AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Tomasz Dąbrowski Ad Hoc „Ninjazz”

Spokojna muzyka wcale nie musi równać się z nudą po stronie słuchacza.

Grupa Tomasz Dąbrowski Ad Hoc (foto: Sisi Cecylia/materiały prasowe)

Japoński projekt trębacza Tomasza Dąbrowskiego sygnowany nazwą Ad Hoc, po debiutanckim materiale „Strings” z 2015 roku, przypomniał się słuchaczom albumem „Ninjazz”. Warto zaznaczyć, że ta swoista polsko-azjatycka współpraca opiera się nie tylko na płaszczyźnie muzycznej i kulturowej, ale także, nazwijmy to, biznesowej (poprzednia płyta ukazała się w katalogu japońskiego wydawnictwa Airplane Label, nowa powiększyła katalog polskiej oficyny For Tune).

Nowy album, który trafił do sprzedaży tylko na analogowym nośniku i w tzw. digitalu, to swoista fuzja jazzowej improwizacji, stylistyk free i modern oraz awangardowego brzmienia połączonego z odwołaniami do muzyki klasycznej (głównie fortepianowa partia w „The North”). Takie klasyfikowanie na potrzeby pisania recenzji nie ma jednak większego sensu, kiedy przychodzi do obcowania z muzyką. Tyle w nim bowiem sedna, co wody w sadzawce po miesiącu intensywnych upałów rodem z saharyjskiej części Afryki. Napiszę więc bardziej przystępnie: „Ninjazz” jest płytą interesującą, dobrze zagraną i skomponowaną; taką, której słucha się momentami ciężko (głównie ze względu na wyłaniającą się monotonność), ale także taką, która daje sporo radości w chwili, kiedy przemówi do nas muzyka zaproponowana przez jazzmanów.

Płytę rozpoczyna, a jakże by inaczej, bardzo spokojna i nastrojowa solowa partia lidera projektu. To swoiste intro poprzedza – na zasadzie kontrastu – rozpoczęcie właściwej części utworu „Another, More Desirable Reality”, który w drugiej fazie rozwija się głównie dzięki stawiającemu na energiczną grę fortepianowi (Hiroshi Minami). Te dwa instrumenty pełnią zresztą rolę przewodnią również w pozostałych kompozycjach (osiem z nich podpisanych zostało nazwiskiem Dąbrowskiego, jedna, „Helga”, jest wynikiem talentu japońskiego pianisty). Ta swoista współpraca i partnerowanie sobie muzyków dobrze słyszalne są przede wszystkim w „Penalty Fare” i następującym po nim „Concerns”, gdzie obok głębokich tonów sekcji rytmicznej (Hiroki Chiba – kontrabas, Hiroshi Tsuboi – perkusja) liderzy Ad Hoc niemalże gonią za sobą na pięciolinii, rozwijając i dopełniając nawzajem swoje partie.

Pomimo wprowadzanych urozmaiceń w postaci elektroniki (odpowiada za nią Chiba), „Ninjazz” w dużej mierze jest płytą stonowaną i utrzymującą napięcie na podobnym poziomie niemal od pierwszej do ostatniej chwili. Jeśli szukać minusów, najłatwiej będzie zrobić to właśnie w tej materii, ale – tak, zawsze musi pojawić się jakieś „ale” – dość znacznie utrudni nam to japońska frakcja zespołu, która swoje racje argumentuje improwizacyjnymi partiami, raz po raz pokazując, że spokojna muzyka wcale nie musi równać się z nudą po stronie słuchacza.

Jeśli miałbym użyć jednego słowa, jakie określałoby materiał zawarty na tym albumie, postawiłbym na „powściągliwość” – cechę jakże charakterystyczną dla kultury azjatyckiej, gdzie ujawnianie swoich emocji, uzewnętrznianie ich, uznawane jest często za brak taktu lub oznakę słabości osoby, która się tego dopuszcza. Dodając do tego skandynawską chłodną codzienność Dąbrowskiego (trębacz od około dekady żyje w Norwegii), muzyczny wynik nie mógł prowadzić do melodii przepełnionych skocznością i jowialnością.

Miłośników awangardowej wersji jazzu ucieszyć powinny z kolei kompozycje „Oddly Abstract Nature” i „Lines For Bogdan” (z akcentem na pierwszą z wymienionych). Muzycy nie boją się tutaj eksperymentować z dźwiękami i co najciekawsze – przywołując „Oddly…” – w dość krótkim czasie (utwór trwa trzy minuty) kondensują multum free jazzowych wariacji. Długość kolejnych numerów to zresztą odrębna sprawa, o której warto wspomnieć. Siedem z dziewięciu kompozycji, jakie zaprezentowane zostały na płycie, oscyluje pomiędzy trzema a czterema minutami. Fakt ten jednoznacznie wpłynął na muzyczną wymowę kolejnych tytułów, sprawiając, że poszczególne numery są wyraziste, ale i bardzo „mięsiste”. Artyści włożyli w te czasowe ramy tyle, ile się dało, oscylując często na granicy wytrzymałości. Na szczęście ta cienka linia nie została przekroczona i chyba w tym wyczuciu upatrywałbym jednej z największych zalet albumu. (MAK)

Tomasz Dąbrowski Ad Hoc „Ninjazz”
(2018; For Tune)

*** *** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.
Polub blog na Facebooku oraz obserwuj autora na Twitterze.

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: