AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #430: „Phoenix”, „Zawsze jest za krótko”, „Afronauts”

Debiut z USA i kolejne płyty ważnych przedstawicieli polskiej alternatywy.

Mikrobi.t „Afronauts”
(2018; Audio Cave)
Poznańskie trio ciągle szuka, dzięki czemu ich premierowa płyta różni się od dwóch poprzednich. Mikrobi.t tym razem znacznie oddalili się od brzmienia drone music, które dominowało na wcześniejszych produkcjach, nawiązując jednocześnie bliższe relacje z muzyką inspirowaną afrykańskim vibe’em. „Afronauts” jest wypadkową melodii zaczerpniętych z Czarnego Lądu („Kimbie”, „Malawi Undercover”) z niezwykle rytmiczną, pojawiającą się w każdym utworze elektroniką oraz wpływami hip-hopu (kompozycja tytułowa), footworku (Kongo Diamonds”, który staje się moim cichym faworytem) i jazzu („Analog Africa”, gdzie saksofon świetnie zazębia się ze wspomnianą już dynamiczną elektroniką). Na afrykańskie korzenie nie wskazują wyłącznie tytuły poszczególnych numerów, ale także duszny klimat płyty oraz transowy charaktery wybranych kompozycji (klubowy, ale mocno „plemienny” numer „Gambia”). Podobnie jak na wcześniejszych albumach, tak i teraz grupa zaprosiła do współpracy osobę śpiewającą. Tym razem padło na występującą pod pseudonimem Di.Aria Hanię Piosik. Wokalistka pojawia się – czasami niemalże w formie samplowanej faktury dźwięku, innym razem jako pełnoprawny głos – w połowie z dziesięciu zaprezentowanych kawałków, wprowadzając do nich nieco urozmaicenia oraz przeciwwagi dla momentami przytłaczających wariactw muzyków.

3moonboys „Zawsze jest za krótko”
(2018; wydanie własne)
Bydgoska grupa na tegorocznej płycie odeszła od piosenkowej formy i skupiła się wyłącznie na brzmieniu. Nie twierdzę, że poprzednie albumy były lepsze lub gorsze od „Zawsze jest za krótko”, jednak nowe podejście do tworzenia utworów niewątpliwie wniosło do zespołu nową energię i nieco przewietrzyło formułę, z jaką od kilku lat zmagali się muzycy z 3moonboys. Na pewno jest bardziej przestrzenie. Brzmienie niewątpliwie zyskało na tym, że grupa skupiła się tylko na nim. Słyszalne są eksperymenty i próby rozwijania wcześniej zaplanowanych melodii o improwizację (chociaż muzycy nie ustrzegli się też schematyzmu, jak w przypadku „Idziemy”, gdzie główny motyw ciekawie rozwija się dopiero na dwie minuty przed końcem trwania utworu). Pojawiają się przestery, charakterystyczny dla noise’u zgrzyt („Czarny poniedziałek”), sporo elektroniki i onirycznych wstawek (najlepszy w moim mniemaniu utwór „Wracając nie po swoich śladach”).

Javier Santiago „Phoenix”
(2018; Ropeadope)
Bądź z Minneapolis, mieszkaj w Nowym Jorku, nagrywaj płytę w studiu w Kalifornii, ale zatytułuj ją Phoenix. Lekki mind fuck na początek, który w zasadzie nie ma wielkiego wpływu na jakość płyty. Pianista na swoim fonograficznym debiucie przygotował osiem autorskich kompozycji (z wyjątkiem pierwszego utworu „River Song”, którego współautorem jest śpiewający w nim Jonathan Hoard), które łączą w sobie jazz, elementy r&b, funku i soulu. Nie są to zatem numery nie wiadomo jak odkrywcze, ale ich muzyczny poziom niewątpliwie sprawia, że bronią się przed negatywną krytyką. O ile rozpoczynający, wspomniany wcześniej „River Song” jest jeszcze taki sobie (wokal odbiera przyjemność obcowania z melodią), o tyle pojawiający się pod numerem drugim utwór „Autumn” i następujący jako jego swoiste rozwinięcie kawałek tytułowy („Autumn” liczy tylko półtorej minuty, „Phoenix” ponad dziesięć) to już kwintesencja jakości. Świetne, oparte na syntezatorach granie uzupełnione solówkami gitary elektrycznej i saksofonami (sopranowym, tenorowym), które co rusz zmuszają słuchacza do zagłębienia się w kompozycję, utrzymania skupienia, jednocześnie sprawiając radość z obcowania ze wszystkimi dźwiękami. Niezwykle mocnym punktem programu okazuje się także track „Tomorrow” z ciekawą partią Johna Raymonda na skrzydłówce i hałaśliwą perkusją, która może sygnalizować ekologiczną katastrofę, jeśli sugerowalibyśmy się tytułem poprzedzającego numeru – „Gaia’s Warning”. (MAK)

*** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.
Polub blog na Facebooku oraz obserwuj autora na Twitterze.

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: