AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Relacja: Irena Santor zaśpiewała dla hospicjum Via Spei (19.11.2018 r., Tarnów)

Z perspektywy fana, czyli relacja mało obiektywna.

Grafika promująca koncert (foto: materiały prasowe)

Irena Santor to żywa ikona polskiej muzyki. Wokalistka, która jako jedna z niewielu na żywo brzmi tak, jak na płytach. Warsztat, technika, talent i autentyczność – wszystko to sprawia, że trudno nie darzyć jej szacunkiem. Dlatego też informację o tym koncercie przyjąłem z dużą radością. I nic z tego, że trzy lata temu miałem okazję usłyszeć panią Santor na żywo – takich wydarzeń się po prostu nie odpuszcza.

Koncerty – ten poniedziałkowy i z 2015 roku – różniło w zasadzie niewiele. Artystka pojawiła się na scenie Auli Wyższego Seminarium Duchowne W Tarnowie w towarzystwie tych samych muzyków (Mariusza Dubrawskiego – fortepian, Wojciecha Rucińskiego – kontrabas, Grzegorza Poliszaka – perkusja), zaprezentowała podobny repertuar, sam występ dzieląc na dwie części, które nazwać można „wykładem z historii krajowej muzyki rozrywkowej” oraz „osobistym wyznaniem okresu współczesnego”. Santor sięgnęła więc do polskiego śpiewnika muzyki rozrywkowej (swoją drogą: czy my, Polacy, posiadamy odpowiednik tego, co w Stanach Zjednoczonych nazywa się Great American Songbook?), wydobywając z niego przedwojenne i międzywojenne perełki autorstwa chociażby Juliana Tuwima (wykonywane w przeszłości przez artystów wybitnych z Hanką Ordonówną i Mieczysławem Foggiem na czele), następnie stawiając na piosenkę okresu powojennego, której tematem często bywała odradzająca się stolica, wspominając związek z zespołem Mazowsze oraz rozpoczęcie kariery solowej. Wokalistka naprzemiennie śpiewała i przybliżała dzieje polskiej muzyki widziane z jej perspektywy, raz po raz puszczając przy tym oko do publiczności. Doskonały przykład stanowił zaprezentowany już na otwarcie, nieco zapomniany, ale jakże aktualny utwór „Ja śpiewam piosenki” z wersami „Śpiewałam piosenki, / brzmiały ich dźwięki / ludziom na pocieszenie. / Słuchali w radości / możni i prości, / w sercach swych czując drżenie”, które powinny przyświecać przecież każdej osobie związanej z estradą. Santor, jak sama przyznała, pomimo upływu lat, w dalszym ciągu czerpie radość z przebywania na scenie i wywoływania na twarzach publiczności uśmiechu z zadowolenia. Jednocześnie jest świadoma tego, że użycie czasu przeszłego jest w jej przypadku coraz bardziej na miejscu.

Wątki przemijania i zbliżania się do nieuchronnego końca, przy stanowczym braku zgody na taki przebieg zdarzeń, były z kolei kwintesencją drugiej części wieczoru. Poprzez swoje ostatnie płyty („Kręci mnie ten świat”, 2010; „Zamyślenia”, 2014; „Punkt widzenia”, 2014), Irena Santor dobitnie pokazuje, że nie ma zamiaru poddawać się presji czasu i dzielnie stawia czoła przeciwnościom losu. „Starość to nie jest wiek”, „Wiara, nadzieja, miłość” i „Szanowny panie Balzak” wykonywane przez artystkę, której głos momentami drżał (i nie było to wibrato, nad którym zachwycaliby się krytycy), a niejedna zmarszczka pokryła już skroń, nie były w żadnym wypadku parodią czy wołaniem o pomoc. Były manifestem niezależności, siły i zadowolenia z życia, które ma się za sobą i które pozostało jeszcze do wykorzystania. Były w końcu nauką – dla rówieśników wokalistki, ale także osób o wiele młodszych – że zbytnie skupianie się na metryce nie jest rzeczą, która wyjdzie nam na dobre. I że ciągle przepraszać „za wieczną niedojrzałość i za zbytnią poufałość” również nie trzeba. W zamian powinniśmy czerpać radość z tego, co daje nam los i wykorzystywać wszystkie możliwości. Lekcja, której ze względu na brak znajomości życia, nie udzieliłby żaden tzw. trener osobisty.

Warto dodać, że wydarzenie miało charakter charytatywny i poprzedzone zostało licytacją kilku obrazów i grafik. Dochód ze sprzedaży dzieł sztuki oraz biletów-cegiełek zasili konto tarnowskiej fundacji Kromka Chleba i przeznaczony został na budowę hospicjum Via Spei. (MAK)

*** *** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.
Polub blog na Facebooku oraz obserwuj autora na Twitterze.

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2018-11-23 by in Relacja and tagged , , .
%d blogerów lubi to: