AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: W. Waglewski, W. Bonowicz „Wagiel. Jeszcze wszystko będzie możliwe”

Lider Voo Voo szczerze o tym, co było kiedyś i że wszystko będzie jeszcze możliwe.

Okładka książki „Wagiel. Jeszcze wszystko będzie możliwe” (foto: wydawnictwo Znak/materiały prasowe)

Niezwykle lubię sięgać po biografie i autobiografie – szczególnie muzyków i osób związanych ze środowiskiem artystycznym – jednak zraża mnie fakt, że często książki te, jeśli dotyczą osób wciąż żyjących, ukazują się w formie tzw. wywiadów-rzek. Jako czytelnik o wiele bardziej cenię sobie narrację, jaka pojawiła się chociażby w „Białej gorączce” Lemmy’ego Kilmistera lub „Myślę, więc gram” Andrei Pirlo (to akurat piłkarz, ale przykład książki jest jak najbardziej na miejscu). Lubię, jak bohater autobiografii mówi do mnie w pierwszej osobie, ciekawie i z „jajem” opowiada o swoim życiu, nie bojąc się przy tym zdradzić kilku tajemnic, jednocześnie wyraźnie stawiając granicę prywatności, której przekraczać nie zamierza. Wywiady-rzeki prowadzone są natomiast często nieporadnie (autorzy nie wiedzą o co zapytać, mieszają wątki, gubią je, chcą od razu wiedzieć wszystko) lub przyjmują formę niemalże przesłuchania. Dlatego też nie byłem zbyt zadowolony, kiedy okazało się, że książka „Wagiel. Jeszcze wszystko będzie możliwe” przyjęła kształt wywiadu. Niemniej sympatia i szacunek do Wojciecha Waglewskiego w końcu zwyciężyły. I bardzo dobrze, że tak się stało, ponieważ rozmowę Wojciecha Bonowicza z liderem Voo Voo da się czytać. Ba, da się czytać i to niemalże jednym tchem.

Jest taka niepisana zależność: jeśli czytelnikowi książkę czyta się łatwo, to jej autor musiał się nad nią nieźle napocić. Podejrzewam, że podobnie było z prezentowanym tytułem. Waglewski znany jest nie tylko z muzycznego talentu, ale także niechęci do promocji swojej osoby w mediach. Wywiady traktuje niemalże jak zło koniecznie i gdyby tylko mógł, udzielałby ich praktycznie tylko w sytuacji wydania nowej płyty („Najchętniej dałbym sobie spokój z mediami, zgadzał się na jeden wywiad w roku, ale za to porządny”, s. 338). Jest typem artysty, który zwykle stawia na przekaz muzyczny płynący ze sceny, a nie konwersację nagrywaną na dyktafon. Nie powinien dziwić zatem fakt, że z myślą o książce panowie spotykali się przez jedenaście lat (!). Z zarchiwizowanych rozmów powstał materiał, który z jednej strony pokazuje Waglewskiego zgodnie z wyobrażeniem słuchaczy, z drugiej – rzuca światło na pewne kwestie, o których być może sporo odbiorców jego twórczości nie miało pojęcia.

Książka to przede wszystkim potwierdzenie tego, że gitarzysta jest muzykiem bezkompromisowym, stawiającym na sztukę (można żartobliwie dodać: taką przez duże Sztu), nieodtwórcze podejście do niej i ciągły rozwój siebie, jako autora. W rozmowie dostrzec można systematyczność i trzymanie się pewnego stałego wyznacznika, który prowadzi czytelnika po kolejnych etapach życia lidera Voo Voo. Dowiadujemy się m.in. że jego szkolny „oprawca” został perkusistą w jego pierwszym zespole (s. 48); że dość szybko dostrzegł, że „większość polskich zespołów rockowych to są substytuty, a to, co najciekawsze, najbardziej oryginalne, dzieje się w jazzie” (s. 67), a tym, który zdecydował o możliwości zarabiania przez niego pieniędzy jako muzyk, był… Michał Urbaniak („Żeby za granie dostawać pieniądze, musiałem przejść weryfikację. Tak poznałem Michała Urbaniaka, który był przewodniczącym mojej komisji weryfikacyjnej.”, s. 68).

Rozmówcy poruszają również ciekawy wątek stawiania pierwszych kroków: za granicą (koncerty w ZSRR z zespołem Zen w 1972 roku), jako kompozytor, członek grupy Osjan (od s. 120) oraz lider Voo Voo (od s. 170). Interesujący wydaje się szczególnie ten fragment, w którym Waglewski dość lakonicznie, ale jednoznacznie mówi o PRL-owskiej rzeczywistości i relacjach w środowisku muzycznym, w którym pragnął zaistnieć jako autor piosenek. Na pytanie o kompozycje, które w tamtych czasach mogłyby znaleźć się na płytach innych wykonawców, Wagiel odpowiada: „Miałem jedną – dla Krysi Prońko. Nazywało się to Trawiaste przywidzenia. (…) Koman dopisał mi się na płycie do muzyki, bo – mówi – tak będzie lepiej, Waglewskiego nikt nie zna. Środowisko kompozytorów muzyki rozrywkowej bardzo niechętnie dopuszczało młodzież” (s. 93). Jak widać, nawet taka tuza polskiego rocka musiała przejść chrzest bojowy i etap niechęci ze strony „starszyzny”.

Wojciech Waglewski (foto: materiały prasowe)

W książce znajdziemy także momenty, kiedy Wojciech Waglewski decyduje się otworzyć przed rozmówcą (a tym samym przed czytelnikiem). Są fragmenty poświęcone żonie, synom, relacjom z nimi, w których raz przyjmuje on rolę ojca, innym razem kolegi po fachu. Lider Voo Voo bez ogródek wspomina też swoją przygodę z tzw. graniem do kotleta. O ile to nie jest może jeszcze aż tak szokujące (wielu muzyków w okresie PRL-u decydowało się na taką formę zarobku, wybierając pracę w dansingowych zespołach lub na statkach), o tyle historia o zamianie kotleta na striptiz wydaje się być już nieco egzotyczna (s. 107). Przy tym wszystkim autor „Ja płonę” z wyczuwalnym lekkim wyrzutem odkrywa prawdę o rzeczywistości, w jakiej przychodziło w tamtych latach pracować zespołom w lokalach gastronomiczno-rozrywkowych: „Muzyk w restauracji (…) znaczył miej niż cieć przyjmujący pieniądze za wejście do ubikacji. Towarzystwo miało nas za nic: wchodzono na scenę, krzyczano, żeby przerwać, że za głośno. Ktoś usiłował przykleić nam do czoła pieniądze, żebyśmy mu zagrali jakiś przebój” (s. 107). Wspomnienia zobrazowane są również licznymi fotografiami – na szczęście w większości niepozowanymi. Uwagę przyciągają przede wszystkim zdjęcia z wcześniejszych okresów, jak dzieciństwo, szkoła, pierwsze lata po urodzeniu się dzieci oraz archiwalne ujęcia koncertów z Osjanem. Hitem jest jednak ujęcie z „zespołowo-rodzinnego” wyjazdu do Jarocina, na którym Bartosz Waglewski (czyli Fisz) gapi się na biust – o ile dobrze rozpoznają – Fiolki Najdenowicz (s. 233).

Waglewski to oczywiście jedno, ale przyznać trzeba, że bez udziału Wojciecha Bonowicza książki tej nie czytałoby się tak dobrze. Dziennikarz stara się nie przemienić rozmowy w przesłuchanie. Wręcz przeciwnie – działa tak, aby nie przeszkadzać. Oczywiście zadaje pytania, ale robi to tylko wtedy, aby zainicjować nowy wątek. Później jedynie dodaje coś od siebie (najczęściej w formie zdań oznajmujących lub krótkich wstawek) w celu nakierowania muzyka na właściwe tory, a także uporządkowania lub uzupełnienia wywodu Waglewskiego np. o tytuły, nazwiska, fakty, a nawet pojedyncze słowa. Dzięki temu dygresje nie są zbyt odległe, a sama narracja przypomina momentami tę z typowej autobiografii. Bonowicz zrobił dla tej rozmowy jeszcze jedną pozytywną rzecz: nie skupił się wyłącznie na muzyce. Często bywa tak, że wywiady-rzeki z artystami estradowymi dotyczą tylko kwestii muzycznych, a ich życie stawiane jest na drugim planie i traktowane bardzo ogólnikowo. A tak się niestety nie da. Artyści wszelkiej maści inspiracje najczęściej czerpią z życia – własnego, osób bliskich, całego społeczeństw. Później w swoich dziełach to wszystko komentują, snują nad tym refleksje, otwierają się. W „Waglu” znajdziemy więc także wątki czytanej przez muzyka literatury, jego stosunek do polityki i Polski po 1989 roku (m.in. wyjaśnienie poparcia dla AWS-u oraz jak postrzega Ryszarda Petru) oraz bardziej rock’n’rollowe tematy, jak nielegalne używki i alkohol.

Wydaje się, że Wojciech Bonowicz rozgryzł swojego rozmówcę do tego stopnia, że ten czasami daje podejść się jak dziecko i niby bez większego nacisku, ale jednak „wyśpiewuje wszystko jak na spowiedzi”. I chwała mu za to, ponieważ bez tego elementu wywiad-rzeka z Wojciechem Waglewskim byłby kolejną lekturą, którą bez wyrzutów sumienia czytelnik mógłby zamienić na przejrzenie hasła na Wikipedii lub notki na oficjalnej stronie artysty. (MAK)

Wojciech Waglewski, Wojciech Bonowicz „Wagiel. Jeszcze wszystko będzie możliwe”, wyd. Znak, Kraków 2017

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.
Polub blog na Facebooku oraz śledź autora na Twitterze.

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: