AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Gold Song #354: „Black Sabbath”

Hymn świętej trójcy.

Black Sabbath w 1970 roku. Od lewej: Geezer Butler, Tony Iommi, Bill Ward, Ozzy Osbourne (foto: Wikimedia Commons, domena publiczna)

Od dwóch tygodni cykl Gold Song jest odzwierciedleniem zawartości mojego odtwarzacza. Upraszczając: wciąż siedzę w latach siedemdziesiątych. Tym razem zgłębianie fenomenu muzyki z tamtego okresu zaprowadziło mnie w rejony, które nigdy nie były mi bliskie – do heavy metalu. Nie będę nikogo oszukiwał – nie stałem się nagle fanem tego typu brzmienia. Ten wpis podyktowany jest raczej szacunkiem do zespołu Black Sabbath, który wywarł ogromny wpływ na późniejsze pokolenia heavymetalowych artystów oraz faktem, że dzisiaj, tj. 13 lutego, mija czterdzieści siedem lat od premiery debiutanckiego albumu formacji dowodzonej przez Osbourne’a.

Z płytą zatytułowaną „Black Sabbath” jest pewien problem – nie jest to wielkie dzieło pod względem dźwiękowego wyrafinowania. Jest to prosty materiał muzyczny zagrany głośno, oparty na gitarach (czasami trochę nużących) i ogólnym klimacie mroku, który obecny jest zarówno na płaszczyźnie muzycznej, jak tekstowej. Podobno grupa z braku funduszy nagrała go w dwa dni i to w dość prymitywnych warunkach. Zresztą słychać to doskonale. Ku zdziwieniu – pewnie też samych Black Sabbath – płyta zyskała wiernych odbiorców, stając się fundamentem dla nowego muzycznego gatunku.

Ozzy Osbourne i koledzy przy promocji debiutanckiego albumu poszli po najprostszej linii oporu – zatytułowali go nazwą zespołu, na pierwszy singiel promujący wybierając utwór tytułowy. Efekt? Nazwa Black Sabbath została bardzo dobrze zapamiętana. Grupa zapisała się na kartach historii, a gitarowy riff z przypominanej dzisiaj piosenki to jedna z najbardziej charakterystycznych fraz w powojennej muzyce. Do tego rzesze fanów i kariera trwająca praktycznie do dzisiaj (4 lutego zespół zagrała swój ostatni koncert, na miejsce występu wybierając rodzinne Birmingham).

Dlaczego „hymn świętej trójcy”? Słuchacze zafascynowani brzmieniem płyty, a także krytycy muzyczni z tamtego okresu wymyślili to określenie na zasadzie ciągu: piosenka zatytułowana „Black Sabbath” otwierająca album pod tym samym tytułem oraz wykonywana przez zespół o takiej samej nazwie. Trzy razy Black Sabbath. Święta trójca heavy metalu i jej hymn.

A co za tydzień? Postaram się nie przeciągać struny i przypomnę piosenkę z innego okresu niż lata siedemdziesiąte. Obiecuję. (MAK)

*** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.

Advertisements

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2017-02-13 by in Posłuchaj and tagged , , , , .

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d blogerów lubi to: