AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Henry David’s Gun „Black Disease SP”

Dzisiaj singiel, na początku przyszłego roku cała płyta. Czy warto czekać?

Okładka „Black Disease SP” (foto: materiały prasowe)

O zespole Henry David’s Gun, którego liderem i wokalistą jest Wawrzyniec Jan Dąbrowski, na łamach blogu pisałem już w przeszłości, m.in. recenzując ich debiutancki album „Over The Fence… And Far Away”. Przypuszczam więc, że projekt jest wam znany, dlatego też pozwalam sobie na mały przeskok i odpuszczenie typowego wstępu, w którym zwyczajowo nakreśliłbym o grupie kilka zdań, wplatając w nie uwagi o dorobku i odbiorze tej twórczości przez słuchaczy. Wolę do razu przejść do rzeczy i napisać, co sądzę o singlu „Black Disease”, który zwiastuje przyszłoroczny longplay formacji.

Na płycie-singlu znajdziemy trzy anglojęzyczne numery: tytułową, „Haystack” i „Horizon”. Pierwsza z nich to swoisty odpowiednik literackiej retardacji. Poprzez utrzymywanie instrumentalnego początku, grupa spowalnia akcję, buduje napięcie, stopniowo dozuje to, co chce zaprezentować słuchaczom. Zabieg oczywisty i występujący na wielu płytach, jednak w przypadku „Black Disease” nabierający dodatkowego, lekko niepokojącego charakteru. Kiedy do tego wszystkiego w końcu dołącza wokal (to niby tylko około trzydziestu sekund, ale wydaje się, jakby trwało o wiele dłużej – taką moc ma ten otwierający fragment), niby łapiemy mały oddech, jednak mroczny charakter głosu Dąbrowskiego sprawia, że klimat od razu powraca ze zdwojoną siłą, a pomnażają go dodatkowo „zawodzące” chórki w tle. Nie wiem jak innym, ale mi przy tego typu dźwiękach otwiera się szufladka z napisem „autorskie kino Davida Lyncha”.

Folkowymi torami podąża również „Haystack” z tą jednak różnicą, że jest to utwór zdecydowanie „przewiewniejszy”. Muzycy odpuszczają na moment duszną, zgniło-jesienną stylistykę na rzecz weselszego, trochę beztroskiego grania. Całość zamyka „Horizon” – piosenka bonus, której co prawda nie znajdziemy na „Tales From A Whale’s Belly”, ale udowadniająca, że na drugi studyjny krążek grupy warto czekać (bo skoro taki kawałek ląduje poza głównym materiałem, to jak dobra musi być reszta?).

Krótko? Pewnie i tak, ale to w końcu nawet nie epka, a kompaktowe wydanie singla z trzema utworami, które, owszem, mógłbym dogłębnie przeanalizować, ale co pozostałoby wówczas wam, drodzy słuchacze? Żadnych tajemnic, od razu karty na stół? Nic z tych rzeczy! Ja tylko sygnalizuję, że po „Black Disease SP” warto sięgnąć, ale uroków płyty poszukacie już sami, kiedy wciśniecie play. (MAK)

Henry David’s Gun „Black Disease SP”
(2017; Borówka Music)

*** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.
Polub blog na Facebooku oraz obserwuj autora na Twitterze.

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: