AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Kołakowski:Wykpisz:Korelus „Schönberg”

Dekonstrukcja roku.

Kołakowski:Wykpisz:Korelus (foto: materiały prasowe)

W ostatnim czasie tak zwany młody polski jazz lubuje się w dekonstrukcji. Zjawisko to było oczywiście obecne już wcześniej, jednak na przestrzeni ostatnich trzech-czterech lat znowu przybrało na sile i jakości. Przedstawicielom krajowej sceny, którzy wiekowo wydają się młokosami, ale doświadczeniem i wiedzą przewyższają niejednego starszego kolegę z branży, tego typu zabawa z kompozycjami innych twórców nie tylko przypadła do gustu, ale zdaje się też dobrze „leżeć”. Tylko w 2016 roku ukazały się dwa ciekawe albumy wpisujące się w ten trend (recenzowany „Schönberg” oraz „Vars & Kaper DeconstructiON” zespołu Pawła Kaczmarczyka). Jeszcze wcześniej do sprzedaży trafiły solowe krążki Pianohooligana, na których pianista dekonstruował twórczość Krzysztofa Pendereckiego i polskie oberki („Experiment: Penderecki”, 2012; „15 Studies For The Oberek”, 2014). W 2015 roku ukazała się natomiast płyta High Definition Quartet „Bukoliki” z wariacjami utworów Lutosławskiego. A to tylko te popularniejsze przykłady.

Debiutancka płyta tria Mateusza Kołakowskiego (fortepian), Alana Wykpisza (kontrabas) i Bartłomieja Korelusa (perkusja) to materiał oparty na „Sześciu Małych Utworach Fortepianowych op. 19” Arnolda Schönberga. Miniatury opublikowane zostały w 1913 roku, a więc jeszcze w tak zwanym pierwszym okresie twórczości Austriaka, poprzedzającym najważniejszy czas w jego kompozytorskiej karierze, jaki naznaczony był dodekafonizmem. Polscy jazzmani, sięgając po muzykę Schönberga, zrobili to z planem dokonania muzycznej dekonstrukcji utworów. To swego rodzaju rozłożenie na czynniki pierwsze miało pozwolić spojrzeć na muzykę zmarłego w 1951 roku w Los Angeles kompozytora na nowo. Udało się. Płyta tria nie tylko podąża za muzycznymi manierami Austriaka, ale także ukazuje ją jako odmienną i inspirującą dla twórców muzyki improwizowanej i free jazzowej.

Album, który swoją premierę miał na krótko przed końcem minionego roku, należy do grona tytułów cięższych i wymagających. To nie jest jazz przyjemny, który nadaje się do nucenia lub słuchania jako tło dla codziennych czynności. Jego chaos (pozorny, ale o tym przekonujemy się dopiero później) może zniechęcać, wybijać z rytmu, kto wie, może nawet rozdrażniać. Ale to jest właśnie dekonstrukcja w czystej postaci – rozbiegana, łapiąca się wzorca, później od niego odchodząca, by następnie ponownie do niego nawiązać.

Najbardziej przystępny w swej jazzowej formie wydaje się być utwór „I”, w którym do czynienia mamy z dominującym fortepianem (pierwsza część kompozycji) oraz partią kontrabasu (część druga). Podobnie „IV”, gdzie w pewnym momencie pojawia się wzorcowa współpraca sekcji rytmicznej i liderujących klawiszy. Mocarnie prezentuje się początek „V & VI”, gdzie solową partią popisuje się Wykpisz. Kontrabasista tym razem gra na swoim instrumencie za pomocą smyczka. Zabieg ten wprowadza nieco „ciemniejszego”, bardziej ponurego klimatu. Gdzieś ponad tym wydają się być Kołakowski i Korelus, którzy chwilę później dołączają, przejmując pierwszeństwo w prowadzeniu gry. Świetny moment współpracy obu panów, który wieńczy całą płytę (album zamyka bowiem ponowna interpretacja miniatury „I”, tym razem pojawiającej się pod tytułem „I alt. take”).

Chaos, o którym pisałem wcześniej, to oczywiście tylko pozór. Muzycy, o czym przekonujemy się tak naprawdę dość szybko, doskonale zdają sobie sprawę z tego, co chcą zrobić. Początkowo zagmatwana muzyczna historia jest doskonałym chwytem. Wyjście z niej i pokazanie, że w tym wszystkim można odnaleźć się dzięki przewodniej roli fortepianu (szczególnie utwory „IV” i „I”), to kolejne pomysłowe rozwiązanie, które ma na celu przyciągnięcie uwagi słuchaczy. Sprytne zagranie, pokazujące przebiegłość, muzyczną świadomość oraz talent młodych jazzmanów.

Zawartość trzech powyższych akapitów wydaje się nietożsama z graficznym wyrażeniem oceny końcowej? Ktoś gotów pomyśleć: „Tak chwali i nie daje piątki?”. Wyjaśniam: w 2015 roku słyszałem ten materiał na żywo z gościnnym udziałem Dave’a Liebmana. Wtedy rozłożył mnie na łopatki. W pierwszej rundzie! Wersja studyjna ma nieco mniejsze rażenie. Po niecałych pięćdziesięciu minutach jeszcze trzymam się na nogach. (MAK)

Kołakowski:Wykpisz:Korelus „Schönberg”
(2016; For Tune)

*** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.

Reklamy

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: