AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Holak „The Introvert”

Fani dopytywali „Holak, kiedy płyta?”. Dostali płytę oraz dedykowany jej zin.

Holak (foto: Wojtek Frasz/materiały prasowe)

Mateusz Holak dość dobrze zadomowił się już na krajowej scenie muzycznej. Zresztą pośrednio zdążył poznać ją jeszcze jako dziecko, a wszystko dzięki ojcu, który występował w grupie Malarze i Żołnierze. Jego działalność – w ramach indie rockowej kapeli Kumka Olik, którą moim zdaniem hejtuje się zbyt mocno (pierwsza płyta prezentowała przecież dość dobry poziom) i hip-hopowych Małych Miast, które doczekały się tyle samo krytycznych, co pozytywnych uwag – została zauważona przez krajowych słuchaczy i recenzentów. Teraz Holak zadebiutował solowym materiałem, któremu wróżę taką samą prasę, jak w przypadku poprzednich projektów. Zresztą sam za chwilę dołożę do tego cegiełkę.

Problemem jest to, że Mateusza Holak nie daje się zaszufladkować (niby dobrze, ale… to przecież Polska, a tu ludzie lubią proste sytuacje). Czy to w przypadku Kumki Olik, czy też Małych Miast, nigdy nie było tak, że muzyka sygnowana nazwami tych zespołów była brzmieniem w stu procentach pasującym do konkretnego gatunku. Wszystko zostawało zawieszone gdzieś pomiędzy, przez co odbiorcy momentami gubili się i nie do końca wiedzieli, w jakich kategoriach rozpatrywać tamtą twórczość. Czy „Konia” można nazwać płytą rapową? Pomimo wielu elementów, które są zbieżne z innymi rapowymi albumami, nasza odpowiedź będzie pewnie negatywna. Podobnie rzecz ma się z płytami Kumki Olik, które naznaczone stopniową jakościową degradacją, nie dawały jasnego obrazu w kwestii gatunku muzycznego (indie – ale rock czy pop?). Na „The Introvert” Holak przerabia tę samą historię.

Solowy album Mateusza to dowód na to, że Kumka Olik to rozdział (raczej) zamknięty. Płycie „The Introvert” bliżej do Małych Miast, co słuchać przede wszystkim w warstwie muzycznej opartej na nieskomplikowanych bitach, których esencją jest lekka elektronika i trochę samplowanych dźwięków znajdujących swoje źródło w soulu, jazzie i funku. Album pod tym względem urzeka swoją prostotą. Przykładem singlowe „Analogowe serce”, a także „Znaki”, „Co to to nie” (ciekawa gitara) i utwór „Wszędzie dobrze”, który przy odrobinie szczęścia i dobrej promocji mógłby zostać umieszczony na ścieżce dźwiękowej któregoś z popularnych polskich seriali lub, kto wie, nawet na playlistach stacji radiowych innych niż Czwórka.

Zaskoczeniem nie powinna być uwaga o inspiracjach. „The Introvert” to materiał zapatrzony na tzw. zachodnią scenę. Holak sporo podpatruje u wykonawców, którzy aktualnie mogą pochwalić się wysoką pozycją w rankingach popularności współczesnego r&b, alternatywnego rapu i szeroko pojmowanego czarnego popu (The Weeknd, The Internet i Franka Oceana wymieniam tylko dla przykładu). Wiąże się z tym jednak pewien mankament. Słuchając tego krążka miałem wrażenie, że większość numerów wyprodukowana została przy użyciu podobnego schematu, który za każdym razem zostawał powielany i jednocześnie urozmaicany różnymi muzycznymi smaczkami, a wszystko to dla wyrobienia u odbiorcy złudnego wrażenia obcowania za każdym razem z zupełnie nowym i świeżym pomysłem. Dodatki w postaci house’u, indie rockowej gitary, jazzowego saksofonu lub ambientowego wyciszenia cieszą ucho i spełniają swoją funkcję, broniąc przy okazji producenta przed zarzutem o nudę, nie zmieniają jednak ogólnego wrażenia, że płyta brzmi momentami na wskroś przewidywalnie. A może to po prostu efekt nastawiony na spójność materiału? Whoj knows…

Sporo osób czepia się Holaka, że położył tę płytę swoimi tekstami. Faktycznie, do ideału zabrakło kilku punktów, a pojawiający się w utworze „Grube zdjęcia” Ras, niczym jedna jaskółka, wiosny nie czyni. Na tle jego szesnastki cała reszta momentami wypada blado (podbijających wersy Hadesa i Weny nawet nie biorę pod uwagę), ale też nie popadałbym w skrajności. Mateusz na „The Introvert” pokazuje swój świat i ewidentnie robi to na swój sposób. Zaczyna od „Intra”, w którym zdradza, że muzyka i grafika to dwie kwestie tak samo ważne w jego życiu, by zakończyć numerem „Klucze” prezentującym sytuację, którą kojarzyć mogą osoby obserwujące ruchy artysty w social mediach. W międzyczasie ironicznie rozlicza się z przeszłością („Grube zdjęcia”), mówi o relacjach międzyludzkich („Znaki”, „Sos 1000 wysp”) i trybie życia, jakie prowadzi („Odżywiam się zdrowo na smutno”), w pojedynczych wersach nawiązując przy okazji do Eisa („500”), Małolata („Brat”) i Ace Hooda („Wszędzie dobrze”). A że przy tym wszystkim poziomem tekstów i ich wyrazistością odbiega od czołówki krajowej sceny? I co z tego. Przede wszystkim trzeba sobie uzmysłowić, że „The Introvert” nie jest płytą rapową, a Holak to nie emcee, który będzie nawijał po trzy zwrotki liczące szesnaście wersów każda, naszpikowane podwójnymi albo poczwórnymi rymami. Owszem, zdarza mu się to, jednak nie jest to jego główny wybór przekazu. Sięgając po wykonawców amerykańskich, obcujemy na co dzień z jeszcze większą liryczną mizerią, opieraniem tekstów na kilku sylabach, których akcentowanie łączy się z uderzeniami stopy, czy wręcz zapętlaniu tych samych wersów i robieniem na ich podstawie trzyminutowych utworów. W porównaniu do tych – nie boję się tego nazwać po imieniu – przykładów twórczego analfabetyzmu, Holak jawi się wręcz jako mistrz słowa.

„The Introvert” posiada kilka wad, które sprawiają, że na pewno nie pojawi się w czołówce końcoworocznych podsumowań. Momentami drażni przewidywalnością i słabym poziomem lirycznym (chociaż nie aż tak żenującym, jak wers Świni ze stulejką w utworze „Letniak”), ale pomimo tego, jako całości, płyty słucha się dość dobrze. Przy tych wszystkich minusach, Holak potrafi zainteresować i przyciągnąć uwagę słuchacza. Dodatkowo dużym atutem albumu jest jego muzyczna nienachalność, która z pewnością będzie argumentem za jego wyborem jako źródła tła najbliższych wiosennych dnia.

Płyta dołączona została do dedykowanej jej gazety, na zawartość której złożyły się m.in. rozmowa Holaka z Tym Typem Mesem, zdjęcia artysty (współczesne oraz archiwalne), tracklista, tak zwane creditsy oraz notka na temat idei połączenia muzyki z tą formą jej promocji. (MAK)

Holak „The Introvert”
(2017; HOLAK – Mateusz Holak)

Advertisements

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2017-04-03 by in Recenzja and tagged , , , , , , , .

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d bloggers like this: