujących nie tylko rozrywki, ale przede wszystkim głębi, emocji i jungle’owej energii.

Ślady elektroniki, a także (przede wszystkim?) dźwięków zaczerpniętych z funku, znacząco wpłynęły na to, że Komeda by EABS nie jest Komedą dla jazzowych purystów i ortodoksów, którzy za świętokradztwo uznawać będą najmniejszą nawet ingerencję w twórczość mistrza. Myślisz Komeda i niemal automatycznie przenosisz swoją percepcję na fortepian. W większości stricte jazzowych przypadków instrument ten stanowi sedno „sięgania” po kompozycje tego pianisty. Jednak wrocławski band nie tyle „sięga”, co eksploruje pięciolinię z zapisem nutowym utworów Komedy, przy okazji lekko ją rozmontowując. Typowe, można by rzec, dla jazzu instrumentarium (klawisze, trąbka, saksofon, perkusja, gitary elektryczna i basowa) wzbogacone zostaje o sample (również filmowe) i elektronikę, która nadaje twórczości poznaniaka zupełnie nowy kierunek. Już nawet nie chodzi o to, że Marek Pędziwiatr, klawiszowiec i swoisty lider zespołu, uzupełnia muzykę o słowo śpiewane (dodające całej sytuacji liryzmu) i rapowane. Program „Repetitions…” na żywo jest naznaczony przede wszystkim groove’em (ukłony dla perkusisty Marcina Raka i basisty Pawła Stachowiaka), uwydatniającym wspomniane już hip-hopowe inspiracje. Ten elementem wydaje się zresztą najmocniejszą stroną Komedowego projektu. Zresztą sobotnia wizyta EABS w Tarnowie tylko to potwierdziła. Do uwydatnienia pozytywnych wrażeń przyczyniła się również naznaczona nieziemską współpracą sekcja dęta (Olaf Węgier – saksofon, Jakub Kurek – trąbka), której wspólne partie wręcz szybowały, nadając brzmieniu przestrzenności. Jeśli dołożyć do tego gitarowe, lekko „pompujące” filmowe ballady riffy (Vojto Monteur), nie dziwi nawet to, że grę docenili nie tylko ludzie, ale także przyroda w postaci zadomowionych na terenie Amfiteatru kosów, które w pewnym momencie postanowiły niespodziewanie dołączyć do muzyków i rozbudować występ o charakterystyczny ptasi szczebiot.

Co istotne, koncert zgromadził całkiem sporą publikę – liczniejszą niż można było się spodziewać. I nie chodzi o to, że EABS powinni być mniejszym magnesem, bo to, że tworzą muzykę na najwyższym poziomie, zostało podkreślone już wcześniej. Grono odbiorców sobotniego wydarzenia, pomimo wolnych jeszcze miejsc, było i tak duże jak na tarnowskie realia, czym – chyba nie tylko ja – zostałem pozytywnie zaskoczony. Już nawet nie kręcę nosem na Amfiteatr i nie piszę, że koncert byłby lepiej „odczuwany” w klubie (dobra, akurat to napisać muszę: byłby). Muzyka i wykonujący ją artyści obronili zarówno siebie, jak i miejsce (to drugie przynajmniej w jakimś stopniu). (MAK)

*** *** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera. Polub blog na Facebooku oraz obserwuj autora na Instagramie i Twitterze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.