AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #342: „Chimichurri”, „Hard II Love”, „Land”, „It’s Hard”

Jazz, elektronika i r&b to dominujące gatunki muzyczne na płytach, jakie oceniam w 342. odsłonie cyklu Krótka piłka.

Tomasz Mreńca „Land”
(2016; For Tune)
Drugi tytuł z nowej serii wydawnictwa For Tune to płyta Tomasza Mreńcy pod tytułem „Land” (pierwszy recenzowałem tutaj). W pełni instrumentalna propozycja, na którą złożyło się dziewięć kompozycji, to dzieło autorskie. Mreńcy w tworzeniu i graniu melodii nie pomaga tutaj nikt inny. Skrzypek oddaje zatem słuchaczom album nie naznaczonym żadnym artystycznym kompromisem. Czterdzieści minut pejzażowych melodii, których artystyczny wyraz i odczytanie rozpoczynamy już w momencie spojrzenia na okładkę. Coraz mniej w dzisiejszych czasach ukazuje się płyt, których zawartość muzyczna koreluje z szatą graficzną lub zdjęciem wykorzystanym na okładce. W tej kwestii dochodzi często do dwóch skrajnych sytuacji: albo relacja jest przeinterpretowana, albo nie ma jej zupełnie. Pod tym względem album „Land” spełnia moje oczekiwania w stu procentach. Kompozycje Mreńcy są proste i przejrzyste, posiadają jednocześnie pewien element tajemniczości i struktury snu. Czuję przestrzeń – zarówno ich, jak i skalnego krajobrazu zaprezentowanego na okładce, chłodny powiew elektroniki i marznącą bryzę zmieszaną z mgłą. Głowna zasługa takiego stanu leży po stronie pomysłu połączenia skrzypiec z syntezatorami, przez które dźwięk instrumentu zostaje przepuszczony, przetworzony i tak naprawdę powstaje na nowo, często w zupełnie odmiennej, pulsującej i zaskakującej formie. Na „Land” nie uświadczymy szaleństw i muzycznych szarż. To płyta spokojna, minimalistyczna, do tego wręcz bardzo filmowa. Być może dla wielu będzie to zaskoczeniem, ale materiał ten w kilku momentach przypomina mi twórczość Johna Paesano (oczywiście obdartą z orkiestrowej aranżacji), autora młodego pokolenia (rocznik z drugiej polowy lat 70.) odpowiedzialnego m.in. za muzyczne motywy z ubiegłorocznego kinowego hitu „My All American”.

The Bad Plus „It’s Hard”
(2016; Okeh Records)
Z The Bad Plus miałem zawsze problem. Amerykańskie trio niezwykle szanuję za muzyczny zmysł i umiejętność odnalezienia balansu pomiędzy mainstreamowymi stylistykami, takimi jak pop i rok, a jazzowym duchem. Ich trwająca już półtorej dekady przygoda z muzyczną sceną naznaczona jest przekładaniem kodu brzmienia popularnego na jazz. Mówiąc proście: goście, chociaż niezwykle utalentowani, grają covery. Ich dyskografia licząca – łącznie z „It’s Hard” – dwanaście tytułów, zawiera stosunkowo mało autorskich kompozycji. Najnowszy krążek to kolejna pozycja z interpretacjami niejazzowych przebojów – od indie rockowego „Maps” Yeah Yeah Yeahs, przez Cashowskie „I Walk the Line” i elektroniczne „The Robots” Kraftwerku, aż po „The Beautiful Ones” z repertuaru Prince’a. Aranżacje w wykonaniu The Bad Plus są na tyle czytelne, że bez problemu jesteśmy w stanie rozpoznać oryginał, jednocześnie rozpościerająca się nad wszystkim jazzowa aura jest dominująca. Ethan Iverson, Reid Anderson i David King to świetni instrumentaliści, doskonali reinterpretatorzy, aranżerzy i jazzmani… marnujący swój talent na przerabianie i granie cudzych kompozycji.

Usher „Hard II Love”
(2016; RCA Records)
Mam lekki ubaw czytając komentarze o płycie „Hard II Love”, jakie pojawiły się w sieci po jej premierze. Jedni ganią Ushera za to, że nie kontynuuje obranej kilka lat temu drogi i przekreśla nowoczesne brzmienie r&b, jakim naznaczony był ostatni etap jego kariery. Druga strona sporu takim posunięciem jest uradowana, piejąc z zachwytu, że materiał stylistycznie nawiązuje do albumu „Confessions” (2004). Tak się składa, że czwartą płytę w dorobku czarnoskórego wokalisty pamiętam doskonale. Chodziłem do liceum, byłem już tak zwanym świadomym słuchaczem (cokolwiek kryje się pod tym terminem), a rok później startowałem z tym, co dzisiaj znacie jako blog AxunArts. Czas ten wspominam bardzo dobrze i pewnie dlatego nie będę w swojej ocenie w pełni obiektywny, ale faktycznie „Confessions” to jedna z lepszych płyt jeśli chodzi o męskie r&b w XXI wieku, na pewno najlepsza w dorobku Ushera. W stosunku do niej „Hard II Love” nie jest nawet w połowie drogi, ale bezstronnie przyznać trzeba, że w stosunku do ostatnich kilku lat to spora poprawa. Sygnalizuje to już pierwsza odsłona tracklisty, czyli utwór „Need U”. Przyjemnie kołyszący klimat piosenki otwierającej wyczuwalny jest także w „Crash”, kawałku tytułowym, „Let Me” (skłaniałbym się do nadaniu mu pierwszeństwa wśród numerów na „Hard II Love”) i „Make U A Believer”. Większość z nich to utrzymane w podobnej stylistyce typowe ballady (jak zwykło się mawiać: pościelówki). Ich kompozycyjna budowa pozwala jednak na utrzymanie różnorodności i walkę z głównym zarzutem, jaki pojawia się w takich sytuacjach – nudą. Tegoroczny album Ushera posiada kilka drażniących momentów, z którymi najlepiej poradzić sobie popularnym skipowaniem. Należą do nich przede wszystkim „Champions” i „Downtime”, ale kilka nerwowych ruchów wykonacie również przy „Missin U” i „No Limit”. Bez nich „Hard II Love” byłoby o wiele lepsze. W ostatecznym rozrachunku swoją nową płytą Usher udowodnił jednak, że czasami trzeba zrobić krok w tył, aby postawić dwa kroki do przodu.

Baptiste Trotignon & Minino Garay „Chimichurri”
(2016; Okeh Records)
Kolejna płyta nagrana przez wybitnych jazzmanów, którzy postanowili wziąć na warsztat cudze kompozycje. Tym razem dzieła tego dokonali Francuzi: Baptiste Trotignon (pianista) i Tony Rabeson (perkusista), a także grający na kontrabasie, ale niewymieniony na okładce jako współautor Clovis Nicolas. W przeciwieństwie do opisywanego wyżej „It’s Hard”, „Chimichurri” nie zawiera interpretacji rockowo-popowo-rozrywkowych przebojów (chociaż znajdziemy jeden tytuł z repertuaru Paula McCartneya). Muzycy skupili się na materiale musicalowym, takim jak chociażby „America” i „I Feel Pretty” Leonarda Bernsteina, a także jazzowych klasykach Charliego Parkera i Theloniousa Monka. A jakby komuś było mało, żywsze brzmienia zaczerpnięte zostały z kręgu latynoskiego jazzu. Owszem, brzmi to nader dobrze, ale ponownie do czynienia mamy z sytuacją, w której świetni muzycy pałają się graniem cudzych utworów. I chociaż w jazzie tego typu działania nie są niczym nadzwyczajnym (covery grali i grają nawet najznamienitsi przedstawiciele gatunku), to za każdym razem smutno mi na myśl, że energia i zapał włożone w odtworzenie mogłyby zostać spożytkowane na stworzenie czegoś nowego i autorskiego. (MAK)

About Mateusz "Axun" Kołodziej

tarnowianin, nauczyciel języka polskiego, autor książki „Utwór muzyczny jako środek dydaktyczny na lekcji języka polskiego”, bloger muzyczny, fan koszykówki, żużla i prozy Jerzego Pilcha.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d bloggers like this: