AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Podsumowanie 2016 roku: Najlepsze debiutanckie płyty (zagranica)

Dziesięć najlepszych zagranicznych debiutanckich płyt 2016 roku.

Wczoraj na łamach blogu przedstawiłem dziesięć najlepszych debiutanckich płyt nagranych przez polskich wykonawców w 2016 roku. Tematem dzisiejszego zestawienia są również albumy debiutanckie, ale sygnowane nazwiskami artystów zagranicznych. Wszystko, myślę, jest jasne, szkoda przeciągać (pewnie i tak mało kto czyta te wstępniaki). Zapraszam do zapoznania się z listą.

10. CRX „New Skin” (2016; Columbia Records)
Nowy Jork emigruje do Kalifornii. Gitarzysta zespołu The Strokes, Nick Valensi, założył nowy band i jedną płytą przebił dokonania swojej macierzystej formacji. Być może poprzednie zdanie część słuchaczy (w szczególności fani The Strokes) uzna za herezję, jednak nic nie poradzę, że pięć studyjnych albumów nowojorczyków robi na mnie mniejsze wrażenie niż „New Skin”. Płyta formacji CRX jest przykładem materiału, który nagrywa się z myślą o występach na żywo i szaleństwie publiki. Każdy z dziesięciu utworów, jakie znajdziemy na opublikowanym w 2016 roku krążku, to typowe koncertowe petardy. Rockowy klimat to jedno – osiągnięty może on zostać przez wiele kapel – ale CRX idą o krok dalej. Stawiają na brudne brzmienie, ostre gitary nakłaniające nie tylko do skakania i trzepania włosami, ale też małej (żeby tylko małej!) rozpierduchy klubu, w którym odbywa się koncert. Ciężarowo, twórczość nowej kapeli Valensia, jest o wiele większa od dokonań The Strokes. Dominują tutaj stoner i hard rock. Być może główna w tym zasługa producenta Josha Homme’a – wokalisty Queens Of The Stone Age, grupy, której taka stylistyka nie jest przecież obca.

9. Joshy Soul „Vintage Dreamin'” (2016; wydanie własne)
Z krainy Mormonów, stanu Utah, do ery analogowych soulowych nagrań. W taką podróż zabiera nas dwudziestopięcioletni wokalista Joshy Soul, który na swoim pierwszym studyjnym albumie „Vintage Dreamin’” umieścił osiem bujających, spokojnych, ciepło otulających piosenek. Tytuł płyty mówi nam już wiele – to nie materiał dla osób szukających nowych brzmień. To zdecydowanie pozycja dla miłośników stylistyki Motown i rhythm and bluesowego vibe’u. Większość piosenek to utwory balladowe. Ktoś powie z pogardą „pościelówki”, ja przyjmę nazewnictwo mówiące o spokojnych numerach poruszających kwestie damsko-męskich relacji. W grupie tej wyróżnia się szczególnie zamykający płytę „Darlin’ Dalin’” ze spokojnie prowadzoną narracją na tle sekcji dętej. Znalazło się na albumie również miejsce dla bardziej swobodnego, żywszego „Hey You”, gdzie klimat oparty jest głównie na saksofonach. Moim faworytem jest z kolei „Make My Day” – z ładnymi kobiecymi chórkami podbijającymi fragmenty śpiewane przez Joshy’ego. Momentami Joshy Soul swoim sposobem śpiewania przypomina Johna Legenda, jednak nie posuwałbym się za daleko i mówił od razu o kopiowaniu. Czarnoskórzy wokaliści soul/r&b już tak po prostu mają. Oczywiście można zarzucać „Vintage Dreamin’”, że to materiał zbyt oparty na przeszłości i standardowych elementach tworzących stylistykę znaną z płyt Motown (jak chociażby trzymająca rytmikę charakterystyczna gitara basowa, instrumenty dęte sprytnie przedłużające wokal w końcówkach fraz, a także wspomniane już damskie chórki). Tylko czy jest to aż tak duży problem, jeśli efekt końcowy okazuje się przyjemny dla ucha?

8. Marabout Orkestra „Seven Lives” (2016; Vlad)
Zespół uformowany kilka lat temu przez saksofonistę i kompozytora Johanna Guiharda w 2016 roku zadebiutował płytą zatytułowaną „Seven Lives”. Materiał jest odzwierciedleniem fascynacji lidera muzyką afrykańską, brzmieniami Karaibów oraz spajającym to wszystko jazzem. Osiem bardzo żywotnych, w pełni instrumentalnych numerów o iście karnawałowym zacięciu powinno przypaść do gustu miłośnikom dobrych dźwięków. Praca sekcji dętej (suzafon plus saksofony: tenorowy, barytonowy i sopranowy) przyprawia tutaj o opad szczęki. Zęby zbieram do teraz. Funkowa energia pojedynczych kompozycji dodaje całości dodatkowego smaczku. Co ciekawe, pomimo braku gitary basowej, perkusja bardzo dobrze wypełnia przestrzeń oddaną we władanie sekcji rytmicznej. Zasiadający za bębnami Laurent Cosnard wywiązuje się z powierzonego mu zadania w stu procentach, dbając o zachowanie dynamiki i rytmikę całości. Improwizacyjne wstawki są interesujące, aczkolwiek czasami mam wrażenie jakby pojawiały się w nieprzemyślany sposób. Niemniej, francuska Marabout Orkestra stanęła na wysokości zadania i zainteresowała mnie swoją muzyką. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że panowie znajdą nic porozumienia również z Wami.

7. Dinosaur „Together, As One” (2016; Edition Records)
Angielski kwartet Dinosaur pod przywództwem trębaczki Laury Jurd (okrzykniętej najlepszym brytyjskim instrumentalistą 2015 roku) prezentuje materiał zatytułowany „Together, As One”. Płyta to zestaw ośmiu bardzo zgrabnie skomponowanych utworów udowadniających, że młodzi muzycy z równie dużą chęcią potrafią sięgać po klasyczne schematy, jak i nowe jazzowe trendy. Materiał czerpie z kilku źródeł – elektryczno-jazzowego okresu twórczości Milesa Davisa, wpływów tradycyjnej muzyki brytyjskiej, dodając do tego elementy współczesnej muzycznej Skandynawii. Kolaż ten sprawdza się dość dobrze, szczególnie jeśli pod uwagę weźmiemy fakt, że całość nagrana została przy użyciu standardowego instrumentarium z trąbką, gitarą i perkusją na czele. Tak zwany sound jest tutaj pierwszoklasowy, a to w jazzie już połowa sukcesu.

6. Kaytranada „99.9%” (2016; XL Recordings)
Długo zastanawiałem się nad tym, czy uwzględnić płytę „99.9%” w tym zestawieniu. Kaytranada do miana debiutanta, po Nicku Valensim, ma chyba najdalej spośród autorów tytułów wymienionych na tej liście. Trzy epki, mixtape’y, bogata działalność pod pseudonimem Kaytradamus. Ostatecznie, jak widać, zdecydowałem się włączyć jego pierwszy album producencki do grona debiutów. W zasadzie to zasłużył. „99.9%” to interesująca mieszanka rapu, r&b i współczesnej elektroniki. Pojawiające się gościnnie gwiazdy (m.in. Anderson .Paak, Craig David i szwedzka ekipa Little Dragon) zadbały o wokalne urozmaicenie podkładów autorstwa Kanadyjczyka.

5. Låpsley „Long Way Home” (2016; XL Recordings)
Låpsley zrobiła to, co wielu wykonawców wydających debiutancką płytę zrobiło przed nią – publikując pierwszy w dorobku longplay, umieściła na nim mieszankę utworów premierowych oraz tych, które pojawiły się na jej wcześniejszych epkach. Pomysłowe zagranie, które zagwarantuje atencję dotychczasowych fanów oraz – być może – przekona nowych słuchaczy. Koronkowa robota w kwestii produkcji. Elektroniczny pop, w którym syntetyczność połączona zostaje z brzmieniem akustycznych instrumentów. Chce się słuchać.

4. Jay Daniel „Broken Knowz” (2016; Technicolour)
Wcześniejsze dokonania Jaya Daniela (tj. epka, pojedyncze single) nie należały do moich ulubionych. Nie jestem wielkim fanem muzyki house, ta tworzona przez producenta z Detroit też nie przypadła mi do gustu. Jednak debiutancka płyta „Broken Knowz” przynosi zupełnie nową jakość w twórczości tego dwudziestokilkulatka. Na płycie znajdziemy bowiem mniej brzmień, które do tej pory były kojarzone z jego nazwiskiem. Tym razem Daniel postawił na nieco bardziej jazzowe partie klawiszy, dubstepowy bas i więcej break beatu. Kwintesencją „Broken Knowz” są jednak inspiracje korzennymi afrykańskimi melodiami, które wplecione pomiędzy współczesne dźwięki nadają albumowi swoistego kolorytu. Poza tym, to bardzo relaksacyjna płyta – przynajmniej dla mnie.

3. NAO „For All We Know” (2016; Little Tokyo Recordings)
W ubiegłym roku NAO była jedną z faworytek do nagrody BBC Sound of. Wszystko dzięki muzyce będącej mieszanką noe-soulu, elektroniki, jazzu i r&b. Czarnoskóra wokalistka ma już na koncie kilka epek („February 15” pojawiła się nawet na blogu AxunArts na liście najlepszych zagranicznych epek 2015 roku). Teraz przyszedł czas na debiutancki longplay. Wszyscy, którzy kojarzyli twórczość NAO z wcześniejszych dwóch lat, po wysłuchaniu „For All We Know” zapewne przyklasnęli z zachwytu. Co prawda momentami płyta może wydawać się nieco bardziej klubowa niż soulowa, ale to stały trend w muzyce NAO, więc jeszcze większe zagłębienie się w tego typu klimat naprawdę nie powinno dziwić.

2. Josef Leimberg „Astral Progressions” (2016; World Galaxy Record)
Josef Leimberg w branży obecny jest już od dość dawna, jednak na debiutancki i autorski materiał sygnowany własnym nazwiskiem zdecydował się dopiero teraz. Można zapytać dlaczego tak późno i wyczekiwać odpowiedzi, jednak uważam to za stratę czasu. O wiele lepszym rozwiązaniem będzie niedociekanie, które porzucić należy na rzecz natychmiastowego wciśnięcia przycisku play. „Astral Progressions” to prawdziwa petarda. Jeśli pokochaliście ostatni materiał Kamasiego Washingtona, solowy materiał Leimberga także powinien przypaść wam do gustu. Dziesięć utworów to fuzja jazzu, r&b i soulu z najwyższej półki. Okładka płyty sugeruje nieco psychodeliczne i funkowe wątki – ci, którzy będą na „Astral Progressions” poszukiwać właśnie takich brzmień, również nie pozostaną z niczym. Leimberg udowadnia, że jest nie tylko świetnym instrumentalistą, ale i producentem, który ze smakiem potrafi połączyć muzykę z wokalem. Tak, tak! Płyta ta to bowiem nie tylko czyste brzmienie trąbki, perkusji, klawiszy i gitar, ale także utwory śpiewane (np. „As I Think Of You” z Georgią A. Muldrow i „Between Us 2” z Bilalem) i rapowane (numer tytułowy z gościnnym udziałem Kurupta). Oprócz autorskich kompozycji na albumie pojawia się także cover utworu Milesa Davisa „Lonely Fire”. Nagranie interpretowane wspólnie z kalifornijskim saksofonistą Terracem Martinem ociera się o mantrową stylistykę i orientalną melodykę. Wszystko dzięki wykorzystaniu charakterystycznych dla kultury hinduskiej instrumentów – sitary i tambury. To jednak nie wszystko. Josef Leimberg eksploruje jeszcze przynajmniej kilka muzycznych obszarów. Nie będę jednak spoilerował i odbierał wam przyjemność z obcowania z tą wybitną płytą.

1. Yussef Kamaal „Black Focus” (2016; Brownswood Recordings)
Przy takiej niechęci do wszystkiego, co arabskie, przyjęcie nazwy jednoznacznie kojarzącej się z tamtym kręgiem kulturowym, to dość ryzykowana praktyka. Równie ryzykownym może być wybór tej płyty na zagraniczny debiut roku (w końcu młodzi wszechpolacy w moim rodzinnym mieście mają się dość dobrze). Inaczej jednak sobie tego nie wyobrażam. Duet Yussef Kamaal (Yussef Dayes i Kamaal Williams) płytą „Black Focus” udowodnili, że łączenie jazzu z elektroniką cały czas ma sens. Pomimo ciągłego eksplorowania tej stylistyki, londyński projekt wsparty czołowymi muzykami angielskiej sceny jazzowej i alternatywnej (m.in. gitarzysta Mansur Brown, saksofonista Shabaka Hutchings, basista Kareem Dayes) potrafił nagrać materiał, który zaskakuje, czaruje i zachęca do kolejnego odtworzenia. Piękna płyta, z pewnością jedna z lepszych 2016 roku nie tylko w kategorii debiutu. (MAK)

* * * * *

Najlepsze zagraniczne płyty 2016 roku
Najlepsze polskie płyty 2016 roku
Najlepsze zagraniczne epki 2016 roku
Najlepsze polskie epki 2016 roku
Najlepsze zagraniczne debiuty 2016 roku
Najlepsze polskie debiuty 2016 roku
Najlepsze płyty z coverami 2016 roku
Najlepsze płyty z poezją 2016 roku
Najlepsze płyty koncertowe 2016 roku
Najlepsze utwory 2016 roku
Najlepsze koncerty 2016 roku

*** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.

Reklamy

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: