AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Hatti Vatti „Szum”

Ta płyta albo zniechęca, albo pochłania bez reszty.

Hatti Vatti (foto: facebook.com/hattivattiPL)

Jeśli przyjmiemy tezę (którą w wielu przypadkach trudno będzie obronić), że gatunki muzyczne rozwijają się w Polsce na poziomie porównywalnym lub przewyższającym poziom światowy, to na pewno będą to jazz i szeroko pojmowana muzyka elektroniczna. Przykładem tego drugiego chociażby nowa płyta gdańskiego producenta tworzącego pod pseudonimem Hatti Vatti.

Autor albumu „Szum” już kilka lat temu dał poznać się jako postać, na którą warto „mieć ucho”. Największy aplauz przyniosła mu współpraca z Noonem. Spowodowane było to chyba bardziej współpracą z legendarnym przedstawicielem krajowej sceny hip-hopowej niż samą jakością materiału (jestem bodaj jedynym człowiekiem nad Wisłą, który kręci nosem na „HV/Noon”, ale trudno – nie do końca pasuje mi to, co usłyszałem). Inne muzyczne dokonania Piotra Kalińskiego były dla mnie bardziej warte uwagi niż kooperacja z członkiem Gramatika. Mam na myśli nie tylko inspirowaną krajami arabskimi płytę „Algebra” (2011, Nowe Nagrania), jej następczynię „Workship Nothing” (2014, New Moon), ale także wnoszące powiew świeżości na polską scenę numery z Sarą Brylewską i Lady Katee oraz współpracę z punkrockową kapelą Gówno (album „To nie jest kurwa Pink Floyd” do dzisiaj pozostaje jednym z moich ulubionych tytułów, jeśli chodzi o ten gatunek). Hype na hip-hop w Internecie zrobił jednak swoje, a Hatti Vatti zapisał się w pamięci niektórych jako „ten od duetu z Noonem”. OK, niech i tak będzie, zostawmy to, ponieważ jest nowy album do posłuchania.

Krążek wydany przez MOST Records, którego wytwórnią-matką jest Prosto, to z pewnością pozycja dla słuchaczy, którzy nie idą na łatwiznę. Cierpliwość i dawanie drugiej szansy to cechy, jakie powinien posiadać ten, kto ma w planie włożyć „Szum” do odtwarzacza. Zaręczam, że wielu z was nie zakocha się w tym krążku od początku. Być może część nawet zrezygnuje i nigdy nie zazna szczęścia w trakcie jego słuchania. Bo ta płyta albo zniechęca, albo pochłania bez reszty. Ja stałem się ofiarą drugiej opcji.

Hatti Vatti zadbał na „Szumie” o różnorodność. Jego muzyczna propozycja, co zresztą słyszalne było także na poprzednich solowych płytach, nie wpada w schemat i omija sztampowość. Nawet jeśli producent sięga po dobrze znane gatunki, robi to w sposób, który daje odbiorcom satysfakcję. Najwięcej zaznamy jej w obcowaniu z „Warszawą”. Nie jest to w żadnym wypadku silenie się na patetyczny i patriotyczny gest. Napisałbym to samo będąc obywatelem innego kraju. Numer mający w tytule polską stolicę uwodzi transowym brzmieniem, które w ciągu ośmiu minut przeradza się albo w synth, albo w house, albo w ambient, by przy okazji dać dość mocno do psychodelicznego pieca. Gwałcę repeat.

„Szum” nie jest w żadnym wypadku płytą z jednym przebojem. Żadnego – nawet szesnastosekundowego „Kina” – nie można nazwać wypełniaczem. Najmniej cieszą mnie „Haiku” i „Halo”, które jednoznacznie kojarzą się z okresem współpracy z Noonem, jednak i one koniec końców składają się na całość, od której trudno się oderwać. W zasadzie mógłbym zacząć wymieniać kolejno tytuły wszystkich numerów, jaki znalazły się na tym albumie i prawić na ich temat peany, ale tekst ten przybrałby dość monotonny charakter, który byłby zupełnie nietożsamy z tym, co na „Szumie” proponuje Hatti Vatti. A proponuje m.in. wycieczkę za ocean („Hero/in” utrzymane w stylistyce juke), do Japonii i krajów niderlandzkich (słowa w tytułach niektórych kawałków) oraz do filmowej rzeczywistości. To ostatnie przejawia się w wyciszającym utworze „Lai” (powstałym bez użycia perkusji), ale także w korzystaniu z fragmentów „Gwiazdy” Witolda Giersza lub samplowania muzyki z takich filmów, jak np. „Narodziny Ziemi” Stefana Szwakopfa lub „Inwazja” Stefana Schabenbecka. Wszystko to w połączeniu z syntezatorowymi efektami tworzy wielopoziomową strukturę o dość futurystycznym, wymagającym od słuchacza więcej cierpliwości zrobotyzowanym (wy)dźwięku. Całość brzmienia z jednej strony odsyła do elektronicznej twórczości lat 70. i 80., z drugiej udowadnia ponadczasowość i ciągłą aktualność takich melodii.

Wspomniałem wcześniej o inspiracjach, których producent przy okazji płyty „Algebra” szukał w krajach arabskich i tamtejszej kulturze. „Szum” również powstał jako reakcja na pewne zjawiska. Tym razem wpływ na kształt i wydźwięk albumu wywarły na Kalińskiego dwa miejsca: archiwum Narodowego Instytutu Audiowizualnego oraz będący jego holenderską wersją, mieszczący się w Hilversum – Netherlands Institute For Sound And Vision (nawiasem mówiąc: koniecznie zobaczcie, jak ten budynek wygląda!). Zawartość zbiorów obu instytucji stała się źródłem sampli wykorzystanych przy pracy nad „Szumem”. Ich zestawienie, pocięcie, dopasowanie do aranżu i w końcu zlepienie w muzyczną całość daje piorunujący efekt końcowy.

„Szum” jest płyt, o której trudno będzie zapomnieć. Albo postawicie ją jako przykład na „kategoryczne nie”, albo – ku czemu przychylam się ja – „zdecydowane tak”. Hatti Vatti daje tutaj popis kreacji muzyki, na którą złożyły się dźwięki zakurzone i być może zapomniane. Dzięki pomysłowości producenta, otrzymały one drugie życie i szansę, aby w nieco innej formie cieszyć nowe pokolenie słuchaczy. Piękno i kwintesencja postmodernizmu. (MAK)

Hatti Vatti „Szum”
(2017; MOST Records)

*** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.

*** REKLAMA ***

Advertisements

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

One comment on “Recenzja: Hatti Vatti „Szum”

  1. Wiktor Sieradzki
    2017-04-16

    pierwsza recenzja w której autor nie używa utartego sloganu „szum rodzi hałas” w nawiązaniu do płyty Ostrego. da się?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2017-04-16 by in Recenzja and tagged , , , , .

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d blogerów lubi to: