AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Relacja: Wystartował festiwal Był Sobie Blues. Marek Motyka i Bartek Grzanek zaczarowali Amfiteatr (2-3.08.2018 r., Tarnów)

To już trzynasta edycja imprezy.

Wojtek Klich – pomysłodawca festiwalu Był Sobie Blues

Pisałem o tym już wcześniej, ale prawdę trzeba powtarzać, aby ją utrwalić, więc nie zaszkodzi wspomnieć raz jeszcze, że sierpień w moim rodzinnym Tarnowie kojarzy się nie tylko z żarem lejącym się z nieba, ale także bluesem. Wszystko za sprawą letniego festiwalu Był Sobie Blues.

Kiedy pierwsze edycje imprezy przyciągały na płytę Rynku spore grono słuchaczy, wydawało się, że formuła zaproponowana przez pomysłodawcę, gitarzystę Wojtka Klicha, oraz Tarnowskie Centrum Kultury, wystarczy na długie lata. Tymczasem mniej więcej od szóstej-siódmej odsłony zadziało się coś, co negatywnie wpłynęło na frekwencję. Bogaty kalendarz kulturalny w regionie? Znudzenie „materiałem”? Pokoleniowa zmiana? Trudno powiedzieć, ale kolejne koncerty niezaprzeczalnie gromadziły coraz mniejszą publikę. Ludzie, owszem, pojawiali się na Rynku, ale z niezrozumiałych dla mnie powodów woleli zająć miejsce w jednym z ogródków piwnych, niż stanąć pod sceną i bawić jak „bozia przykazała”. Klich dał więc sygnał do zmiany.

W programie ósmej edycji (tej z 2013 roku) pojawiła się propozycja skierowana dla miłośników kameralnego grania, czyli cykl „Sam na sam z bluesem”. Tym samym odciążono nieco Rynek, wyciągając jednocześnie rękę ku melomanom ceniącym sobie bliższy kontakt z wykonawcami. W 2016 roku postanowiono pójść jeszcze dalej, przenosząc plenerowe koncerty z piątku na sobotę (co według mnie było posunięciem niewłaściwym). Za decyzją przemawiały silne argumenty, jednak w walce o frekwencję zapomniano o jakże ważnym czynniku, jakim jest ludzkie przyzwyczajenie. Sporo osób – i piszę to na podstawie tzw. mojego otoczenia – było zdezorientowanych, widząc, że w piątkowe wieczory na Rynku nic się nie dzieje. „To w tym roku nie ma bluesa?”, pytali, dodając za chwilę, że przecież charakterystyczne czarne plakaty od połowy lipca wiszą na niemal każdym „okrąglaku”. Typowe – ludzie widzieli afisze, nie czytali jednak szczegółów. Dla nich oczywiste było, że przychodząc w piątek na Rynek, napiją się piwa i posłuchają muzyki. Na szczęście wszystko do normy wróciło dwanaście miesięcy później.

Marek „Makaron” Motyka podczas koncertu w ramach „Sam na sam z bluesem”

Co prawda żadna decyzja – ani ta o sobotnich koncertach pod chmurką, ani przywracająca poprzedni stan rzeczy – nie spowodowała odczuwalnego zwiększenia frekwencji, ale dobrze, że organizatorzy wyciągają wnioski, starają się działać i robią sporo, aby festiwal wciąż był atrakcyjny (nawet dla mniejszego grona odbiorców). A piszę to wszystko akurat teraz, ponieważ tegoroczna – już trzynasta – edycja imprezy w całości odbędzie się w nowym miejscu. Zrezygnowano z podziału na występy plenerowe (Rynek) i klubowe (Piwnice TCK), zastępując je koncertami w wyremontowanym Amfiteatrze. Po pierwszych dwóch dniach bezstronnie trzeba stwierdzić, że decyzja okazała się właściwa. Czwartkowy koncert z cyklu „Sam na sam z bluesem” z pewnością nie przyciągnąłbym tak licznej publiki, gdyby odbywał się w siedzibie TCK. I nie chodzi nawet o pojemność Piwnic lub ewentualne bilety wstępu (co przecież kilka lat temu miało już miejsce), ale raczej ciekawość nowego-starego miejsca i fakt, że na występ w większości przyszły faktycznie te osoby, dla których muzyka stoi wyżej niż wolne krzesełko w ogródku piwnym.

Bohaterem pierwszych dwóch dni festiwalu był Marek „Makaron” Motyka. Bytomski gitarzysta i wokalista, który w przeszłości miał okazję grać już dla tarnowian, tym razem zrobił to podwójnie: w czwartek występując solowo, w piątek – w duecie Makaron & Rico. Oba koncerty różniły się od siebie nie tylko setlistą (do drugiego wprowadzono numery oparte na wierszach szkockiego poety Roberta Burnsa), ale przede wszystkim muzycznym temperamentem. Ten pierwszy był zdecydowanie spokojniejszy – Makaronowi towarzyszyły tylko jego gitary (preparowane, udoskonalane wedle własnego pomysłu lub robione od podstaw z rzeczy wszelakich – nawet karnisza do zasłon), które wspólnie z głosem stały się nośnikiem emocji przekazywanych w utworach. Jak na Ślązaka przystało, w swoich tekstach artysta zawarł sporo gwarowych słów i zwrotów, co z jednej strony utrudniało zrozumienie sensu niektórych piosenek, z drugiej – dodawało barwy całej sytuacji. Zresztą sam muzyk okazał się na tyle przezorny, że w większości przypadków – jeszcze przed wykonaniem – tłumaczył znaczenia poszczególnych wyrazów. W mojej opinii solowy występ, pomimo swej kameralności, był bardziej charyzmatyczny od koncertu zagranego z Ryszardem „Rico” Rajcą. Pomimo braku perkusji, której brzmienie w piątek w istotny sposób wzbogaciło i uzupełniło prezentowane kompozycje, set w ramach „Sam na sam z bluesem” przemówił do mnie mocniej, dając możliwość zmierzenia się z poetyką piosenek niemalże oko w oko.

Bliskość i pozytywne nastawienie publiczności w stosunku do artysty przełożyły się na dość swojski klimat czwartkowego wydarzenia. W pewnym momencie muzyk pozwolił sobie nawet na uwagę, w której porównał całą sytuację do koleżeńskiego lub rodzinnego spotkania na działce. Faktycznie: leżaki były, zimne napije również, do tego dzieci radośnie bawiące się na trawie. Brakowało tylko grilla, plątającego się pod nogami kota i szczekającego psa, który domagałby się uwagi rozmawiających ludzi. A tych gadatliwych, niestety, też na koncercie nie zabrakło. Nie twierdzę, że występ muzyczny to sytuacja święta, w trakcie której nie można wydawać z siebie żadnego dźwięku, jednak nadmierna dyskusja na tematy wszelaki zdecydowanie nie jest na miejscu. Kilka osób – w tym, o zgrozo!, przedstawicieli lokalnym mediów – zwyczajnie o tym zapomniało.

Grupa Drum Syndrome, Marek Motyka, Bartek Grzanek, Wojtek Klich i Ryszard Rajca na scenie tarnowskiego Amfiteatru

W piątek wystąpiły duety Makaron & Rico (o czym wspominałem już wcześniej), Double Machine oraz grupa Drum Syndrome, czyli zespół tworzony przez osoby z zespołem Downa, które dzięki muzyce nie tylko rozwijają się artystycznie, ale także ćwiczą aparaty mowy, polepszają umiejętności ruchowe, a także zmniejszają dystans do świata, który mimo cywilizacyjnego postępu ciągle traktuje ich jak przysłowiowe „piąte koło u wozu”. To właśnie ten nietypowy projekt, którego liderką jest Katarzyna Zadora, rozpoczął drugi dzień festiwalu. Grupa w towarzystwie Wojtka Klicha wykonała utwór „Siała baba mak” (który w ich aranżacji przejawiał brzmienie częściowo afrykańskie, częściowo bluesowe), całość kończąc kilkuminutowym jam session z udziałem gospodarza imprezy oraz muzyków, jacy tego dnia mieli jeszcze zagościć na scenie. Profesjonalna robota, bez taryfy ulgowej w ocenie. I gdzie ta niepełnosprawność? Kolejny przykład na to, że sztuka znosi wszelkie bariery.

Wieczór zamknięty został koncertem Bartka Grzanka i Przemysława Kuczyńskiego (jako duetu Double Machine). Poprzedni występ wokalisty w ramach festiwalu, jaki miał miejsce w 2016 roku, opuściłem. Znajomi obecni wówczas pod sceną wypowiadali się o nim w samych superlatywach. Po tym, co usłyszałem 3 sierpnia, wcale mnie to nie dziwi. Wokalista, którego muzyka kojarzy się obecnie raczej z popowym brzmieniem, doskonale odnalazł się w bluesowej konwencji. Techniczne opanowanie gitary, świadomość swojego wokalu (ciekawego, o soulowym zabarwieniu) oraz artystyczne korzenie sięgające muzyki country (artysta debiutował przecież w takim zespole) sprawiły, że Grzanek bez trudu zdobył publiczność. Mieszanka polsko- i anglojęzycznych numerów, czarowanie z Klichem oraz nienarzucająca się, ale znacząca gra Kuczyńskiego dały pozytywny rezultat, z którym trudno wchodzić w polemikę.

Bartek Grzanek podczas piątkowego koncertu

W dniach 9-10 sierpnia w tarnowskim Amfiteatrze odbędą się kolejne koncerty w ramach tegorocznej edycji festiwalu Był Sobie Blues. Największą uwagę przyciągnie zapewne występ Macieja Maleńczuka. Więcej o imprezie pisałem tutaj. (MAK)

*** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.
Polub blog na Facebooku oraz obserwuj autora na Twitterze.

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

4 comments on “Relacja: Wystartował festiwal Był Sobie Blues. Marek Motyka i Bartek Grzanek zaczarowali Amfiteatr (2-3.08.2018 r., Tarnów)

  1. Mateusz Kołodziej
    2018-08-11

  2. Mateusz Kołodziej
    2018-08-11

  3. Mateusz Kołodziej
    2018-08-11

  4. Mateusz Kołodziej
    2018-08-11

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: