AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #347: Wpis bez motywu przewodniego

Za dzisiejszym wyborem płyt nie stoi żadna koncepcja – biorę, jak leci i nadrabiam zaległości.

Dorota Miśkiewicz „Piano.pl”
(2016; Universal Music)
Będąc jeszcze pod wrażeniem ubiegłotygodniowego koncertu Doroty Miśkiewicz (sprawdź relację), sięgnąłem po nowe wydawnictwo wokalistki. Nowe i wyjątkowe, bowiem „Piano.pl” to pierwszy koncertowy album w dorobku tej artystki. Wyjątkowości wydawnictwu dodaje również fakt, że zestaw CD+DVD nie jest zapisem koncertu, na którym Miśkiewicz wykonuje piosenki, jakie wcześniej znalazły się na jej solowych płytach. „Piano.pl” to zbiór tak zwanych coverów. Selekcja utworów z myślą o koncercie (i jak się okazało – także o płycie) opierała się na prostej zasadzie – tytuły mają odwoływać się do polskiej pianistyki, a sama wokalistka ma je po prosty lubić. Padło na kilkanaście tytułów z różnych okresów w historii polskiej muzyki – od romantycznej frazy Chopina, przez jazzowych klasyków, jak Komeda i Wasowski, aż po czasy współczesne i nazwiska Turnaua i Sojki. Z tej pianistycznej rodziny wybija się w zasadzie tylko piosenka „Ostatni”, którą w oryginale skomponowała i wykonała Edyta Bartosiewicz. Będzie to być może kontrowersyjna wypowiedź, ale interpretacja tego numeru jest najjaśniejszym elementem wydanej w tym roku płyty. Piszę to z dużą świadomością słowa, bowiem „Piano.pl” to album, z którego strasznie trudno wybrać tę jedną jedyną piosenkę. Zauważyłem jednak, że za każdym razem, kiedy słuchałem krążka z dźwiękowym zapisem koncertu, przerywałem to, co robiłem i skupiałem się na utworze „Ostatni”. Ta wersja ma w sobie coś magnetycznego, coś, co przyciąga o wiele bardziej niż jej pierwotna odsłona z lat 90. (a to naprawdę spora sztuka!). Talent wokalny Doroty Miśkiewicz to jedno, ale nie można zapomnieć o innych bohaterach tego albumu. Na pochwałę zasługują przede wszystkim panowie z Atom String Quartet, którzy towarzyszyli artystom na scenie podczas niemal całego koncertu. Bez asysty smyczków poradzono sobie tylko w kilku momentach, kiedy to tło dla wokalu stanowiły jedynie dźwięki fortepianu. Przy instrumencie z biało-czarną klawiaturą zasiedli najlepsi z najlepszych. Krzysztof Herdzin, Andrzej Jagodziński, Leszek Możdżer, Pianohooligan i Włodzimierz Nahorny to tylko kilka nazwisk, które gwarantują wysoki poziom gry, ale także aranżu poszczególnych kompozycji. Dopełnieniem płyty z koncertem w wersji audio jest oczywiście zapis wideo. Uwagę zwraca przede wszystkim inna kolejność prezentowanych utworów oraz brak kilku instrumentalnych wstawek, które z płyty CD zostały wycięte zapewne ze względu na jej czasowe ograniczenie. „Piano.pl” to płyta, której w dyskografii Doroty Miśkiewicz brakowało. Teraz artystka może czuć się spełniona, chociaż osobiście mam nadzieję, że nagra jeszcze niejeden album – i studyjny, i koncertowy.

Cath Roberts Large Ensemble „Live at Lancaster Jazz Festival 2016”
(2016; Lancaster Jazz Festival)
Wśród moich znajomych słuchających jazzu Cath Roberts jest postacią zupełnie anonimową. Staram się więc przekonać ich, że warto jej posłuchać, rozszerzając przy okazji działania również na czytelników blogu. Saksofonistkę kojarzyć można (a przynajmniej ja poznałem ją właśnie w ten sposób) z duetu Ripsaw Catfish, który tworzy razem z gitarzystą Antonem Hunterem. Anglicy dwa lata temu nagrali nawet wspólny materiał zatytułowany „For The Benefit Of The Tape”, który przez brytyjskich słuchaczy jazzu został zauważony i – wydaje mi się – także doceniony. We wrześniu tego roku Cath Roberts z kolegą z duetu oraz ośmioma innymi muzykami wystąpiła jako headliner festiwalu w Lancaster. Zapis audio z tego koncertu trafił niedawno na jedną z platform streamingowych. Złożony z ośmiu kompozycji materiał to propozycja szczególnie dla tych, którzy ponad granie jazzu z nut stawiają na czystą improwizację. W proponowanym zestawie Roberts i jej zespół prezentują brzmienie dopracowane, oparte w głównej mierze na dźwiękach saksofonu barytonowego liderki, uzupełnione o ciekawą sekcję rytmiczną oraz rozbudowaną sekcję dętą (dwa flety, dwa klarnety basowe, saksofony – basowy i tenorowy, trąbka i puzon). W zasadzie trudno jest kręcić nosem, jednak po kilku razach człowiek dochodzi do wniosku, że sporo polskich grup jazzowych – młodego i starszego pokolenia – stawiających na sztukę improwizacji, radzi sobie w tej kwestii o wiele lepiej.

Josef Leimberg „Astral Progressions”
(2016; World Galaxy Records)
Nie wiem czy to przejaw jakiegoś mojego ubytku słuchowego, czy też czysty przypadek, ale wychodzi na to, że najlepsze płyty kończącego się powoli roku nagrywają trębacze. Za jedną z nich odpowiada Josef Leimberg. Muzyk w branży obecny jest już od dość dawna, jednak na autorski materiał sygnowany własnym nazwiskiem zdecydował się dopiero teraz. Można zapytać dlaczego tak późno i wyczekiwać odpowiedzi, jednak uważam to za stratę czasu. O wiele lepszym rozwiązaniem będzie niedociekanie, które porzucić należy na rzecz natychmiastowego wciśnięcia przycisku play. „Astral Progressions” to prawdziwa petarda. Jeśli pokochaliście ubiegłoroczny materiał Kamasiego Washingtona, solowy materiał Leimberga także powinien przypaść wam do gustu. Dziesięć utworów to fuzja jazzu, r&b i soulu z najwyższej półki. Okładka płyty sugeruje nieco psychodeliczne i funkowe wątki – ci, którzy będą na „Astral Progressions” poszukiwać właśnie takich brzmień, również nie pozostaną z niczym. Leimberg udowadnia, że jest nie tylko świetnym instrumentalistą, ale i producentem, który ze smakiem potrafi połączyć muzykę z wokalem. Tak, tak! Płyta ta to bowiem nie tylko czyste brzmienie trąbki, perkusji, klawiszy i gitar, ale także utwory śpiewane (np. „As I Think Of You” z Georgią A. Muldrow i „Between Us 2” z Bilalem) i rapowane (numer tytułowy z gościnnym udziałem Kurupta). Oprócz autorskich kompozycji na albumie pojawia się także cover utworu Milesa Davisa „Lonely Fire”. Nagranie interpretowane wspólnie z kalifornijskim saksofonistą Terracem Martinem ociera się o mantrową stylistykę i orientalną melodykę. Wszystko dzięki wykorzystaniu charakterystycznych dla kultury hinduskiej instrumentów – sitary i tambury. To jednak nie wszystko. Josef Leimberg eksploruje jeszcze przynajmniej kilka muzycznych obszarów. Nie będę jednak spoilerował i odbierał wam przyjemność z obcowania z tą wybitną płytą.

Ayumi Ishito „View From A Little Cave”
(2016; wydanie własne)
Druga w tym wpisie płyta nagrana przez zespół, któremu lideruje saksofonistka. Tym razem przenosimy się do Nowego Jorku, konkretnie na Brooklyn, gdzie urzęduje Ayumi Ishito. Artystka o azjatyckich korzeniach zaprezentowała niedawno debiutancki materiał nagrany wspólnie z kwintetem, z którym przyszło się jej docierać przez pięć lat (zespół założony został w 2011 roku). Efekt w postaci „View From A Little Cave” jest zadowalający, aczkolwiek po kilku przesłuchaniach dochodzę do wniosku, że najgorzej wypada Ishito. Siedem autorskich kompozycji, jakie saksofonistka zawarła na krążku, to jazz mocno inspirowany tak zwaną współczesną sceną, stylistyką fusion oraz indie, a nawet post rockiem. Skąd taki miszmasz? Wszystko przez niechęć liderki do tradycyjnej wizji saksofonowego kwintetu. Ja się z tą wizją w pełni zgadzam – trzeba szukać nowych rozwiązań, łączyć style, próbować stworzyć brzmienie, którego do tej pory nikt nie odkrył. Chwalę artystkę za podejście do tematu, pomysłowość i kompozycyjny zmysł. Problem tylko w tym, że „View From A Little Cave” byłoby płytą o wiele lepszą, gdyby nie udział saksofonów w zaproponowanej przez Ishito formie. Ale może tylko zbytnio się czepiam?

India Czajkowska & Kuba Lasocki „Borderline”
(2016; Audio Cave)
Premiera z końca września wydana przez krajowy label Audio Cave. Płyta „Borderline” to wspólne dzieło wokalistki Indii Czajkowskiej i producenta Kuby Lasockiego. Materiał mocno awangardowy, odpływający w jazz („Joy”), trip-hop („Internal Sea”) i wszelkiego rodzaju zapętlane, mocno napompowane elektroniczne melodie („Slow Tango”). Eksperymentalny duch unosi się tutaj nad każdym z jedenastu utworów, dla których wspólnym mianownikiem będzie przepuszczenie i przetworzenie głosu Czajkowskiej. Atutem płyty jest to, że nagrana została nie tylko przy użyciu syntezatorów i komputera. Znaczny udział w tym, co usłyszymy na „Borderline”, mieli także żywi muzycy. Perkusja co prawda dograna została w sztuczny sposób, jednak przestrzeń muzyczną wytworzono dzięki dęciakom (Antoni Gralak – trąbka; Jacek Mielcarek – saksofon sopranowy i klarnet) i kontrabasowi (Kuba Mielcarek). Perełką w tej kwestii jest wspomniany wcześniej utwór „Joy” – jedna z ciekawszych około jazzowych polskich kompozycji tego roku. (MAK)

About Mateusz "Axun" Kołodziej

tarnowianin, nauczyciel języka polskiego, autor książki „Utwór muzyczny jako środek dydaktyczny na lekcji języka polskiego”, bloger muzyczny, fan koszykówki, żużla i prozy Jerzego Pilcha.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d bloggers like this: