AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Krystyna Stańko „Novos Anos”

Klasyka bossa novy według Krystyny Stańko.

Krystyna Stańko jest wokalistką, która lubi eksperymentować i nie zatrzymuje się zbyt długo w jednym muzycznym świecie. Kiedyś śpiewała wiersze Wisławy Szymborskiej i piosenki Petera Gabriela, swój czas poświęcała również próbie połączenia kaszubskiego folku z jazzem. Na swojej najnowszej płycie artystka postanowiła sięgnąć po bossa novę.

Album „Novos Anos” to w sumie jedenaście piosenek-coverów, które w oryginale napisane i nagrane zostały w większości przez brazylijskich muzyków. Czas jej wydania (tj. jesień tego roku) wybrany został wręcz idealnie. Co pomoże na jesienną (w zasadzie już także zimową) chandrę? Odrobina słońca. Poprzez nowa płytę Krystyna Stańko dostarcza nam nieco egzotycznego ciepła, którym ogrzejemy zgrabiałe dłonie i zmarznięte uszy, a także ucieszymy ducha, który przybrał nieco szarawych barw.

Na swojej nowej płycie Krystyna Stańko sięga po klasykę bossa novy, utwory autorstwa mistrzów gatunku, jak chociażby Antonio C. Jobima (tych jest aż siedem), Marcosa Valle’a, a także Chicka Corei. Ktoś powie – wybór oczywisty i przewidywalny, ktoś inny zaznaczy, że próba podjęcia rękawic w starciu z piosenkami, które same w sobie są już ponadczasowymi przebojami, to przedsięwzięcie ryzykowne. Dodając do tego fakt, że niemal każdy z numerów, jakie znalazły się na „Novos Anos”, doczekał się lepszych lub gorszych coverów, okazuje się, że Stańko aż tak łatwo nie miała. Nie wiem czy to sam talent, czy też odrobina szczęścia wymieszanego z muzyczną pasją i kobiecą intuicją, ale wokalistce udało się obronić. Ewentualne krytyczne opinie o tej płycie będą przejawem zawiści, braku sympatii do gatunku muzycznego lub wyrazem niewiedzy wydającego negatywny osąd. Stańko, jak mało która polska wokalistka jazzowa (no, może poza Dorotą Miśkiewicz), potrafi odnaleźć się w klimacie bossa novy i przeszczepiając go na krajowe podwórko – nawet jeśli są to tylko covery – nie zniszczyć i nie przepoczwarzyć w coś, co byłoby tylko karykaturą latynoskiego stylu. Zostawiając sporo z pierwotnego klimatu śpiewanych utworów, artystka stara się na każdym z nich odcisnąć własne piętno, nadając im tym samym oryginalnego wymiaru. Dzieje się tak chociażby z „Sometime Ago” i „Triste”, które w mojej opinii otrzymują od Stańko najwięcej odautorskiego pierwiastka.

Przy tym wszystkim Stańko kolejny raz miała nosa do współpracowników. Oprócz muzyków dobrze znanych z poprzednich płyt (Dominik Bukowski – wibrafon, marimba, kalimba; Piotr Lemańczyk – kontrabas), w nagraniu nowego materiału pomagali między innymi: jeden z najlepszych polskich perkusistów jazzowych Łukasz Żyta oraz trębacz Marcin Gawdzis, którego solowe partie w „So Nice (Summer Samba)” i „Good Morning Heartache” niezaprzeczalnie stanowią o sile płyty. Decydując się na sambową stylistykę materiału, wokalistka postanowiła zadbać o pomoc „u źródła”. Wybór padł na perkusistę Zé Luisa Nascimento, który w CV ma wpisaną współpracę chociażby z Cesarią Evorą i Tanią Marią (odmienianie obcych nazwisk wedle polskich zasad przynosi czasami nieoczekiwane rzeczy). Brazylijczyk swoją rytmiczna grą nadał albumowi ostateczny muzyczny sznyt. Zagadką jest, czy zestaw piosenek na „Novos Anos” bez namaszczenia z Ameryki Południowej byłby mniej ciekawy, ale bezsprzecznie przyznać trzeba, że udział zagranicznego gościa wzbogacił brzmienie krążka na tyle, że teraz trudno wyobrazić sobie sytuację, w której Nascimento nie byłby brany pod uwagę.

Ewa Bem śpiewała kiedyś „podaruj mi trochę słońca” i chyba doczekała się wreszcie płyty, która byłaby odpowiedzią na jej wezwanie. „Novos Anos” to nie tyle muzyczna pocztówka z ciepłej Brazylii i hołd dla tamtejszej sceny jazzowej, ale także materiał pełen odautorskich dodatków, którymi Krystyna Stańko i towarzyszący jej zespół nadają wybranym klasykom bossa novy nowego charakteru. Ja jestem na tak. Ciekawe jakie zdanie mieliby na przykład mieszkańcy Rio? (MAK)

Krystyna Stańko „Novos Anos”
(2016; For Tune)

*** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: