AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Gold Song #372: „Tic, Tic Tac”

Nie wiesz co to przebój wakacji, jeśli nie żyłaś/eś w latach dziewięćdziesiątych.

Rozpoczął się ostatni tydzień nauki szkolnej. W piątek rozdanie świadectw, od soboty młodzież i dzieci mają wolne, od następnego poniedziałku oficjalnie rozpoczną się wakacje. Dwa miesiące, podczas których wypatrywać i wyczekiwać będziemy ładnej pogody, braku chmur na niebie i wysokiej temperatury (chociaż też bez przesady). Ja dodatkowo z wrodzonym (a być może nabytym – kto to właściwie wie?) fetyszyzmem oczekiwał będę na jeszcze jeden symptom oznaczający pełnię lata – tak zwany muzyczny hit wakacji.

Jestem z pokolenia, które w nastoletni wiek weszło w latach dziewięćdziesiątych, dlatego też niemal wszystko, co pierwsze, wydarzyło się właśnie przed nowym milenium. Tamto dziesięciolecie, a w zasadzie jego druga część, to okres bardzo intensywny pod prawie każdym względem, czas, który z jednej strony pamiętam doskonale, z drugiej – owiany lekką mgiełką, która powoduje, że ówczesny świat wydaje się balansować na granicy jawy i snu. Trochę jak w prozie Brunona Schulza – jeśli wiecie, co mam na myśli. Z wydarzeniami, jakie miały wówczas miejsce, praktycznie zawsze idzie w parze piosenka lub chociaż melodia, której tytuł utkwił mi w głowie, ale w miejscu, z którego trudno jest go wyłuskać w chwili, kiedy jest potrzebny (pojawia się on za to w najmniej oczekiwanych momentach, jak np. robienie zakupów w warzywniaku lub oglądanie ulubionego serialu). A skoro była mowa o wakacjach, to tym z 1996 roku przygrywał utwór „Tic, Tic Tac”.

*** REKLAMA ***

Zaryzykuję śmiałą tezę, ale jak nie teraz, to kiedy? Lata dziewięćdziesiąte są najbogatszym okresem w muzyce jeśli chodzi o wakacyjne przeboje. Piosenki, którym dzisiaj przyznajemy (używam liczby mnogiej, ponieważ nie chcę w tym przypadku zrzucać winy tylko na dziennikarzy radiowych; przecież swoimi wpisami na blogu i Facebooku również biorę udział w nakręcaniu tego letniego cyrku) miano tzw. letniaków, nie mają nic wspólnego z tym, czym faktycznie były (być powinny) wakacyjne hity. RMF lub Zet wyemituje na przestrzeni czerwca, lipca i sierpnia cztery-pięć razy w ciągu doby jakiś utwór i od razu ma być to hit lata? Dajcie spokój! Cztery razy to pikuś przy tym, co działo się dwie dekady temu, kiedy to emisja najpopularniejszej piosenki wakacji sięgała nawet i dziesięciu razy na dobę. Dużo? Właśnie nie! Nam, których wychowały najtis, i tego było mało. Numer taki nagrywało się na kasetę (zazwyczaj bezpośrednio z radia, tylko szczęściarze mieli kopię przegraną z jakiejś składanki lub oficjalnej płyty/kasety danego wykonawcy) w dwóch opcjach: naprzemiennie z innymi ważnymi w tamtym okresie piosenkami lub ciągiem na jednej, a nawet i dwóch stronach kasety. Każdemu wyjściu z małym radyjkiem lub walkmanem pod blok/na dzielnicę towarzyszyły dźwięki dobrze znanego kawałka. Tak samo było z „Tic, Tic Tac”.

Za przebojem sprzed dwudziestu jeden lat stoi brazylijski zespół Carrapicho, w skład którego wchodzą rdzenni mieszkańcy terenów położonych m.in. nad największą rzeką Ameryki Południowej, Amazonką. Tak, dobrze przeczytaliście – wchodzą. Grupa po kilkuletniej przerwie od 2007 roku ponownie działa na rynku muzycznym i jak mniemam odcina kupony od tego, czego dokonała jakiś czas temu.

Zespół funkcjonował już od wczesnych lat osiemdziesiątych, ale aż do połowy kolejnej dekady był raczej atrakcją regionalną i krajową. Dopiero hit z 1996 roku sprawił, że formacja zaistniała w Europie i stał się gwiazdą Starego Kontynentu (wprawdzie tylko dwóch sezonów, ale dobre i to). Piosenka „Tic, Tic Tac” miała (ma!) wszystko to, czego potrzebował utwór, aby stać się przebojem lata: taneczną i chwytliwą melodię, łatwy do odtworzenia rytm oraz prosty do powtórzenia tekst – najlepiej refrenu (nawet jeśli w 1996 roku większość nie wiedziała o czym właściwie śpiewa lider grupy, Zezinho Corrêa, i tak powtarzała słowa za nim, największy akcent kładąc oczywiście na tytułowe „tic, tic tac”). Do tego teledysk – egzotyczny, intensywny, nieco dziki i gorący.

Dzisiaj możemy się z tego śmiać, ba, nawet próbować zamazywać to w naszej pamięci lub próbować zaprzeczać, że coś takiego miało miejsce. Ostrzegam: to na nic. Możemy słuchać dzisiaj najbardziej awangardowego jazzu ze Skandynawii, Mali lub Bułgarii i dawać na YouTube’ie łapkę w górę pod utworami tak hipsterskimi, że nieposiadającymi nawet trzystu wyświetleń, ale wakacyjne przeboje lat dziewięćdziesiątych pozostaną w nas już na zawsze. Więc nie wstydźcie się uderzyć mocno w bęben, bo ja chcę usłyszeć, jak śpiewacie tic tic tic tic tac! (MAK)

Advertisements

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2017-06-19 by in Posłuchaj and tagged , , , , .

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d blogerów lubi to: