AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #447: Sześć płyt i książka

Trzy zaległe płyty plus trzy z tego tygodnia oraz bonus książkowy.

Olga Boczar „Tęskno mi, tęskno”
(2018; For Tune)
Było w historii polskiego jazzu kilka dobrych płyt odwołujących się do krajowego folkloru, jednak tegoroczny materiał Olgi Boczar zdaje się podnosić poprzeczkę i to o kilka poziomów. „Tęskno mi, tęskno” jest wyrazem – i tutaj zaskoczenie – tęsknoty za właściwym podejściem do tematu muzyki etnicznej i rodzimego folku, podążania drogą wyznaczoną przez Kolberga, kontynuowaną dzisiaj chociażby przez Adam Struga. Znamienne jest to, że wokalistka nie sili się na bycie bardziej folkową niż artyści stricte folkowi. Jazzowy klimat nie adaptuje tutaj ludowej melodii tylko po to, aby otrzymać „zieloną etykietę” wydawnictwa For Tune. Jest ona odczuwalna w zasadzie tylko poprzez pieśni, takie jak „To i hola”, „Matulu moja” i Leśmianowska „Modlitwa”. Muzycznie Boczar i jej koledzy instrumentaliści wolą sięgać po stylistyki bardziej jazzowe, jak fusion i trans (piękne, otwierająca całość „Dwa serduszka, cztery oczy”). Wokalnie również daleko jest artystce od białego zaśpiewu, którym posługiwały się nasze prababki. Jazzowe wokalizy nie stają jednak w poprzek i nie kłócą się z ludowym źródłem liryki. „Tęskno mi, tęskno” jest więc z jednej strony nostalgicznym wyrazem ubolewania nad czasami minionymi, z drugiej – redefinicją tradycji i podaniem jej w premierowej, ale wciąż pełnej szacunku wersji.

Michał Przerwa-Tetmajer „Dwa czy jeden? EP”
(2018; wydanie własne)
Niezwykle szanuję Michała za jego dotychczasową twórczość (Jazzpospolita, Niskie Ciśnienie, solowa płyta „Doktor filozofii”), jednak w stosunku do tegorocznej epki mam ambiwalentne uczucia. Trzy piosenki, jakie zostały zaprezentowane na „Dwa czy jeden?”, posiadają ciekawe teksty (liryka dotyka kwestii międzyludzkich, bliskości drugiej osoby), ładne melodie oparte wyłącznie na brzmieniu gitary (proszę nie mylić z ogniskowym graniem), ale trzeci element, czyli śpiew, nie idzie w parze z resztą. Trochę smęcenia, zawodzenia (bez stawiania znaku równości z fałszowaniem), mało wyraziście, jakby bez chęci i na siłę.

Bonaventure „Mentor EP”
(2018; Planet Mu)
Druga epka w dorobku Bonaventury, pierwsza dla wydawnictwa Planet Mu. Mógłbym zażartować, że materiał zawarty na płycie to pozycja idealnie skrojona pod wszelkiej maści miłośników teorii spiskowych, a w szczególności tych, którzy poważnie liczą się z pozaziemskimi formami życia. Utwory na „Mentor EP” są bowiem, jak wspomniała sama autorka, mocno inspirowane m.in. tematyką science fiction, istotami obcymi i faktem, że obcują one z nami na trzeciej planecie od Słońca, o czym nie mamy oczywiście pojęcia. Odchodząc jednak od zakulisowych kwestii, sześć numerów, jakie przygotowała dla nas Soraya Lutangu, to mieszanka porządnie sklejonej muzyki elektronicznej. Słowa „sklejonej” użyłem w poprzednim zdaniu nieprzypadkowo. Na „Mentor EP” odnajdziemy sporo wpływów nie tylko z parkietów europejskich (dance i coupé-décalé – mający swoje źródło w zamieszkiwanych przez afrykańskich imigrantów paryskich gettach), ale także czystej afrykańskiej kultury wywodzącej się prosto z Czarnego Lądu (np. kizomba, czyli rytmiczna muzyka rodem z Angoli). Połamane bity i ognisty trans najwyższej próby.

DJ Ends „808’s & Hard Breakz”
(2018; Sequel One Records)
Reprezentant niemieckiej sceny klubowej, DJ Ends, sięga po stylistykę juke/footwork, wplatając do niej sporo odniesień do brzmień egzotycznych (muzyka rodem z Ameryki Południowej) oraz melodii opartych w dużej mierze na wyrazistym rytmie (funk, rap), które stworzone zostały na klasycznym automacie perkusyjnym, popularnym Rolandzie TR-808. „808’s & Hard Breakz” to solidna dawka połamanych bitów, pełna wibracji i produkcji opartej na muzyce jungle (mój faworyt „Wot R U Doin”). Samplowane wokale (kolejny godny polecenia numer „This Is How I Feel”) dopełniają całości. Taneczna strona projektu również znajdzie swoich sympatyków.

Galen Weston „The Space Between”
(2018; wydanie własne)
Materiał ciekawszy od wydanego kilka lat temu „Plugged In”, jednak wciąż bez rewelacji. Galen Weston robi swoje, czyli łączy jazz z rockiem. Fusion wychodzi mu najlepiej, a kompozycje ujęte na nowej płycie opierają się na zgranym schemacie, w którym dominuje gitara lidera. Nie ma jej jednak tak dużo jak na poprzednim krążku, dzięki czemu materiał jest bardziej zróżnicowany, a kompozycje wydają się zharmonizowane (przykładem „May 5th” z ciekawą partią fortepianu). Utwory „Tides” i „Remembering”, dzięki nadbudowanym fakturom dźwięku (saksofon plus klawisze plus perkusja), okazują się najciekawszymi momentami albumu. Fani tego typu brzmień nie powinni narzekać.

Maciej Maleńczuk „The Ant”
(2018; Sony)
Maciej Maleńczuk na jazzowo, podejście drugie. Słuchać, że muzyk ćwiczył. Jego gra na saksofonie nie sprawia już takiego bólu, jak na wydanym dwa lata temu albumie „Jazz For Idiots”. Technicznie nigdy nie będzie tak dobrze, jak u mistrzów tego instrumentu, ale jak na amatora (bo nie oszukujmy się, Maleńczuk w porównaniu do zawodowych jazzmanów nim właśnie jest) nie jest źle. Tym bardziej, że „The Ant” zawiera tak skomponowane utwory, że sporo niedociągnięć lidera zostaje zamaskowanych grą innych. Nagrana z perkusistą Calvinem Westonem płyta to materiał z elementami rock i eksperymentu z elektroniką (to na plus), ale także dancingowym brzmieniem (np. w singlowym „Nalej jej”), któremu bliżej do albumów z projektem Psychodancing niż jazzowymi muzykami.

Weronika Gogola „Po trochu”
(2017; Książkowe Klimaty)
Tworząc to miejsce postawiłem sobie kilka założeń. Jednym z nich było to, że książki zagoszczą na blogu tylko, jeśli dotyczyć będą kwestii muzycznych. Dla pozycji autorstwa Weroniki Gogoli robię wyjątek z dwóch powodów: 1 grudnia w tarnowskim BWA (filia na dworcu PKP) odbędzie się spotkanie z autorką, a sama książka jest jedną z ciekawszych pozycji, po jakie sięgnąłem w tym roku. Prowadzona z pozycji dziecka narracja przenosi czytelnika na wieś lat dziewięćdziesiątych, skupiając się przy tym na motywie śmierci – czasami opisywanej wprost, innym razem będącej tylko przyczynkiem do przypomnienia historii kogoś z rodziny lub z sąsiedztwa. Gogola pisze zgrabnie. Pomimo tego, że jej styl zawiera sporo dygresji, czytelnik nie ma poczucia zagubienia, a wątek główny jest albo wciąż „na horyzoncie”, albo w momencie powrotu do niego, akcent na ten fakt jest tak duży, że trudno go przeoczyć. Jednocześnie trzeba zdać sobie sprawę, że nie jest to literatura wielka i porywająca. „Po trochu” to książka sympatyczna. Tak, sympatyczna to dobre określenie, ponieważ nie stawia czytelnikowi barier, poznawanie jej jest lekkie, a przemyślenia na temat zawartości nie sprawią wielkiego kłopotu. Tylko i aż tyle. (MAK)

Maciej Maleńczuk (ale nie w ramach promocji płyty „The Ant”), Michał Przerwa-Tetmajer i Weronika Goglola pojawią się w najbliższych dniach w Tarnowie w ramach 15. edycji festiwalu ArtFest. Więcej o listopadowych i grudniowych muzycznych wydarzeniach pisałem tutaj. (MAK)

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: