AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Wywiad: Niskie Ciśnienie – „Nasza muzyka nie jest złożona, możemy zabrać ją wszędzie”

Niskie Ciśnienie wystąpiło w Tarnowie. Koncert był idealną okazją do tego, aby zadać muzykom kilka pytań.

Niskie Ciśnienie, czyli Alicja Peszkowska i Michał Przerwa-Tetmajer (foto: Hubert Francuz/materiały prasowe)

Ona uśmiechnięta od ucha do ucha, on rzeczowy i stonowany. Oboje niezwykle sympatyczni, utalentowani, a do tego będący ciekawymi rozmówcami, o czym miałem okazję przekonać się na „własnej skórze”. Alicja Peszkowska i Michał Przerwa-Tetmajer, czyli ta część zespołu Niskie Ciśnienie, którą widać na scenie, na chwilę przed rozpoczęciem koncertu w Tarnowie opowiedzieli o tym, czym jest dla nich muzyczna idea kryjąca się pod tytułem debiutanckiej płyty, dlaczego czują się buntownikami oraz czy widzą dla siebie miejsce na scenie dużego festiwalu typu Open’er.

* * * * *

Mateusz Kołodziej: Na debiutanckiej płycie zabieracie słuchaczy do domu i ogrodu. Dlaczego akurat do tych miejsc?
Michał Przerwa-Tetmajer: Atmosfera, która panuje w domu i ogrodzie, jest atmosferą, w której chcemy wykonywać muzykę.

Wykonywać – jest to odważna deklaracja. Czy tym samym odcinacie się od sal koncertowych i klubów?
Michał: Nie traktowałbym tego dosłownie. W sali koncertowej też można stworzyć atmosferę domowo-ogrodową, czyli taką, która kojarzy się miło, jest przyjazna, nie jest do końca sztywna, pozostawia pewien luz i dystans. Przykładowo w salach koncertowych zawsze prosimy o ciepłe światło, o dźwięk, który jest bardziej matowy, aby odbiorca zamykając oczy mógł poczuć się jak w domu.
Alicja Peszkowska: Zabieranie słuchaczy do wspomnianych miejsc kojarzy mi się z fuzją natury i kultury – czymś, z czego chcemy czerpać! Salony i ogrody to miejsca jakby publiczne, ale i jednak nasze własne, takie w których czujemy się bezpiecznie. Wykonując piosenki chcieliśmy być razem z osobami, dla których gramy – zakraść się do ich metaforycznego „domu i ogrodu”. Chcielibyśmy, żeby nasz koncert był przestrzenią dla zadumy, ale i relaksu.
Michał: Natomiast w sensie dosłownym, również zdarzało nam się grywać w mieszkaniach, zwłaszcza po przeprowadzeniu akcji crowdfundingowej, dzięki której zebraliśmy pieniądze na nagranie płyty. Jedną z nagród za wsparcie był domowy koncert. Również premiera naszej płyty odbyła się nad Wisłą w miejscu Grunt i Woda, które jest stylizowana na ogród. Myślę, że nieraz zdarzy się nam jeszcze zagrać w lesie, nad jeziorem, na pomoście. To ciekawe otoczenie dla naszej muzyki.
Alicja: Podoba mi się, że nasza muzyka nie jest złożona, tworzy całość bez loopera, stu tysięcy efektów nałożonych na powtarzane jedno zdanie. Możemy zabrać ją wszędzie, zabierając ze sobą gitarę. Mamy ze sobą też różne przeszkadzajki, ale nie potrzebujemy niczego więcej, dzięki czemu łatwo jest nam się dopasować do koncertowych okoliczności przyrody.

Na Waszym facebookowym profilu zauważyłem reakcję na przyznanie Literackiej Nagrody Nobla dla Boba Dylana. Nie chcę cytować wpisu z pamięci, ponieważ mógłbym coś przeinaczyć, natomiast sens był taki, że macie nadzieję na powrót dobrych czasów dla piosenki rozumianej jako zestaw „tekst plus muzyka”, który w ostatnich czasach gdzieś się zagubił. Na przestrzeni ostatnich, powiedzmy, dwudziestu-dwudziestu pięciu lat te osoby, które tworzyły muzyczną rewolucję, poprzez na przykład skracanie i upraszczanie muzyki, teraz tworzą mainstream. W dzisiejszych czasach buntują się natomiast ci twórcy, którzy hołdują starej tradycji dobrej piosenki. Czy w świetle tej zmiany czujecie się buntownikami?
Michał: Ja się czuję takim buntownikiem. Rzeczywiście też mam wrażenie, że ta sinusoida, o której powiedziałeś, istnieje. Widoczny jest wpływ zachłyśnięcia się technologią, która rozkwitła w latach osiemdziesiątych.

Prosta piosenka zdecydowanie zeszła do podziemia.
Alicja: To jest dość zabawne, ale aktualnie rzeczy miłe i proste nie są popularne. Mam takie marzenie, aby ludzie nucili nasze piosenki – idąc na spacer lub robiąc jakąkolwiek czynność w domu. Te utwory nie mają przecież skomplikowanego i trudnego do wymówienia angielskiego tekstu, nie mają powtarzanej w kółko jednej frazy. Chcieliśmy zrobić polskie piosenki, które słuchacze będą mogli sobie zaśpiewać, odnaleźć się w nich i zabrać je ze sobą.

Tylko wydaje mi się, że rozwinięcie tekstu piosenki, a nie uproszczenie go do jednego powtarzanego ciągle zdania, to duża trudność dla dzisiejszych odbiorców.
Alicja: Hmmm… (chwilowa zaduma)

Ale jeśli jesteśmy przy tym zagadnieniu, to trzeba wspomnieć, że Niskie Ciśnienie tworzy jeszcze jedna osoba – tekściarka Aleksandra Janus. Alicjo, śpiewasz nieswoje piosenki. Współpracowałaś z Olą na zasadzie podrzucania tematów do utworów, konsultowałaś z nią to, co powstaje? Czy śpiewanie rzeczy, które nie wyszły w stu procentach z Twojego wnętrza jest trudne?
Alicja: Ola jest moją najlepszą przyjaciółką, z którą bardzo dużo współpracuję – nie tylko w obrębie Niskiego Ciśnienia. Pomimo tego trudno śpiewa się rzeczy, których nie napisało się samemu. Miałam swoje przypuszczenia w kwestii, co te teksty znaczą dla Oli. Chodziło jednak o to, aby zaczęły znaczyć coś dla mnie, więc znajomość z autorką wcale nie ułatwiła sprawy.

Jak sobie z tym poradziłaś?
Alicja: Wykonywałam sporo ćwiczeń interpretacyjnych. Do tego piosenki już na próbach przechodziły metamorfozę. Podczas spotkań rozmawialiśmy dużo o emocjach, dla podkręcenia klimatu zapalaliśmy świece, ja śpiewając klęczałam lub stałam w różnych miejscach pokoju. Zapadła mi w pamięci chwili, kiedy wykonywałam jedną z piosenek, z którą miałam trudność. Konsultowałam się w tej sprawie z Kasią Winiarską, nauczycielką śpiewu. Byłam skulona i śpiewałam tę piosenkę w formie odpowiedzi na jej pytania. W ten sposób też szukaliśmy odpowiedniej formy.
Michał: Do niektórych tekstów powstawały nawet trzy-cztery warianty muzyczne. Następnie testowaliśmy je i sprawdzaliśmy, w których z nich Ala czuje się najlepiej. Dodatkowo, już po wyborze wariantu, dokonywaliśmy zmian dotyczących na przykład tempa, dynamiki lub brzmienia. Ola była obecna na próbach i dzieliła się z nami swoimi odczuciami – to również pomogło nam w osiągnięciu ostatecznej formy utworów. To była długa, ciężka i trudna praca.

Przechodząc z etapu prób do etapu koncertów problem zniknął całkowicie?
Alicja: Za każdym razem, kiedy wykonuję te piosenki na żywo, myślę o tym z czym one mi się kojarzą – i to też się zmienia w zależności od momentu.

Michale, powiedziałeś o trudzie włożonym w pracę nad tą płytą. Ale czy to nie jest tak, że utrudniliście ten proces nieco na własne życzenie? Chcieliście stworzyć różnorodną płytę, ale przy minimalnym wykorzystaniu instrumentów.
Michał: Jeśli chce się stworzyć różnorodną płytę, to można poszukiwać w sferze bardzo czytelnych środków typu zmiana instrumentarium lub drastyczna zmiana tempa. Natomiast my nie chcieliśmy iść na łatwiznę. Ograniczając się do gitary nieprzetworzonej przez żadne efekty i śpiewu, poszukiwaliśmy tej różnorodności zupełnie gdzie indziej. Było to spore wyzwanie, aby dysponując małą ilością środków, wycisnąć jak najwięcej różnorodności.

Z perspektywy twórcy – udało się?
Michał: Tak. Założyliśmy ponadto pewne granice – nie chcieliśmy, aby ta muzyka kierowała się za bardzo w stronę piosenki aktorskiej, żeby była przerysowana, monumentalna i pantomimiczna. Z drugiej strony zależało nam na tym, aby nie była zupełnie spłycona i estetycznie wygładzona. Stąd długie szukanie ostatecznego kształtu dla piosenek, które znalazły się na krążku.

Dzisiaj gracie w Tarnowie w ramach festiwalu Art Fest, natomiast jutro wystąpicie w Krakowie i koncert ten na Waszym Facebooku jest dość mocno promowany. Wydaje się mieć pierwszeństwo, zapewne ze względu na festiwal, któremu towarzyszy. Czy w związku z tym macie jakieś specjalne oczekiwania w stosunku do krakowskiego występu?
Alicja: Mimo wszystko trudno jest się wybić poza znane kręgi. Nie sądzę, że występ na Festiwalu Kobieca TranssMisja wrzuci nas do mainstreamu, ale liczę na to, że usłyszą o nas ludzie, którzy do tej pory jeszcze nie kojarzyli zespołu Niskie Ciśnienie.
Michał: Cieszymy się za każdym razem, kiedy jesteśmy zapraszani na imprezę, która ma duże zaplecze promocyjne. Jutrzejszy koncert w ramach Kobiecej TranssMisji ma wsparcie Radia Kraków, dzięki czemu „Dla domu i ogrodu” było niedawno płytą tygodnia tej rozgłośni.

Występy na dużych festiwalach nie psują trochę idei grania, o której mówiliśmy na początku rozmowy?
Alicja: Zrobiliśmy muzykę, którą próbowaliśmy promować tym tytułowym domem i ogrodem. Nie chcieliśmy być kolejnym zespołem, który ma tylko zaistnieć na scenie. Chcieliśmy być propozycją nie tylko muzyczną, ale też pewnego rodzaju doświadczeniem. Miło byłoby zagrać na festiwalu typu Open’er, ale tam zginęlibyśmy w tłumie artystów wielkoformatowych – bylibyśmy propozycja, ale już nie doświadczeniem dla słuchaczy. Tysiące osób, duża scena – to nie jest miejsce dla takiej muzyki. Cieszy mnie więc to, że Kobieca TranssMisja to stosunkowo mały, ale dobrze zorganizowany festiwal, na którym nie przepadniemy.

Być może jest jeszcze za wcześnie na takie rozmowy, ponieważ debiutancka płyta jest wciąż „świeża”, jednak korzystając z okazji chciałbym zapytać o to, czy Niskie Ciśnienie ma w planach kolejny album. Jeśli tak, to czego można się po nim spodziewać?
Alicja: W dalszym ciągu będziemy robić piosenki. (śmiech) Różne idee pozostaną te same – aby muzyka wciąż towarzyszyła ludziom w codzienności, aby nie była czymś skomplikowanym i tylko scenicznym. Do tego chcielibyśmy dodać dalekie inspiracje polską muzyką folkową.

Czy oznacza to rozbudowę warstwy muzycznej?
Michał: Myślę, że nie tak bardzo… Nie będzie spektakularnych zmian.

Pytam, ponieważ polski folk to muzyka bogata w różnego rodzaju instrumentarium.
Michał:
Polska muzyka ludowa będzie dla nas inspiracją, a nie gatunkiem, z którym będziemy się faktycznie mierzyć. Nie należałoby się więc spodziewać, że ja zacznę nagle grać na instrumentach ludowych, a Ala będzie śpiewać białym głosem.
Alicja: Chociaż ja bym chciała wprowadzić takie elementy…
Michał: Porozmawiamy o tym. (śmiech) Być może użyjemy tego jako przyprawy, ale nie będzie to treścią kolejnego albumu.

*** *** *** ***

Rozmowa przeprowadzona 25 listopada 2016 roku przed koncertem zespołu w Tarnowie. Relacja z występu, jaki miał miejsce w budynku Biura Wystaw Artystycznych, sprawdzić można tutaj.

*** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera.

Advertisements

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d blogerów lubi to: