AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Relacja: Piosenki aktualne. Muniek Staszczyk wystąpił w Marzeniu (26.20.2018 r., Tarnów)

Koncert w ramach trasy „Muniek i Przyjaciele” przyciągnął nadkomplet publiczności.

Muniek Staszczyk (w środku), Janek Pęczak (z lewej) i Cezariusz Kosman podczas koncertu w Kinie Marzenie

Muniek Staszczyk nie jest wyśmienitym wokalistą, a formuła koncertu, w jakiej utrzymane są występy w ramach trasy „Muniek i Przyjaciele”, nie sprzyja temu, aby braki te zakryć. Dwie gitary akustyczne i harmonijka to nie to samo, co typowy zestaw złożony chociażby z perkusji, elektrycznych „wioseł” i klawiszy. Tutaj nie ma mocnego nagłośnienia i „hałasu”, który piosenkarzowi z niedoborem wokalnego talentu pomógłby w chwilach kryzysowych. Dlatego, nie oszukujmy się, piątkowa okazja do posłuchania na żywo śpiewającego Staszczyka nie kusiła krystalicznym głosem. Chodziło bardziej o to, że Muniek to artysta o statusie legendy, a wykonywane przez niego piosenki, pomimo upływu lat, wciąż pozostają aktualne.

Podczas koncertu w Marzeniu dały się zauważyć trzy rzeczy (a przynajmniej ja zwróciłem na nie uwagę). Przede wszystkim dobór utworów, który w dużej mierze opierał się na tytułach nierozrywkowych. Akustyczna, a więc z założenia bardziej stonowana wersja, preferuje numery napisane z większym „wyczuciem”. Nie dziwi więc, że zabrakło chociażby hitu końca lat dziewięćdziesiątych „Chłopaki nie płaczą”. Szczerze – nie uroniłem z tego powodu nawet jednej łzy. Za „Stokrotką” też specjalnie nie zatęskniłem. Drugą kwestią, jaką nazwałbym kluczową, była selekcja piosenek pod kątem hierarchii ważności. Tutaj też obyło się bez zaskoczenia: starsze kompozycje cieszyły się wyraźnie większym zainteresowaniem ze strony publiczności, czego ta wyraz dawała w typowy dla siebie sposób – oklaskami i wspólnym śpiewaniem. Uwagą tą w żaden sposób nie chcę powiedzieć, że T.Love skończył się, na przykład, na „Al Capone”. Wręcz przeciwnie! W nowszej historii zespołu (postawmy umowną granicę w 2000 roku) znajduje się sporo wartościowych kawałków, jak chociażby „Nie, nie, nie” i „Skomplikowany (Nowy Świat)”, jednak żaden z nich renomą i szacunkiem wśród słuchaczy nie przebije przecież „Warszawy”, „Jest super” czy „Kinga”, czyli – jak zwykłem określać ten numer – najlepszego polskiego nierapowego storytellingu.

Staszczyk zrobił zatem to, czego oczekiwała od niego publiczność – nie zawiódł i zaprezentował największe przeboje zarówno z dorobku macierzystego zespołu (m.in. część z wymienionych już wyżej tytułów) oraz numery, pod którymi podpisywał się w przeszłości jako gość („Kalambury”, do wykonania których prawie dekadę temu został zaproszony przez grupę Pustki). Ich aranżacja sprawiła, że występ – przynajmniej teoretycznie – pasował do kinowej sali. Fotele, słuchanie i oglądanie na siedząco – sami rozumiecie o co chodzi – było może i dobrym rozwiązaniem, ale na pewno nie dla mnie. Prędzej czy później (bardziej prędzej) zaczęłoby być to uciążliwe, a nie oszukujmy się, T.Love ma w swoim repertuarze takie utwory, przy których pozycja siedząca nie jest sprzyjająca. I tutaj pojawia się trzecia rzecz, o której chciałem wspomnieć. Piosenki, takie jak „Autobusy i tramwaje”, „IV Liceum”, „Bóg” i „Nie, nie, nie” w wersji akustycznej straciły nieco animuszu, jednak fakt ten nie przeszkodził w tym, aby ich energia wpłynęła na odbiór – nawet w sytuacji, kiedy ruch i przestrzeń ograniczały oparcia kinowego fotela. Za to pochwała należy się przede wszystkim gitarzystom Jankowi Pęczakowi i Cezariuszowi Kosmanowi, którzy towarzyszyli wokaliście na scenie.

Koncert „Muniek i Przyjaciele” był nie tylko okazją do posłuchania na żywo wokalisty, którego renoma i pozycja na krajowej scenie rockowej jest niepodważalna, ale uświadomił (lub przypomniał) o czymś, co często w przypadku Staszczyka i zespołu T.Love jest pomijane lub lekceważone. Chodzi mianowicie o niezwykłą aktualność teksów piosenek, które powstały przecież nawet ponad trzydzieści lat temu. W Warszawie Żoliborz wciąż jest zielony, a jesienią w knajpach zaczyna się picie, rodzinie należą się podziękowania za ciepło i kłótnie przy kolacji, a w mieście w dalszym ciągu rządzą biskup z komisarzem. Puentą doskonałą piątkowego występu byłyby pewnie wersy mówiące o ekstra rządzie, super prezydencie i tolerancji wobec innych upodobań, jednak artysta nie zdecydował się zaśpiewać „Jest super”. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Szkoda, bo finalnie mogło być naprawdę super. (MAK)

*** *** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.
Polub blog na Facebooku oraz obserwuj autora na Twitterze.

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2018-10-28 by in Relacja and tagged , , , , , , , , .
%d blogerów lubi to: