AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #409: „Plecy pomników”, „Stone Fog”, „Cellonet”

Nowe Małe Miasta, wznowiony Wacław Zimpel oraz jubileuszowa płyta zespołu Andrzeja Bauera.

Małe Miasta „Plecy pomników”
(2018; Alkopoligamia)
Nie ma na nowym krążku Małych Miasta wielu rzeczy, za które mógłbym ten projekt pochwalić. Niby za każdym razem, kiedy słyszę o premierze kolejnej płyty (albumu, epki) duetu Holak/Jordah, oczekuję czegoś dobrego, ba!, nawet liczę, że tak właśnie będzie. Single (nawet) zachęcają, jednak w momencie poznawania całego materiału wiem już, że coś jest nie tak, że to nie to. Te same emocje pojawiają się w przypadku „Pleców pomników”. Płyta, która brzmieniowo odwołuje się do współczesnych trendów w muzyce (futurystyczne r&b i trap uzupełnione zostają przez elementy grime’u, g-funku i disco), powinna porwać i z miejsca stać się numerem jeden. Tym bardziej, że jej autorami są Polacy, a wiadomo przecież, że wykonawcy związani lub wywodzący się z krajowej sceny rapowej nie zawsze nadążają za zagranicznymi trendami. Jordah trzyma jednak rękę na pulsie, jego podkłady są świeże, przykuwają uwagę, nie męczą słuchacza. Gorzej, kiedy muzyka zostaje zestawiona z tekstami. Jeśli będziemy traktować je z dużym (naprawdę dużym) dystansem i weźmiemy w cudzysłów, „Plecy pomników” nie powinny nas żenować. Występujący tutaj zgryw wyczuwalny jest niemal na kilometr – chociażby wtedy, kiedy panowie cały utwór poświęcają serialom. Od ucha do ucha uśmiecham się słysząc przerobione wersy o kolędzie (na komendę) z kultowego już utworu Molesty „Wiedziałem, że tak będzie”. Nie brak follow-upów do amerykańskich przedstawicieli gatunku (zgrany, ale wciąż spełniający swoja rolę „99 problems” Jaya Z). Małe Miasta wbijają też szpilkę w nowe gwiazdy krajowej sceny, które, podobnie jak kiedyś uliczni raperzy sztywno trzymający się schematycznych zasad, nie potrafią wyjść dzisiaj poza określone ramy i zamiast postawić na oryginalność, stają się kopią samych siebie („Tak jak kiedyś było JP, teraz każdy nowy kolor w tym samym kolorze”). I to jest dobre, ale niewystarczające. Jeśli chodzi o warstwę tekstową (jej ogół) i sposób jej zaprezentowania/przekazania, „Plecy pomników” nie zachwycają: są monotonne, denerwują manierą wokalną i jej przetwarzaniem. Niby taka konwencja, ale przecież nie każdy musi ją kupować. Na stawianie Mateuszom pomników jeszcze nie pora, ale na odwracanie się do nich plecami również jest zbyt wcześnie.

Wacław Zimpel Quartet „Stone Fog”
(2013/2018; For Tune)
Było kiedyś tak: Wacław Zimpel nie był laureatem Paszportu „Polityki”, a jego muzykę kojarzyli w większości słuchacze z zamkniętego (?) kręgu Hery. OK, trochę przesadzam, ale faktycznie „Stone Fog” to płyta, która ukazała się jeszcze przed sporym muzycznym szumem wokół tego muzyka. Nie twierdzę, że to złe zjawisko (słuchając takich albumów, jak chociażby projekt grupy LAM, wątpliwości co do słuszności przyznawanych nagród mieć przecież nie można). Chodzi mi bardziej o to, że materiał wydany pierwotnie w 2013 roku dla wielu mógł być nieznany lub pominięty, a teraz dzięki reedycji każdy fan talentu klarnecisty będzie mógł go sobie przypomnieć (lub poznać). A poznawać/przypominać jest co, ponieważ płyta sprzed pięciu lat to godzina świetnego free jazzu inspirowanego poezją Laury Winter. Uwagę przykuwają solowe partie lidera – niejednorodne, za każdym razem wnoszące nowy element, dobrze spasowane z grą pozostałych członków kwartetu, przemyślane, ale jednocześnie niepozbawione improwizacyjnego sznytu. Współpraca z niemiecką sekcją rytmiczną (Klaus Kugel – perkusja, Christian Ramond – kontrabas) oraz pianistą Krzysztofem Dysem doprowadziła do nagrania efektownego materiału, gdzie awangardowe podejście do brzmienia miesza się z dość niepokojącymi, rozmytymi (zamglonymi?) melodiami, które szybko przeradzają się w mocne, momentami wariackie partie („Old Feet Feel Out The Path”). Czasami poczynania te wydają się chaotyczne („A Sudden Shift Missed”), poszarpane („Stone Fog”) i pełne wahań („Hundred Of Wings Steel The Sun”), ale finalnie, kiedy ostatni utwór przechodzi w ciszę, płyta się kończy, a emocje nagromadzone w trakcie jej słuchania powoli zaczynają nas opuszczać, okazuje się, że kompozycje tajemniczo kuszą nas do ponownego ich odtworzenia. I o to właśnie chodzi!

Andrzej Bauer „Cellonet”
(2017; ArtHouse)
Na koniec płyta cenionego wiolonczelisty Andrzeja Bauera, który dziesięć lat temu do współpracy zaprosił młodych i utalentowanych muzyków (swoich studentów), a w 2017 roku, wydając album „Cellonet”, celebrował z nimi jubileusz działalności. Sam Bauer pojawia się tutaj w dwóch rolach: lidera oktetu i dyrygenta. Zebrany na krążku materiał jest hybrydą klasycznego brzmienia, typowego dla wiolonczeli i utworów napisanych z myślą o tym instrumencie, oraz kompozycji zaaranżowanych, które w pierwowzorze nie mają z takim instrumentarium nic wspólnego lub potrzebowały, mówiąc kolokwialnie, dopasowania. Przykładem na przynależność do tej grupy jest „Sleep Safe And Warm” (czyli popularna „Kołysanka” z „Dziecka Rosemary”) Krzysztofa Komedy – numer, który dzięki talentowi Krzysztofa Lenczowskiego i grającego gościnnie na fortepianie Leszka Możdżera, mocnym akcentem kończy całą płytę. Duży plus zapiszemy także obok „Cello Counterpoint” Steve’a Reicha (lider światowej awangardy napisał tę kompozycję na początku XXI wieku) oraz „Fingertrips” Sławomira Wojciechowskiego. Oba utwory mają jedną cechę wspólną: materialność, przez którą rozumiem niemalże odbieranie ich zmysłem dotyku. Muzyka w przypadkach wymienionych tytułów jest nader wyczuwalna, mięsista. Ale żeby nie było, że grupa skupia się wyłącznie na dorobku nowszym, wiolonczeliści sięgają również po takich klasyków, jak J.S. Bach (tutaj w aranżacji Bruno Mantovaniego) i włoskiego mistrza doby późnego renesansu Carlo Gesualdo (w aranżacji na kwintet według Bauera). Nie trudno się domyślić, że różnorodność źródłowa podziałała znacząco na brzmienie poszczególnych utworów. Wiolonczela, która części odbiorców jawi się jako instrument nudny, dla innych związana jest wyłącznie z pewną grupą z Finlandii, a większości kojarzy się tylko z leciwą polską piosenką o urokliwej pani, na „Cellonet” otrzymuje szansę zaistnienia w repertuarze szerokim – historycznie i muzycznie – oraz przepełnionym treściami wartościowymi i ponadczasowymi. (MAK)

*** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.
Polub blog na Facebooku oraz obserwuj autora na Twitterze.

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: