AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Relacja: Wykonawca gra na sto procent, ale publiczność ma to w nosie. Te-Tris i Jarecki wystąpili w Tarnowie

Obu koncertom towarzyszyły tzw. żywe składy.

Te-Tris podczas koncertu w Tarnowie

To miało być świetne muzyczne rozpoczęcie roku szkolnego w Tarnowie. Do małopolskiego miasta przyjechali Te-Tris i Jarecki, ale uwaga – nie tylko w towarzystwie didżeja, ale całych live bandów. Jeśli dodamy do tego fakt, że obaj panowie w nie tak odległym czasie wydali bardzo dobrze przyjęte płyty (Tet zaatakował w wakacje wspólnym albumem z producentem o ksywce SoulPete, natomiast Jarek w ubiegłym roku otrzymał wiele pochwał za krążek „Za wysoko”), których brzmienie doskonale nadaje się do zagrania w większym instrumentalnym składzie, wychodzi na to, że pomysł na koncert był swoistym strzałem w dziesiątkę. Prawie tak było. Prawie.

Od razu uprzedzam wszelkie domysły i spekulacja: artyści zagrali tak, jak zagrać należało – z werwą, zaangażowaniem, pasją i szacunkiem do muzyki oraz słuchaczy. W setlistach obu występów trudno było uświadczyć słabsze momenty. Te-Tris i Jarecki (który nie stroni zarówno od form rapowych, jak i śpiewanych) raz po raz wysyłali ze sceny muzyczne petardy. Reprezentant Siemiatycz w trakcie koncertu sporo mówił o płycie „Triste Sol”, dlatego nikogo nie zdziwiło, że zagrane zostały tworzące ją utwory, jak chociażby „Odcinka”. W trakcie wykonywania tego kawałka publiczność wcieliła się w występującego na krążku Spinache’a i wyśpiewywała słowo tytułowe (i trzeba przyznać, że poradziła sobie z zadaniem dość dobrze). Tet, wplatając do programu kilka starszych numerów, nie zawiódł także tych fanów, którzy są z nim nieco dłużej. Widać było, że część osób ucieszyła obecność takich kawałków, jak „Trzeba żyć”, „Skóra”, „Definitywnie” i „Jurek Mordel”. Uzupełniające wszystko wolne style, rozmowy z ludźmi, a nawet kilkukrotne wyjście do nich za barierki dopełniło obraz udanego koncertu.

Jarecki i jego band w tarnowskim Amfiteatrze

Jarecki, który na scenie zameldował się jako drugi, zaproponował z kolei występ oparty na funkowym fundamencie. Utwory pochodzące z ubiegłorocznej płyty w sytuacji koncertowej wydały się emanować jeszcze większą dawką ciepła i pozytywnych emocji. Propozycja rozrywkowego (momentami wręcz hedonistycznego) podejścia do życia mieszała się z fragmentami poważniejszymi (doskonały numer „Kochanie”, który promował zresztą album „Za wysoko” jako singiel), jednak to energia, funkowo-soulowy vibe i brak nadęcia wybijały się zdecydowanie przed szereg, zapewniając ponad godzinę doskonałej rozrywki. Pomysł zaprezentowania utworów z żywymi bandami – zarówno w przypadku Teta, jak i Jarka – niewątpliwie wzbogacił i uwypuklił artystyczny przekaz. O ile – przy całym szacunku dla wszelkiej maści didżejów i hypemanów – ciekawiej brzmią hip-hopowe utwory, kiedy zamiast nadmiernej liczby skreczowanych wstawek lub schematycznego zawołania w stylu „kiedy ja mówię X, wy krzyczycie Y”, melodie rozwijane są o solowe partie gitary, stopa i linia basu nie są naznaczone komputerowym rodowodem, a sekcja dęta rozwija się niemal z każdą frazą, osobiście mogli przekonać się wszyscy ci, którzy zdecydowali się wziąć udział w poniedziałkowym wydarzeniu.

Właśnie – wziąć udział.

Chociaż od strony muzycznej oba występy uznać trzeba za bardzo udane, to w gruncie rzeczy przykro patrzyło się na to, co tego dnia miało miejsce w Amfiteatrze. Kolejny raz okazało się bowiem, że rapowe koncerty w tym mieście nie mają racji bytu. I już nie zrzucajmy całej winy na brak promocji, ponieważ nic nie stało na przeszkodzie, aby w erze social mediów – w formie swego rodzaju poczty pantoflowej – udostępnić na swoim profilu na Facebooku, Twitterze lub Instagramie informację o koncercie, która dotarłaby do większego grona zainteresowanych. Esemes, wiadomość w Messengerze – to także przecież funkcjonuje na co dzień i mogło zostać wykorzystane we właściwy sposób. Ale dobrze, nie mówmy o nieobecnych. Nie przyszli, być może mieli ważniejsze rzeczy do zrobienia. Skupmy się na tych, którzy zdecydowali się do Amfiteatru pofatygować i… tutaj właściwie zastanawiam się, co napisać. Pofatygować, ale na co: na koncert czy piwo?

Żeby być bezstronnym, zacznę od tego, że obowiązujący w Amfiteatrze zakaz znoszenia napojów procentowych na widownię (dodam: zakupionych w lokalu działającym w tym miejscu), jest dla mnie niezrozumiały. OK, przepisy, ustawy, regulaminy, ale tak naprawdę rozlanie napoju do plastikowych kubków byłoby chyba rozwiązaniem dość rozsądnym, prawda? Zakaz jednak obowiązuje i sytuację rozpatrywać należy z jego uwzględnieniem. I tutaj odnoszę wrażenie, że sporo osób – nawet takich, które związane są z lokalną sceną hip-hopową – alkohol postawiło ponad czynne uczestnictwo w wydarzeniu. Panie i panowie, nie odmawiam wam spożywania bursztynowego trunku (macie na to ochotę, to kupujecie i pijecie), ale iść na koncert i przesiedzieć cały czas na leżaku/krzesełku z butelką w ręku? Czy o to w tym wszystkim chodzi? Czy to jest hip-hop? Taka postawa, śmiem twierdzić, dobitnie świadczy waszym podejściu do muzyki i jej aspektów związanych z twórcami i szacunkiem do autorów. Być może nawet nie zdajecie sobie z tego sprawy, ale to wszystko też znajduje odzwierciedlenie w robionych przez was numerach; nie oszukujmy się – w większości przeciętnych, nieumywających się do tego, co zaprezentowali poniedziałkowi goście, którzy pojawili się na scenie i podjęli wyzwanie zagrania dla garstki odbiorców. Co więcej, Jarecki i Te-Tris oraz towarzyszący im muzycy oglądali nawzajem swoje koncerty – nie całe, ale ich spore części. Dlatego następnym razem, wzorem lepszych od siebie, podejdźcie bliżej centrum wydarzeń. Być może wyciągnięcie z tego jakąś lekcję dla siebie. (MAK)

*** *** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.
Polub blog na Facebooku oraz obserwuj autora na Twitterze.

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2018-09-04 by in Relacja and tagged , , , , , , , .
%d blogerów lubi to: