AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #365: Ku przestrodze

W tym roku słyszałem już dużo słabych płyt. O czterech zdecydowałem się napisać – ku przestrodze.

Johnossi „Blood Jungle”
(2017; Universal Music)
Szwedzki duet wręcz koncertowo spieprzył to, na co pracował przeszło dekadę. Piąta płyta w dorobku Skandynawów to najgorsza pozycja w ich dyskografii. Poprzednie albumy, chociaż także nie będące produktami muzycznie idealnymi, mówiąc najprościej jak się da – pozostawały w głowie. Słuchacz wyłapywał minimum dwa-trzy utwory (w przypadku debiutanckiego krążka nawet więcej), przez co zawsze o tamtych tytułach można było powiedzieć coś miłego. W przypadku „Blood Jungle” zwyczajnie tak się nie da. Płyta brzmi bardzo przewidywalnie. Na tle podobnych produkcji nie wyróżnia się niczym specjalnym, jakby jej autorzy na siłę próbowali upodobnić kolejne piosenki do tych znanych z list przebojów. Doprowadziło to faktycznie do sukcesu komercyjnego (w Szwecji album zajmował miejsce w pierwszej dziesiątce najchętniej kupowanych krążków), ale o jakości muzycznej nie ma mowy. Imagine Dragons zrobili to lepiej już kilka lat temu, osiągając międzynarodowy rozgłos. Johnossi poszli na łatwiznę, ale chyba mocno się na tym przejadą.

The Chainsmokers „Memories… Do Not Open”
(2017; Disruptor Records)
Duet The Chainsmokers po dwóch epkach zdecydował się na nagranie londplaya. Plus za to, że żaden z poprzednich popularnych radiowych singli – „#Selfie” i „Closer” – nie pojawił się na tej płycie. Teoretycznie Andrew Taggart i Alex Pall mogli przecież posilić się sprawdzonymi hitami i tym samym zwiększyć sprzedaż nowego krążka. Szanuję to, że zdecydowali się tego nie robić i postawili na całkowicie premierowy materiał. Mniej uznania mam już za jego poziom. Utwór „Something Just Like This” z grupą Coldplay, który promował zarówno płytę duetu, jak i epkę zespołu dowodzonego przez Chrisa Martina, to jedno z większych rozczarowań tego roku. Piosenka okazała się doskonały zwiastunem albumu – równie słabego i rozczarowującego. Dwanaście piosenek w synth-popowym i lekko elektronicznym stylu bez pazura i potencjału. Parafrazując tytuł tego albumu: The Chainsmokers… nie odtwarzać.

*** REKLAMA ***

Guova „Headliner”
(2017; Sony Music)
Jeśli jestem nadmiernie krytyczny wobec kobiecego rapu, to chyba tylko tego z Polski. Że posłużę się narodowym sloganem – taki ze mnie Żyd. Nie jestem jednak krytyczny wobec kobiecego rapu w ogóle, ponieważ ten w wykonaniu Bahamadii, Missy Elliott, Lauryn Hill, Foxy Brown lub Lady Sovereign cenię od dawna. Krajowa scena nie do tej pory szczęścia w kwestii rymujących pań. Kariera Wdowy posiadała przebłyski, duet Paresłów zapisał się w pamięci słuchaczy na stałe, Ad.M.a zrobiła trochę szumu, ale szybko okazało się, że to przykład przerostu formy nad treścią, Lilu mogła pochwalić się tym flow w stylu „wóda nie koks”, ale żadnej z wymienionych nie udało się zaistnieć na dłużej. Guova miała ten stan rzeczy zmienić, ale wyszło jak zwykle. Nagrywając takie płyty, jak „Headliner”, raperka nigdy nie będzie headlinerem poważnej imprezy muzycznej. Kiepskie teksty, zbytnia pewność siebie, która nie przekłada się na styl nawijania, który zwyczajnie kuleje. Album ratują podkłady. Odnoszę wręcz wrażenie, że kilka z nich tak po prostu zostało zmarnowanych. Jeśli ktoś ma jeszcze traktować tę scenę poważnie, takie płyty nie powinny ukazywać się na legalu.

Mallory Knox „Wired”
(2017; RCA Records)
Angielska kapela Mallory Knox to doskonały przykład na to, jak z płyty na płytę obniżać swoje loty. Trzeci album w dorobku zespołu przynosi kolejny regres. A jeśli nie regres, to na pewno żaden widoczny ruch do przodu. Mallory Knox na „Wired” posługują się kalką i przy większości piosenek powielają pomysły, jakie wykorzystali już na dwóch poprzednich albumach. Wychodzi z tego rockowa papka z innym tekstem, ale do złudzenia podobnymi riffami i perkusyjnymi partiami. Owszem, grupa momentami gra trochę ostrzej niż wcześniej, ale to i tak za mało, aby z aprobatą pokiwać głową. To po prosta kolejna taka sama rockowa kapela, która w drugiej połowie drugiej dekady XXI wieku nie sili się na oryginalność, a taka postawa nie powinna przekonać nikogo do sięgnięcia po ten album. (MAK)

*** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.

Advertisements

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d bloggers like this: