AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #395: „Piękno i Bestia EP”, „Little Black Book”, „Zimpel/Ziołek”

Trzy nowe płyty. Czy warto po nie sięgnąć?

Bisz „Piękno i Bestia EP”
(2017; Pchamy Ten Syf)
Niektórzy na Biszu postawili już krzyżyk za projekt z Radexem, teraz z podkulonym ogonem wracają do słuchania jego rapu i z błagalnym wzrokiem sugerującym przeprosiny spoglądają na materiał zatytułowany „Piękno i Bestia”, czyli epkę wydaną w piątą rocznicę „Wilka chodnikowego” – bez wątpienia największego muzycznego sukcesu bydgoszczanina. Wszyscy pieją znowu z zachwytu, że wrócił stary Bisz, że znowu są linijki z jajem, że ma to sens, że nie jest przekolorowane i nabrzmiałem artyzmem na pokaz. Czy faktycznie o to chodziło raperowi? Chyba tylko nieliczni zrozumieli fakt, że Bisz nagrał ten materiał i rzucił go właśnie tego typu słuchaczom jako ochłap. Coś w stylu „macie płytę w klimacie, jakiego żądacie od dawna, i już się zamknijcie”. „Piąty rok mija od narodzin Wilka, popatrz jak z nim kończę” nawija raper w jednym z utworów, sugerując wyraźnie, że jako twórca finalizuje tamten etap swojej kariery i – być może – nie ma zamiaru więcej do niego wracać, natomiast projekty-eksperymenty, jak ten z muzykiem zespołu Pustki, mają prawo się pojawiać. „Piękno i Bestia” jest więc nie tylko dobrym materiałem, na którym Bisz pokazuje się jako raper, o czym część słuchaczy zdążyła już zapomnieć, ale przede wszystkim postawieniem wyraźnej kropki po „Wilku chodnikowym” i kuksańcem wystosowanym w stronę tych, którzy mają ciągłą nadzieję na zatrzymanie czasu i pozostawienie rap gry takiej, z jaką mieliśmy do czynienia w 2012 roku.

Sarah Walk „Little Black Book”
(2017; One Little Indian Records)
Urodziła się w najbardziej polskim z amerykańskich miast, czyli w Chicago, a artystyczne papiery zdobyła dzięki studiom na prestiżowej uczelni Berklee College Of Music. Teraz Sarah Walk zdecydowała się na kolejny krok, czyli zaprezentowanie debiutanckiego albumu zatytułowanego „Little Black Book”. Materiał nagrany pod czujnym okiem producenta Steve’a Browna, który w przeszłości współpracował m.in. z Eltonem Johnem i zespołem Manic Street Preachers, to dwanaście utworów utrzymanych w szeroko pojętej stylistyce alternatywnego rocka. Sarah Walk czaruje tutaj w różnych formach: raz śpiewa wyłącznie do akustycznej gitary, innym razem pokazuje rockowy pazur, by za chwilę ponownie wrócić do bardziej technicznych numerów i budować napięcie swoim wokalem „położonym” na melodie oparte w głównej mierze na dźwiękach fortepianu. Od strony czysto muzycznej płyta bez wielkich zaskoczeń, ale całościowo odbierana przeze mnie jako materiał dopracowany, przemyślany i przede wszystkim dobrze brzmiący. Z pewnością jedna z ciekawszych debiutantek tego roku.

Wacław Zimpel/Kuba Ziołek „Zimpel/Ziołek”
(2017; Instant Classic)
Płyta, o której mówiło i pisało się od dawna, materiał, który przed wydaniem fizycznym prezentowany był nawet na dwóch dużych polskich festiwalach (OFF i Open’er). Atmosferę podsycał dodatkowo fakt, że Zimpel i Ziołek to przedstawiciele niezwykle utalentowanego pokolenia polskich muzyków, których twórczość doceniania jest poza granicami naszego kraju. Balonik został zatem mocno napompowany, istniało więc niebezpieczeństwo, że przy najmniejszym błędzie muzyków całość odebrana zostanie zbyt krytycznie. Na szczęście wszystko skończyło się tak, jak miało, czyli dobrze. Wydany przez Instant Classic materiał składa się z czterech kompozycji będących wypadkową brzmieniowych fascynacji obu panów. Co prawda trzy utwory podpisane zostały jako praca wspólna, jednak trzeba jasno stwierdzić, że to raz Zimpel, a raz Ziołek przejmuje pałeczkę i wskazuje kierunek, w jakim ma podążać dana melodia. Otwierający całość „Memory Dome” wydaje się bardziej w Ziołkowym klimacie, a pojawiający się tuż po nim „Wrens” odbieram zgoła odwrotnie – to współtwórca grupy LAM dowodzi całym kramem. Na tle dłuższych, improwizowanych, wpadających w mantrowe progi numerów, które mają po minimum dziesięć minut, wyróżnia się trzeci w kolejności tytuł „Elytra”. W zaistniałych okolicznościach numer autorstwa Ziołka przybiera formę wręcz minimalistycznego przerywnika. Finałowy „Fourth Molar” to z kolei głębszy wgląd w wątki psychodeliczne i jazz zespolone elektroniczną ingerencją. Płyta, podobnie jak większość tego, co do tej pory było sygnowane nazwiskami obu panów, nie jest dla wszystkich: albo ją pokochasz, albo dasz sobie spokój po pierwszym razie. Ja nieśmiało chciałbym prosić o wpisanie na tę pierwszą listę. (MAK)

Reklamy

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: