AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Lajt/Innotic „Wisienka na torcie”

„Na ten projekt wziąłem kredyt, żeby zrobić dobrą płytę i dać słuchaczowi to, co się mu należy” rapuje Lajt, licząc na uwagę ze strony odbiorców.

Lajt (foto: Piotr Kmietowicz dla Getup Junkies/archiwum rapera)

Dwa lata temu, łącząc siły z Taflem, nagrał materiał na bitach Innotica, wydany przez Asfalt Records na kasecie magnetofonowej. Wcześniej pokazał się z dobrej strony w drugiej edycji programu „Żywy Rap!”, którą powinien zresztą wygrać (nie był może super kotem, ale zwyczajnie wyróżniał się na tle reszty uczestników). Teraz Lajt, bo o nim cały czas mowa, postanowił oddać do dyspozycji słuchaczy nową płytę będącą efektem pracy klasycznego rapowego duetu MC/producent.

Po przygodzie z dużą wytwórnią, kiedy wielu uważało, że boom bapowa płyta będzie początkiem „czegoś więcej”, w kwestii ewentualnej współpracy Lajta z Asfaltem zrobiło się cicho. Nie znam szczegółów i relacji, jakie aktualnie łączą obie strony, dlatego nie mam zamiaru pisać tutaj niestworzonych rzeczy. Są jednak na „Wisience na torcie” fragmenty, które zinterpretować można jednoznacznie jako żal i rozczarowanie tym, co tak naprawdę miało miejsce („Miała być z rapu sałata i winegret / Cały czas dokładam, bo tak mówi serce mi”; „Zostać raperem to jak zrobić remake / podkolorować, przypozwać, się przypucować, wyperfumować, podjebać wódeczką i wyluzować”; „Na ten projekt wziąłem kredyt, żeby zrobić dobrą płytę i dać słuchaczowi to, co się mu należy. / Myślałeś, że co, że łatwo wpadł banknot i opuściłem bagno, i jeżdżę sobie Lambo? / To byłoby za łatwe, w lustrze widziałbym niedorajdę, z ciężkiej pracy mam frajdę”). Lajt chyba sparzył się na przygodzie z tzw. dużą hip-hopową sceną. Mający właśnie swoją premierę materiał częściowo wydaje się być rozliczeniem z tamtym okresem oraz swego rodzaju odtrutką, a jak wiadomo w takich momentach najlepiej wrócić do źródeł.

Porównując tę płytę z poprzednim tytułem sygnowanym ksywką Lajta, pierwszą rzeczą, jaka przychodzi mi na myśl, jest na pewno jej mniejsza przebojowość. Osadzone muzycznie w tzw. złotej erze utwory z „Funky Blunty” kipiały wręcz energią. Stopa i werbel przenikały do świadomości słuchaczy sprawiając, że nawet nieboszczyk poderwałby się na równe nogi i zaczął – używają rapowego języka – machać łapą w górze. „Wisienka na torcie” od strony brzmienia, owszem, wciąż składa hołd klasycznej wersji rapu, jednak tym razem Innotic ewidentnie skupia się na nieco innej stronie tej muzyki, stawiając sobie za cel nie tylko wrzucenie do naszych odtwarzaczy dźwiękowego granatu bez zawleczki, ale także większej ilości spokojniejszych momentów, co z kolei pozwala Lajtowi na łatwiejsze rozwinięcie swoich „rozkminkowych” wersów. Skupienie się na solidniejszej wewnętrznej spójności tekstów to zresztą kolejna rzecz, o której trzeba wspomnieć przy okazji tej płyty. Tarnowski emcee w większym stopniu daje poznać się jako autor, którego w mniejszym stopniu interesuje typowy rap o rapie lub bragga, skupiając się na szeroko pojmowanym życiu jednostki. Przykładem chociażby „Kameleon”, gdzie Lajtowski pochyla się nad problemem zawiści i przekłamania ludzi, nawiązując przy tym do wiary i tego, w jaki sposób jest ona okazywana. Temat duchowości został zresztą zaakcentowany jeszcze w zamykającym płytę „Przyjacielu”, którego tekst lajkiem na Facebooku pobłogosławiliby zapewne ksiądz Jakub Bartczak, Tau i Szymon Hołownia. Z kolei w „Taki jak inni” raper deklaruje odrzucenie pogoni za współczesnymi celami (m.in. sławą, chęcią brylowania w towarzystwie) na rzecz prostoty działania i bycia pomocnym. „Truthseeker” zahacza natomiast o popularny i jednocześnie dość kontrowersyjny ostatnimi czasy wątek ukrywania prawdy i mamienia człowieka półsłówkami w celu zaspokojenia najniższego poziomu ciekawości, który dla wielu ludzi jest tym, czego sami oczekują. Cynizm czy prawda? Ocenić musicie już sami.

Wychodzi więc na to, że „Wisienka na torcie” to materiał dla tych, którzy nie boją się ruszyć głową i nie oczekują od reprezentanta małopolskiej sceny prostoty. Jednak fani Lajta, którzy polubili go dzięki do bólu boom bapowej płycie z Taflem, również nie powinni kręcić nosem. Oldschool vibe czuć przede wszystkim w tych utworach, gdzie gościnnie pojawiają się didżeje (najlepiej oddaje go numer „Noe”, gdzie za skrecze odpowiada DJ Lem), a także w kawałkach, w których raper bawi się słowem, jego formą i dwuznacznościami. Ma to swój urok, ale – i to nie będzie żadnym odkryciem – tak nagrany album na pewno trafi w gusta tylko części odbiorców, którzy cenią, pamiętają i być może tęsknią za takim klimatem rap gry. Sympatycy elektroniki i klubowych bangerów zachwycenie zapewne nie będą. (MAK)

Lajt/Innotic „Wisienka na torcie”
(2017; Illmindz)

*** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.

Reklamy

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2017-05-05 by in Recenzja and tagged , , , , , , .
%d blogerów lubi to: