AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Julia Kania „Here”

W nagraniach udział wzięli m.in. Kajetan Borowski i Szymon Mika.

Okładka płyty „Here” (foto: materiały prasowe)

Dość długo zabierałem się do napisania o tej płycie. Nie dlatego, że nie chciałem lub nie miałem wyrobionej opinii, którą mógłbym „przelać na papier”. Problem tkwił bardziej w występowaniu ciągłych „zakłóceń”, które skutecznie odciągały mnie od tego, aby usiąść spokojnie na dwadzieścia-trzydzieści minut i napisać to, co trzeba. Bo dobrej muzyki słucha się (i pisze się o niej też) w momencie, kiedy nikt i nic w tym nie przeszkadza. Wszystko po to, aby w stu procentach oddać się dźwiękowemu tu i teraz.

Wydany końcem ubiegłego roku materiał „Here” to debiutancki krążek wokalistki, kompozytorki i tekściarki Julii Kani, studentki katowickiej Akademii Muzycznej. Co warte zaznaczenia, środki na nagranie zebrane zostały w ramach akcji crowdfundingowej. To ważne, ponieważ informacja zwrotna jest jasna: Kania nie była przed premierą postacią anonimową, a na jej talencie już wcześniej poznali się ci, do których płyta miała trafić – nie krytycy, nie dziennikarze, a słuchacze.

„Here” to w sumie dziewięć utworów w głównej mierze opierających się na brzmieniu klasycznego jazzu, w którym znalazło się miejsce zarówno dla partii wokalnych, jak i solówek poszczególnych muzyków. Nie ma tutaj przypadkowości, improwizacyjnej gonitwy lub dodawania czegoś na siłę. Obie płaszczyzny, tj. wokalna i instrumentalna, współgrają, tworząc przy tym ciekawą całość. Co prawda momentami słuchacz może odnieść wrażenie, że obcuje z kliszami koleżanek Julii po fachu, takimi jak Anna Gadt lub Aga Zaryan (szczególnie w bardziej rozbudowanych utworach), jednak nic nie wskazuje na to, że zabieg ten miałby być umyślny. To po prostu wokalny jazz, w którym zrobiono już naprawdę wiele i jego młodzi adepci zwyczajnie mają nieco trudniej i tzw. Ameryki zwykle nie odkrywają. Pomimo tego „Here”, jako płyta, posiada sporo atutów. Uwagę zwracają przede wszystkim: „Masterpiece” (najkrótszy, najbardziej żywiołowy i promieniujący radością numer na krążku, wywołujący niemalże mimowolny uśmiech), „Nie Ty” (nie tylko ze względu na fakt, iż jako jedyny zaśpiewany został po polsku, ale na swój kompozycyjny minimalizm i świadomość użytego słowa), niezwykle harmonijny „Here” oraz „Better Go” (interesująca partia gitary – odświeżająca kompozycję, nieco brudna w swym wydźwięku i dobrze współgrająca z perkusją; swoją drogą rozszerzenie stałego kwartetowego składu o ten instrument, a tym samym udział w projekcie Szymona Miki, uznać trzeba za strzał w dziesiątkę).

Zaskakiwać – teoretycznie – może brzmieniowa dojrzałość materiału, tym bardziej, że jej autorami są przecież ludzie młodzi. Wokalistce w studiu towarzyszyli: Kajetan Borowski (fortepian), Adam Tadel (kontrabas), Piotr Budniak (perkusja) i wspomniany już Szymon Mika (gitara). W praktyce: osoby będące na bieżąco z krajowym jazzem, doskonale zdają sobie sprawę, że w przypadku wyżej wymienionych wiek nie idzie w parze z brakiem doświadczenia. Członkowie zespołu w swoim życiu z niejednego muzycznego pieca jedli chleb, co zaprocentowało także w przypadku „Here”. Sesja nagraniowa z myślą o płycie trwała trzy dni, w trakcie których nie tylko zarejestrowano materiał, ale także nadano mu charakteru i tchnięto w niego życie. Tak, życie – bo „Here” to nie tylko zestaw kilku kompozycji zarchiwizowanych na popularnym cedeku, ale przykład na chemię zrodzoną pomiędzy muzykami, którzy, owszem, znali się już wcześniej i mieli okazję ze sobą grać (czy to w kwartecie Julii Kani, czy też w innych konfiguracjach), ale w sytuacji rejestrowania tego materiału jakby o tym zapomnieli i ponownie spotkali się na tzw. „świeżości”. Radość płynąca z gry przełożyła się na dźwięki, co dobrze objawia się chociażby w instrumentalnych rozwinięciach utworów „Departure” i „Forget”.

Z uwagi na zastosowany muzyczny minimalizm i stonowany nastrój kolejnych kompozycji, „Here” jest albumem, który poznawać trzeba w spokoju, z daleka od zawieruchy i hałasu dnia codziennego. To materiał idealny na wyciszenie, będący lekiem na kakofonię i propozycją dla tych, którzy wciąż poszukują odpowiedniego balansu pomiędzy brzmieniem i słowem. (MAK)

Julia Kania „Here”
(2017; SJ Records)

*** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.
Polub blog na Facebooku oraz obserwuj autora na Twitterze.

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w dwóch szkołach (licealnej i podstawowej) uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Informacja

This entry was posted on 2018-02-16 by in Recenzja and tagged , , , , , , , , .
%d blogerów lubi to: