AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Podsumowanie 2016 roku: Najlepsze płyty koncertowe

Trzecia część podsumowania 2016 roku to lista dziesięciu najlepszych płyt koncertowych.

Płyty koncertowe są podobno „jak lizanie smakołyków przez witrynę cukierni”, ale mimo wszystko warto zwrócić na nie uwagę. Nierzadko to właśnie tego typu wydawnictwa okazują się najlepszymi krążkami, jakie trafiają do sprzedaży. Tworząc listę dziesięciu najlepszych płyt koncertowych 2016 roku, brałem pod uwagę zarówno tytuły oferujące tylko zapis audio (CD) lub wideo (DVD), jak i te wydania, które pochwalić mogły się zestawem audio plus wideo (CD+DVD). Pojawia się również jeden tzw. album multimedialny. Ilość i forma nośników nie były oczywiście kwestią decydującą, liczyła się przede wszystkim jakość koncertu i jego poziom.

Poniższa lista zawiera tytuły nagrane przez wykonawców polskich i zagranicznych.

10. Mostly Other People Do The Killing „Live” (2016; For Tune)
Okładka tej płyty mówi sporo – wojskowe pojazdy ustawione w gotowości ataku. Amerykański kwartet Mostly Other People Do The Killing swoją muzyką także gotów jest zaatakować, nie pozostawiając przy tym żadnych złudzeń, kto ewentualne wygra muzyczne starcie. Panowie na przestrzeni nieco ponad dekady od powstania, zdążyli stać się idolami dla połowy świata, by drugą połowę doprowadzić do szału. Taka rola niepokornych buntowników. MOPDTK wprowadzili jazz na inny poziom, gdzie liczy się szybkość, natężenie, ilość. Według filozofii, jaką przyjęli, ma być najszybciej, najwięcej, najczęściej. Wszystkiego – nut, zmiany tempa, synkop. Pełna swoboda i improwizacja, gdzie pięciolinia i podstawowa forma granego utworu są tylko kwestią pomocniczą, źródłem, od którego trzeba (a nawet nie trzeba, ale można) odejść. Chaos i częściowa kakofonia przeradzające się w uporządkowaną całość, która ponownie przeznaczona jest do destrukcji. Najdobitniej słychać to w sytuacji koncertowej. Wydany w 2016 roku album „Live” dokumentuje występ, jaki amerykańska grupa zagrała kilka lat temu w Katowicach. Francuzi z Daft Punk powiedzieliby coś w stylu „harder, better, faster, stronger”, chociaż stwierdzenie „jazzowy orgazm” też będzie dobre.

9. Marek Napiórkowski Sextet „Trójka Live” (2016; Polskie Radio)
Radiowy koncert sekstetu Marka Napiórkowskiego z 2015 roku doczekał się wydania płytowego. Występ promujący mającą premierę trzy lata temu płytę „Up!” to – i tutaj bez niespodzianek – materiał wart uwagi każdego fana jazzowych dźwięków. W porównaniu do krążka studyjnego, koncertowy album nagrany został w okrojonym składzie, tj. bez zespołu złożonego z instrumentów dętych (m.in. fletu, oboju i klarnetów) oraz wiolonczeli. Pojawiła się także jedna zmiana personalna – Clarence’a Penna na perkusji zastąpił wcale nie gorszy Paweł Dobrowolski. Odchudzono również tracklistę, ale to dziwić akurat nie powinno. Koncertowe wersje utworów z oczywistych względów zostały wydłużone. Wszak solowe partie gitary lidera to smaczek, dla którego ludzie nabywają bilety i zasiadają w pierwszych rzędach. Na „Trójka Live” znalazło się zatem pięć (z ośmiu) utworów, jakie zawarte zostały na „Up!” oraz kompozycja „Vietato Fumare” (tutaj w aż szesnastominutowej odsłonie) – sztandarowy numer Napa, który towarzyszy mu od wydanej w 2007 roku płyty „Wolno”. Gdyby nie adnotacja na okładce i nazwisko gitarzysty w nazwie grupy, gwiazdorski skład sekstetu (Krzysztof Herdzin, Robert Kubiszyn, Henryk Miśkiewicz, Adam Pierończyk i wcześniej wspomniany Dobrowolski) spowodowałby, że trudno byłoby jednoznacznie stwierdzić, kto pełni tutaj rolę faktycznego lidera. (Próbka)

8. Mikromusic „Mikromusic w kwietniu” (2016; yMusic)
„Mikromusic w kwietniu” to kolejna dobra pozycja w dyskografii zespołu, będąca ciekawostką dla słuchaczy oraz – dla tych, którzy brali udział w wiosennej trasie koncertowej – idealnym powodem, aby we wspomnieniach powrócić do wybranego kwietniowego wieczoru gdzieś na terenie Polski. (Recenzja // Próbka)

7. Motörhead „Clean Your Clock” (2016; UDR GmbH)
Kilmistera nie ma z nami już od roku, dlatego fani Motörhead album „Clean Your Clock” cenić będą bardzo wysoko. Do publikacji trafił bowiem zapis z dwóch monachijskich koncertów w ramach europejskiej części trasy z okazji czterdziestolecia istnienia grupy. Frontman angielskiej kapeli jeszcze w formie (a przynajmniej takie wrażenie można odnieść oglądając występ na DVD), na scenie dający z siebie nawet więcej niż sto procent. Prawdziwy rockowy pazur, punkowa energia i bluesowa melancholia. I to szaleństwo przy największym hicie, czyli „Ace Of Spades”. Lemmy, brakuje nam Ciebie – i to bardzo.

6. Eric Clapton „Live In San Diego (With Special Guest JJ Cale)” (2016; Reprise Records)
Erick Clapton od lat gra to samo – do tego stopnia, że wydany w połowie ubiegłego roku koncert z 2007 roku równie dobrze mógł zostać zarchiwizowany dziewięć miesięcy temu. Powód? Żelazny repertuar, którego nie trzeba zmieniać. „Wonderful Tonight”, „Layla” i „Cocaine” to ponadczasowe przeboje, które poruszą (i wzruszą) nawet nasze wnuki. Anglik doskonale zdaje sobie z tego sprawę i wykorzystuje zaistniałą sytuację, aby poniekąd odcinać kupony. Nie będę widział w tym jednak niczego złego do momentu, aż muzyk obniży poziom. Na to się jednak wcale nie zanosi, a koncertowy materiał nagrany wspólnie ze zmarłym w 2013 roku J.J. Colem, to dobry przykład na podparcie powyższych słów. (Próbka)

5. Chonabibe & Tomasz Momot Orkiestra „Na żywo” (2016; wydanie własne)
Miałem problem, ponieważ do ostatniej chwili nie wiedziałem, czy materiał „Na żywo” dołączyć do listy, czy też wymienić go w formie wyróżnienia. Powodem był sposób jego wydania. Nowatorstwo, dwudziesty pierwszy wiek, nowe technologie, współczesne nośniki pamięci – wszystko rozumiem, ale ja jestem chyba starej daty (jeśli chodzi o myślenie) i cenię sobie płyty, jako nośniki dźwięki i obrazu. „Na żywo” ukazało się natomiast w zestawie zawierającym… pamięć USB. Zdecydowałem jednak być ponad to (w zasadzie nośnik jak nośnik, też potrzebowałem komputera do odtworzenia nagrania wideo). Samo nagranie czerwcowego koncertu, który odbył się w sali operowej Centrum Spotkania Kultur w Lublinie, zachęca nie tylko do sięgnięcia po muzykę grupy Chonabibe, ale przede wszystkim potwierdza, że idea grania muzyki z orkiestrą, która w oryginale nie była pod nią napisana, ma sens. Warunek jest jeden – za realizację takiego przedsięwzięcia muszą odpowiadać osoby znające się na rzeczy i obdarzone muzyczną pasją. W przypadku Chonabibe, Tomasza Momota i jego orkiestry tak właśnie jest. (Próbka)

4. Bruce Springsteen and the E Street Band „Chicago January 19, 2016” (2016; wydanie własne)
W grudniu 2015 roku z okazji 35. rocznicy wydania płyty „The River”, ukazała się specjalna edycja tego albumu. Okazjonalny box zawierał cztery płyty CD (odświeżona wersja oryginalnego materiału plus bonusy) oraz trzy krążki DVD (film dokumentarny i archiwalny koncert z 1980 roku). W styczniu Bruce Springsteen i E Street Band ruszyli w trasę promującą to jubileuszowe wydawnictwo. Drugi koncert odbył się w Chicago i jego zapis audio przez trzy dni udostępniony został do darmowego ściągnięcia. Koncertowe odtworzenie wszystkich dwudziestu utworów, jakie znalazły się na pierwotnej wersji „The River” plus największe przeboje artysty (m.in. „Born To Run”, „The Rising”, „Human Touch”) i utwór „Take It Easy” z repertuaru grupy The Eagles. Cover pojawił się w koncertowej setliście jako hołd dla zmarłego dzień wcześniej Glenna Freya, współzałożyciela wspomnianego bandu. W sumie trzydzieści trzy utwory, ponad sto minut muzyki. Zapis występu nie przyniesie rewolucji w postrzeganiu Springsteena i jego wokalnych umiejętności. To cały czas to samo rockowe granie – dla jednych świetne, dla innych smętne i zblazowane. Ja jestem na „tak”.

3. Dorota Miśkiewicz „Piano.pl” (2016; Universal Music)
„Piano.pl” to pierwszy koncertowy album w dorobku Doroty Miśkiewicz. Wyjątkowości wydawnictwu dodaje również fakt, że zestaw CD+DVD nie jest zapisem koncertu, na którym artystka wykonuje piosenki, jakie wcześniej znalazły się na jej solowych płytach. „Piano.pl” to zbiór tak zwanych coverów. Selekcja utworów z myślą o koncercie (i jak się okazało – także o płycie) opierała się na prostej zasadzie – tytuły mają odwoływać się do polskiej pianistyki, a sama wokalistka ma je po prosty lubić. Padło na kilkanaście tytułów z różnych okresów w historii polskiej muzyki – od romantycznej frazy Chopina, przez jazzowych klasyków, jak Komeda i Wasowski, aż po czasy współczesne i nazwiska Turnaua i Sojki. Z tej pianistycznej rodziny wybija się w zasadzie tylko piosenka „Ostatni”, którą w oryginale skomponowała i wykonała Edyta Bartosiewicz. Będzie to być może kontrowersyjna wypowiedź, ale interpretacja tego numeru jest najjaśniejszym elementem tej płyty. Piszę to z dużą świadomością słowa, bowiem „Piano.pl” to album, z którego strasznie trudno wybrać tę jedną jedyną piosenkę. Zauważyłem jednak, że za każdym razem, kiedy słuchałem krążka z dźwiękowym zapisem koncertu, przerywałem to, co robiłem i skupiałem się na utworze „Ostatni”. Ta wersja ma w sobie coś magnetycznego, coś, co przyciąga o wiele bardziej niż jej pierwotna odsłona z lat 90. (a to naprawdę spora sztuka!). Talent wokalny Doroty Miśkiewicz to jedno, ale nie można zapomnieć o innych bohaterach tego albumu. Na pochwałę zasługują przede wszystkim panowie z Atom String Quartet, którzy towarzyszyli artystom na scenie podczas niemal całego koncertu. Bez asysty smyczków poradzono sobie tylko w kilku momentach, kiedy to tło dla wokalu stanowiły jedynie dźwięki fortepianu. Przy instrumencie z biało-czarną klawiaturą zasiedli najlepsi z najlepszych. Krzysztof Herdzin, Andrzej Jagodziński, Leszek Możdżer, Pianohooligan i Włodzimierz Nahorny to tylko kilka nazwisk, które gwarantują wysoki poziom gry, ale także aranżu poszczególnych kompozycji. Dopełnieniem płyty z koncertem w wersji audio jest oczywiście zapis wideo. Uwagę zwraca przede wszystkim inna kolejność prezentowanych utworów oraz brak kilku instrumentalnych wstawek, które z płyty CD zostały wycięte zapewne ze względu na jej czasowe ograniczenie. „Piano.pl” to album, którego w dyskografii Doroty Miśkiewicz brakowało. Teraz artystka może czuć się spełniona, chociaż osobiście mam nadzieję, że nagra jeszcze niejeden krążek – i studyjny, i koncertowy. (Próbka)

2. Jazzpospolita „Jazzpo! Live Made In China” (2016; Audio Anatomy)
Podczas serii chińskich koncertów warszawska grupa promowała swój ostatni studyjny materiał zatytułowany „Jazzpo!”. Nie dziwić powinna więc zawartość podwójnego albumu, który w dużej mierze stanowią kompozycje pochodzące z krążka sprzed trzech lat. Post-rockowa i mocno gitarowa (w stylu fusion) pierwsza odsłona materiału sprawia, że słuchacz od razu zostaje wciągnięty do muzycznego świata Jazzpospolitej. Sceniczna realizacja tego, co znane z płyty studyjnej, utrzymana jest na wysokim poziomie zarówno odtworzenia, jak i urozmaicenia. Dobrze słychać to na przykładzie „Balkonów”, gdzie brudne dźwięki gitary oddają klimat utworu w wersji podstawowej, dokładając do niego typową dla koncertów fantazję i spontaniczność. A to tylko przykład pierwszy z brzegu, bo im dalej, tym lepiej. (Recenzja)

1. The KT Fellowship „Before The Dawn” (Fish People)
Ten album koncertowy jest cenny z jednego istotnego powodu: Kate Bush na przestrzeni swojej około czterdziestoletniej kariery artystycznej zagrała tylko dwie trasy koncertowe. Ta druga po ponad trzydziestu latach odbyła się w 2014 roku i… w zasadzie trudno nazwać ją prawdziwą „trasą”. Wokalistka przez kilka miesięcy występowała w jednym miejscu (londyńskim Hammersmith Apollo) i właśnie fragmenty tych koncertów znalazły się na „Before The Dawn”. Album, na który składają się trzy płyty CD, to Kate Bush w świetnej formie wokalnej, zespół roboczo nazwany The KT Fellowship, którego pozazdrościć mogą inni soliści (m.in. gitarzysta David Rhodes, perkusista Mino Cinélu, klawiszowiec Kevin McAlea) i repertuar zajmujący grubo ponad dwie godziny. Amatorskie filmiki umieszczone w sieci przekonują, że ten bogaty w kostiumy, tancerzy i grę świateł muzyczny spektakl powinien doczekać się wydania na DVD. Kto wie, może przyjdzie jeszcze na to czas… (MAK)

* * * * *

Najlepsze zagraniczne płyty 2016 roku
Najlepsze polskie płyty 2016 roku
Najlepsze zagraniczne epki 2016 roku
Najlepsze polskie epki 2016 roku
Najlepsze zagraniczne debiuty 2016 roku
Najlepsze polskie debiuty 2016 roku
Najlepsze płyty z coverami 2016 roku
Najlepsze płyty z poezją 2016 roku
Najlepsze płyty koncertowe 2016 roku
Najlepsze utwory 2016 roku
Najlepsze koncerty 2016 roku

*** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.

Advertisements

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d bloggers like this: