AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Gold Song #360: „Dirty Harry”

Ten wpis nie jest poświęcony muzyce z filmu, w którym zagrał Clint Eastwood.

Kadr z teledysku do utworu „Dirty Harry”

Nie będę oszukiwał: najważniejszym muzycznym wydarzeniem ubiegłego tygodnia była dla mnie premiera nowych utworów zespołu Gorillaz. Powrót wymyślonej przez Damona Albarna (muzyka) i Jamie’ego Hewletta (rysunek) grupy totalnie wywrócił mój dzień do góry nogami, sprawiając, że najpierw w kółko słuchałem premierowych singli, a później do późnych godzin nocnych odświeżałem dotychczasową dyskografię „wirtualnego” bandu. Wtedy też narodził się pomysł, aby w najbliższym odcinku cyklu Gold Song przypomnieć jedną ze starszych piosenek Gorillaz. Bo niby dlaczego nie, prawda?

Teoretycznie od ukazania się ostatniej płyty zespołu, „The Fall”, minęło niecałe sześć lat (materiał udostępniony został online końcem 2010 roku, by na nośniku fizycznym trafić do sprzedaży kilka miesięcy później), jednak krążek ten, przynajmniej dla mnie, nie był niczym wielkim. Mam wręcz wrażenie – być może mylne – że nagrany został wyłącznie z powodów komercyjno-reklamowych i umowy (?) Albarna z producentem iPada, na którym to muzyk nagrał/wyprodukował/stworzył (niepotrzebne skreślić) cały materiał, jaki później wydany został pod wspólnym tytułem „The Fall”. Założyciel grupy Blur zrealizował całość podczas trasy koncertowej promującej poprzednią płytę Gorillaz, klikając sobie w ekran urządzenia w busie, samolocie lub hotelu. I to słychać. Album jest niedopracowany, dość surowy (co w tym wypadku nie jest komplementem), bez motywu przewodniego. W tych okolicznościach nie dziwi więc fakt, że czwarty tytuł w dyskografii grupy osiągnął najgorsze wyniki sprzedaży spośród wszystkich dotychczas wydanych płyt.

Na powrót „dobrego” Gorillaz przyszło więc nam czekać nie sześć, ale siedem lat. Tyle czasu minęło bowiem od premiery albumu „Plastic Beach”. Ale wszyscy mamy nadzieję, że nowa płyta będzie nie tyle dobra, co bardzo dobra, a taką rysunkowy band ma już przecież na swoim koncie.

Apogeum popularności Gorillaz to rok 2005, który wiąże się z premierą płyty „Demon Days” – materiałem dającym Albarnowi i Hewlettowi pierwsze miejsce na trzech krajowych listach sprzedaży: w Wielkiej Brytanii (prawie dwa miliony nabytych egzemplarzy, co przekuło się na sześciokrotną platynę), Francji i Szwajcarii. Popularność akurat tej płyty wiąże się także z doborem gości – od być może niekomercyjnej, ale mimo wszystko lubianej formacji De La Soul, przez ikonę rhythm and bluesa oraz rock and rolla Ike’a Turnera, aż po londyński Community Gospel Choir. Jeśli dodamy do tego Roots Manuvę i Martinę Topley-Bird, czyli przedstawicieli tzw. Bristol Sound, oraz ikonę niezależnej amerykańskiej sceny MF Dooma, okazuje się, że płyta „Demon Days” wręcz musiała znaleźć bardzo szerokie grono odbiorców. Zachodziła oczywiście obawa pojawienia się przerostu formy nad treścią, ale na szczęście Albarn kontrolował sytuację na tyle umiejętnie, że koniec końców album znalazł się w wielu końcoworocznych podsumowaniach tamtych dwunastu miesięcy.

Od lewej: okładka singla „Dirty Harry” oraz plakat promujący film „Full Metal Jacket” (foto: Wikimedia Commons)

Ciekawostką, o której część osób nie wie lub zapomina, jest fakt, że na „Demon Days” pojawił się utwór, którego wczesna wersja, „I Need A Gun”, umieszczona została na solowym albumie Albarna zatytułowanym „Democrazy”. Materiał, który w 2003 roku ukazał się wyłącznie na płycie winylowej, został bardzo chłodno przyjęty przez krytyków (przykład angielskiego muzycznego pisma opiniotwórczego „NME”, którego recenzent przyznał „Democrazy” dwie gwiazdki w dziesięciostopniowej skali), dlatego decyzja o wyborze piosenki na singiel promujący płytę Gorillaz mogła dziwić (i chyba dziwiła). Na szczęście „Dirty Harry”, bo o tym numerze mowa, okazał się utworem lepiej dopracowanym niż pierwowzór, idealnie wpasowując się w klimat całego krążka.

Antywojenny przekaz, mała uszczypliwość wystosowana w kierunku piastującego wówczas urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych George’a W. Busha oraz kinowe nawiązania (tytuł odwołujący się do filmu z 1971 roku z Clintem Eastwoodem oraz okładka singla powielająca pomysł z plakatu promującego amerykański film wojenny „Full Metal Jacket”) plus specyficzna muzyka od razu kojarząca się z tą narysowaną grupą sprawiają, że „Dirty Harry” dla wielu osób jest jednym z najlepszych numerów w repertuarze Gorillaz. Życzyłbym sobie, aby nowa płyta zespołu osiągnęła chociaż ten sam poziom, co „Dirty Harry”. Zaprezentowane w ubiegłym tygodniu single dają na to spore szanse. (MAK)

*** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.

Advertisements

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2017-03-27 by in Posłuchaj and tagged , , , , , , .

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d bloggers like this: