AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #344: Przypomnij sobie przed 9th Grupa Azoty Jazz Contest

Niemal w przededniu startu dziewiątej edycji festiwalu Grupa Azoty Jazz Contest przypominam płyty wybranych polskich wykonawców, którzy wystąpią na tarnowskiej imprezie.

Eskaubei & Tomek Nowak Quartet „Będzie dobrze”
(2015; For Tune)
W Tarnowie grupa promować będzie swój nowy materiał zatytułowany „Tego chciałem”. Z Bartkiem Skubiszem, raperem zespołu, ustaliłem jednak, że opinię na jego temat opublikuję dopiero po premierze, stąd też wracam do pierwszego krążka, czyli „Będzie dobrze”. Płyta, która ze względu na balansowanie pomiędzy jazzem a rapem, różni się rzecz jasna od materiałów w stu procentach wtłoczonych w ramy jednego z tych gatunków. Ma to swoje plusy. Jedną z rzeczy, jakie bardzo podobają mi się na „Będzie dobrze”, jest pojawienie się instrumentalnych partii – albo solowych, albo zespołowych – które serwowane są na przykład tuż po refrenie zamiast kolejnej szesnastki. Miła odmiana, dająca możliwość odpłynięcia słuchaczowi na fali muzycznego brzmienia trąbki lub klawiszy. (Sprawdź całą recenzję).

Krystyna Stańko „Krople słowa”
(2012; Stankoffamusic)
Poświatowska, Szymborska i Jastrun w bardzo jazzowych i nastrojowych muzycznych szatach. Szkoda tylko, że Krystyna Stańko sięga po „Nic dwa razy”. Poezja Szymborskiej bogata jest w inne tytuły, które z powodzeniem mogą posłużyć jako tekst piosenki. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości wykonawcy naprawdę zrozumieją, że nic dwa razy się nie zdarza i od Łucji Prus lepiej tego nie zaśpiewają. Płyta znalazła się w zestawieniu najlepszych płyt z poezją (za)śpiewaną wydanych w 2012 roku.

AfroFree „Carpathia”
(2016; For Tune)
Jazz inspirowany szeroko pojmowaną polską muzyką ludową nie jest żadną innowacją, jednak jego naprawdę dobrych wersji wbrew pozorom nie ma zbyt dużo. Zespołowi AfroFree udało się jednak przekroczyć granicę tak zwanej przyzwoitości i osiągnąć poziom, który usatysfakcjonuje niejednego słuchacza. „Carpathia” to smakowita mikstura dźwięków, które swoje źródło znajdują w środkowo- i wschodnioeuropejskim folku oraz afro jazzie, czego doskonałym przykładem posiadająca egzotyczne wstawki, otwierająca płytę „Kuba”. Z kolei najbardziej folkowymi kompozycjami są „Wariacje część IV” i „Karpacki” (w obu przypadkach dostrzegalne są wpływy regionalnej stylistyki muzycznej). Podstawowym atutem albumu jest utrzymanie odpowiedniego balansu pomiędzy dwoma brzmieniowymi wpływami, które wsparte jazzowym spoiwem tworzą interesującą całość. Co istotne, „Carpathia” jest płytą, która swoje muzyczne wdzięki odkrywa systematycznie i nie od razu. Dzięki temu z albumem AfroFree spędzimy więcej niż kilka udanych godzin.

Piotr Baron „Kaddish”
(2011; celEsTis)
Pięć lat temu Piotr Baron zaprezentował swój najlepszy album. To oczywiście tylko moje zdanie, każdy z czytających te słowa ma prawo się z nimi nie zgodzić. Dlaczego jednak uważam, że „Kaddish” zasługuje na takie wyróżnienie? Przytoczę trzy argumenty. Po pierwsze, płyta „Kaddish” posiada najlepsze perkusyjne otwarcie w historii polskiego jazzu. To, co robi na początku tytułowej kompozycji Łukasz Żyta, jawi się jako idealne rozpoczęcie płyty. Lepszego i bardziej nastrojowego wprowadzenia chyba nie można było sobie wyobrazić. Argument drugi to gra Michała Tojaka – inna niż na dobrze kojarzonych płytach Agi Zaryan, które z oczywistych względów utrzymane są w bardziej piosenkowym i rozrywkowym klimacie. Tutaj pianista nie musi uważać, aby nie wchodzić w kompetencje wokalistce. „Kaddish” to przede wszystkim piękno fortepianowej frazy granej z polotem i pełnej emocji. Po trzecie sam Piotr Baron, a w zasadzie jego muzyczna i kompozycyjna forma, której piękno ujawnia się szczególnie w tych fragmentach płyty, kiedy do głosu dochodzą duety (jak w „Philippians 4,4”, gdzie grający na klarnecie lider świetnie współtworzy dźwiękowy klimat z kontrabasistą Michałem Brańskim). Podczas festiwalu muzyk ze swoim zespołem mają zaprezentować właśnie materiał z tego albumu. Dla potencjalnych słuchaczy wybór nie mógł być lepszy.

Sabina Meck „Love Is Here”
(2016; For Tune)
Solowy materiał wokalistki zespołu SoundMeck składa się z dziewięciu kompozycji. To autorski debiut pełną gębą, bowiem wszystkie z zaprezentowanych piosenek napisane zostały przez Meck. Artystka odpowiada tutaj za muzykę, jej aranżację oraz warstwę tekstową. Przyznać trzeba, że album ten jest spójny stylistycznie. Utrzymany w spokojnej atmosferze wokalnego jazzu, składa się w przewadze z utworów – jak na jazz – krótkich, bo nieprzekraczających nawet pięciu minut. Zachowanie takiej dyscypliny czasowej związane jest z rezygnacją z dłuższych instrumentalnych form rozciągających kompozycje. Z tymi do czynienia mamy tylko w dwóch utworach („The Love Was There” i „Moments”). (Sprawdź całą recenzję). SoundMeck podczas tarnowskiego koncertu prawdopodobnie nie zaprezentuje żadnej piosenki z tego materiału, jednak studyjny album zespołu dopiero przed nami, zatem w ramach przygotowania do Grupa Azoty Jazz Contest warto przypomnieć sobie płytę „Love Is Here”. (MAK)

Advertisements

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d blogerów lubi to: