AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Podsumowanie 2016: Najlepsze polskie płyty

Kolejna część podsumowania 2016 roku to lista dziesięciu najlepszych polskich płyt.

Oj, tu się zacznie. O ile w przypadku poprzednich części muzycznego podsumowania roku udało mi się uniknąć internetowego hejtu, o tyle lista z najlepszymi polskimi płytami zawsze wywołuje dużo emocji. Czasami też tych niezdrowych.

Poniższa lista to wypadkowa tego, co spośród krajowych tytułów najczęściej gościło w moim odtwarzaczu lub zbierając najwyższe oceny w recenzjach opublikowanych na blogu (czyli 5/6). Do ścisłej dziesiątki nie udało się dostać następującym albumom: Nash „Trik”, LAM „Lam” (obie płyty znalazły się w zestawieniu najlepszych krajowych debiutów), Brodka „Clashes”, Krzysztof Herdzin, Academy Of St Martin In The Fields „Suite On Polish Themes”, Krzysztof Penderecki „Penderecki Conducts Penderecki Vol. 1”, Jazzpospolita „Jazzpo! Live Made In China” i Dorota Miśkiewicz „Piano.pl” (dwa ostatnie albumy pojawiły się w zestawieniu najlepszych koncertowych płyt). One również otrzymały ode mnie po pięć słuchawek.

10. Flirtini „Heartbreaks & Promises vol. 3” (2016; Asfalt Records)
Trzecia część serii „Heartbreaks & Promises” duetu Flirtini. Tym razem motywem przewodnim jest język polski, w którym zaśpiewane zostały praktycznie wszystkie utwory. Połączenie naszej mowy z brzmieniowymi trendami panującymi we współczesnej muzyce mogło być zadaniem trudnym, ale jak widać wykonalnym. Eksperyment powiódł się i to bardzo. To, że prym wiodą artyści na co dzień obracający się w tego typu muzycznym klimacie (m.in. Klaudia Szafrańska z XXANAXX, Justyna Święs z The Dumplings, Iza Lach, Reni Jusis, Natalii Nykiel), wcale nie dziwi. Ogromnym zaskoczeniem okazał się za to Piotr Zioła. Po debiutanckim albumie nie podejrzewałbym, że wokalista odnajdzie się w takim repertuarze. Ba! Nagra najlepszy numer na całej płycie! Sprawdzając tracklistę, miałem spore obawy co do utworów z raperami. Na szczęście Ras pokazał, że dobre wersy są mu jeszcze znane, Gedz nieźle wpasował się w bit, a VNM chociaż z przewidywalnym storytellingiem i tak zdołał się obronić. Gdyby nie utwór KaCeZeta (który jest asłuchalny!), materiał ten mógłby być nawet w top5.

9. Martyna Jakubowicz „Prosta piosenka” (2016; Universal Music)
Martyna Jakubowicz po trzech latach od premiery ostatniej płyty (w pełni poświęconej osobie i twórczości Joni Mitchell) zaprezentowała kolejny solidny materiał solowy, potwierdzając tym samym, że pierwsze miejsca w przeróżnych rankingach polskich wokalistek bluesowych i folkowych nie są przyznawane za dawne zasługi lub z braku innych kandydatek. „Prosta piosenka” udowadnia jednocześnie, że łączenie historii z teraźniejszością przy zachowaniu odpowiednich proporcji ma sens, a proste melodie wsparte tak zwanymi tekstami o czymś w finalnym rozrachunku biorą górę nad pompatycznymi utworami o niczym, w których trudno połapać się o co tak naprawdę chodzi. (Recenzja)

8. Łona i Webber „Nawiasem mówiąc” (2016; Dobrzewiesz)
Majster Łona powrócił. Kolejny raz słuchając utworów szczecińskiego rapera mam nieodparte wrażenie, jakby ten wszedł do mojej głowy, wyciągnął z niej kilka fraz i przemyśleń, które następnie posłużyły mu za fundament nowych tekstów. Nawet nie jestem w stanie zliczyć ile razy w prawdziwym życiu byłem bohaterem utworu „Nie mam pojęcia”. W „Gdzie tak pięknie?” również się odnajduję, bo chyba każdy z nas miał okres typowo polskiego gdybania. Z kolei „Nie pogadasz” stanowi idealną charakterystykę młodego, często niemającego swojego zdania i podążającego za trendami społeczeństwa, w którym przyszło mi się obracać. W numerze „Błąd” niemal jeden do jednego oddany zostaje mój stan umysłu, kiedy ktoś przeszkadza mi w czytaniu. Ponadto Łona na płycie kontynuuje ideę konceptualnych numerów. W „Co tak wyje?”, który nieprzypadkowo kojarzyć może się z Tuwimowską „Lokomotywą”, nawijka przyjmuje pociągową rytmikę, której sprzyja zresztą specyficzny ciuchciowy bit autorstwa Webbera. „Doklej plakat” – mój faworyt z „Nawiasem mówiąc” – to ładna historia czułego plakatowego spoglądania Gomnbrowicza na Azealię Banks, w końcowej fazie nawiązująca dodatkowo do utworu „W kawiarence Sułtan” z repertuaru Kabaretu Starszych Panów. Od strony tekstowej ta płyta już dzisiaj przebija resztę tytułów przygotowanych przez polskich raperów. Nie przeszkadza nawet monotonne flow Łony i trochę zachowawczy Webber, którego podkłady mogłyby w dwóch-trzech miejscach odejść nieco od schematu i dostosować się do konceptu lirycznego (jak miało to miejsce we wspomnianym już numerze „Co tak wyje?”).

7. Trebunie-Tutki & Quintet Urmuli „Duch gór / The Spirit Of The Mountains” (2016; Unzipped Fly Records)
Niebagatelnym atutem płyty „Duch gór” jest uzupełnianie się obu zespołów. Przykładem szczególnie utwory „Moja dziewczyno”, „W lesie” i „Do tańca”, które posiadają muzyczną podhalańską formę z dodatkiem refrenicznych partii wokalnych artystów z Tibilisi. Słuchając kolejnych numerów stwierdzić można, że z dwóch muzycznych źródeł zespoły postanowiły w większym stopniu czerpać z tego polskiego. Specyficzne brzmienie naszych gór będzie dostrzegalne nawet dla największego laika. Zasługa w tym przede wszystkim aranżacji tradycyjnych melodii oraz kompozycji premierowych utworów opartych w głównej mierze na skrzypcach, fujarkach, gwizdaniu i charakterystycznym okrzyku zwanym wyskaniem, które trudno pomylić z innym obszarem kulturowo-geograficznym. (Recenzja)

6. Katarzyna Borek „Space In Between” (2016; BITTT Records)
Płytę wieńczy utwór „Planet X” duetu Borek & Orszewski. Naznaczona ambientem melodia, opiewająca wyimaginowane, tytułowe ciało niebieskie, to jedyny autorski element albumu. Resztę stanowią interpretacje kompozycji wykonawców zaliczanych przez pianistkę do grona prywatnych faworytów. Co daje się odczuć, grupę tę stanowią twórcy, których dzieła w prostej linii zaliczyć można do melodii filmowych i neoklasycznych. Pojawiają się zatem między innymi Craig Armstrong (dwukrotnie; autor ścieżki dźwiękowej do „Moulin Rouge!”), tworzący na przełomie XIX i XX wieku Manuel de Falla, a także propagator gry na preparowanym fortepianie oraz poeta John Cage. (Recenzja)

5. Eskaubei & Tomek Nowak Quartet „Tego chciałem” (2016; For Tune)
Druga płyta zespołu Eskaubei & Tomek Nowak Quartet kontynuuje muzyczną wizję zawartą na debiutanckim albumie wydanym w ubiegłym roku. Zabrzmi to jak frazes, ale „Tego chciałem” to dostrzegalny krok w przód. Słuchając kolejnych utworów dochodzę do wniosku, że Tomek Nowak, który w głównej mierze odpowiada za kompozycję poszczególnych numerów, postarał się o jeszcze większy balans pomiędzy rapem i jazzem. Cel osiągnięty został nie tylko przez zwiększenie udziału didżeja (w tej roli ponownie Mr Krime, którego skrecze i cuty jednoznacznie odsyłają nas do hip-hopowego postrzegania muzyki), ale także zdecydowane skrócenie utworów. (Recenzja)

4. Cracow Jazz Collective „No More Drama” (2016; For Tune)
Cracow Jazz Collective to ośmioosobowy projekt młodych polskich artystów jazzowych, których muzyczna historia przez pewien okres była związana lub cały czas jest związana z Krakowem. Na lidera oktetu wyrasta pianista Mateusz Gawęda, którego autorskie kompozycje wykorzystane zostały na niniejszej płycie. W skład zespołu wchodzą również instrumentaliści, którzy w przeszłości w różnych konfiguracjach mieli okazję spotykać się na scenie muzycznej lub w studio nagraniowym m.in. jako NSI Quartet, New Bone czy też PeGaPoFo. (Recenzja)

3. Adam Pierończyk „Monte Albán” (2016; wydanie własne/Jazz Sound)
Od strony muzycznej materiał Adama Pierończyka to propozycja bardzo subtelna. Osiem kompozycji zawartych na krążku posiada bardzo nienachalną budowę i to pomimo wzmocnienia ich przez elektronikę (podpięta do prądu gitara basowa, ale również wszelkiego rodzaju cyfrowe procesy, programowania oraz klawisze). Słuchając „Monte Albán” nie ma się wrażenia, że brzmienie dominuje nad odbiorcą. Przy tej delikatności dochodzi jednak do sytuacji, w której człowiek wabiony pięknem melodii zagłębia się w nią. Ten album zwyczajnie kusi, następnie hipnotyzuje, a ostatecznie całkowicie uzależnia. (Recenzja)

2. Lulek & Magierski „Liście” (2016; Queen Size Records)
Być może za bardzo polecę teraz w dziwną teorię, ale miałem taką wizję: Lu i Magiera wydają nową płytę, album ukazuje się siedemnaście lat po premierze kultowego „2071” i nosi tytuł „2017”. Kto wie, być może jeszcze tak będzie… Tymczasem producenci postanowili zrobić autorowi tych słów psikusa, a wszystkim słuchaczom niespodziankę i już w 2016 roku wypuścili premierowy materiał. „Liście” były jedną z tych płyt, które do mojego odtwarzacza trafiły z lekkim opóźnieniem. Mogę tylko żałować, że po krążek sięgnąłem później, tym samym tracąc przynajmniej kilka tygodni słuchania bardzo dobrej muzyki. Zawartości albumu na pewno nie można uznać za novum. Łączenie muzyki elektronicznej z hip-hopem, soulem i jazzem nie jest czymś, co dzisiaj dziwi. Zaskoczeniem jest już jednak fakt, że pomimo tak częstego eksploatowania tej muzycznej płaszczyzny, wrocławianie potrafili nagrać spójny i interesujący materiał na wysokim poziomie. „Liście” są na tyle dobre, że słuchając ich – nawet i dziesiąty raz z rzędu – trudno będzie się nudzić. Kto wie, może jest to nawet niemożliwe?

1. Wacław Zimpel „Lines” (2016; Instant Classic)
Wacław Zimpel proponuje słuchaczom dawkę minimalistycznego grania (autor doszukuje się go nawet w renesansowy dziele Johannesa Ockeghema!) opartego na dźwiękach elektrycznych instrumentów klawiszowych (Hammond, Rhodes), klarnetu (w odmianie basowej i altowej) i khaenu (tradycyjnego azjatyckiego instrumentu z Tajlandii; ciekawostka: na wszystkich instrumentach gra sam gospodarza). I chociaż Zimpel kojarzony jest z improwizacyjną odmianą jazzu, „Lines” pod względem kompozycji jest płytą uporządkowaną. Efekt dowolności wywołuje zastosowana tutaj polifonia, która była głównym kluczem do nagrania tego albumu. Zimpel na krążku sięga do tradycji indyjskiej, free jazzu, ambientu i etnicznego postrzegania muzyki. Balansowanie na granicy gatunków i automatyczne wystrzeganie się ewentualnego zaszufladkowania, prowadzą finalnie do konkretnego wniosku: to muzyka, którą w teorii trudno będzie jednoznacznie nazwać (termin „szeroko pojęta alternatywa” będzie chyba najodpowiedniejszy), by z braku laku nadać jej miano bardzo dobrej. (MAK)

* * * * *

Najlepsze zagraniczne płyty 2016 roku
Najlepsze polskie płyty 2016 roku
Najlepsze zagraniczne epki 2016 roku
Najlepsze polskie epki 2016 roku
Najlepsze zagraniczne debiuty 2016 roku
Najlepsze polskie debiuty 2016 roku
Najlepsze płyty z coverami 2016 roku
Najlepsze płyty z poezją 2016 roku
Najlepsze płyty koncertowe 2016 roku
Najlepsze utwory 2016 roku
Najlepsze koncerty 2016 roku

*** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: