AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #336: Ścieżka dźwiękowa czy muzyka filmowa?

Jak zawsze muzykę z danego filmu poznaję wcześniej niż sam film.


Steven Price „Suicide Squad (Original Motion Picture Score)” (2016; WaterTower)
Różni wykonawcy „Suicide Squad: The Album (Original Motion Picture Soundtrack)” (2016; Atlantic Records)
W rozmowach, ale i czytając niektóre recenzje lub artykuły zauważyłem, że niektóre osoby mylą pojęcia soundtrack (ścieżka dźwiękowa) i film score (muzyka filmowa). Film „Suicide Squad” i towarzyszące mu wydania płytowe, dają doskonały przykład różnicy pomiędzy wspomnianymi terminami. Objaśniając najkrócej i najprościej: 1) muzyka filmowa to zestaw kompozycji, które powstają z myślą o danym filmie, melodie stanowiące tło dla scen, których autor wymieniany jest w napisach końcowych z adnotacją music by/muzyka; 2) ścieżka dźwiękowa to z kolei utwory muzyczne (najczęściej piosenki, ale także kompozycje instrumentalne), jakie producent życzy sobie dodać do filmu. Zdaję sobie sprawę, że terminy te używane są często z pełną świadomością jako wyrażenia synonimiczne (sam też tak robię), ale uważam jednocześnie, że posiadanie wiedzy na temat różnicy je dzielącej, to także istotna sprawa. Dobrze, ale co z tymi melodiami związanymi z „Suicide Squad”? Zacznę do muzyki filmowej. Ta rozbudowana została do trzydziesty motywów (wersja digital; wersja płytowa zawiera ich osiem mniej) autorstwa Stevena Price’a – laureata Oscara za muzykę do filmu „Grawitacja”. Jest typowo, jak dla tego gatunku – orkiestrowe wykonania poszczególnych fragmentów oparte zostały w głównej mierze na instrumentach smyczkowych i dętych, co w zamyśle kompozytora powodować ma uwznioślenie i uwypuklenie wartości konkretnej sceny. Zmiany tempa to również nic, co mogłoby nas zaskoczyć. Odwołania do klasyki i neoklasyki też są standardem. Z kolei ścieżka dźwiękowa to zbiór czternastu utworów muzyczno-słownych z kilkoma hitami ostatnich tygodni, jak „Purple Lamborghini” Skrillexa i Rick Rossa oraz „You Don’t Own Me”, za który odpowiadają Grace i G-Eazy. Płyta jest mieszanką tytułów nagranych specjalnie z myślą o filmie (wspomniany utwór Rick Rossa, ale także m.in. „Gangsta” Kehlani) oraz utworów dobrze znanych słuchaczom (np. Eminem „Without Me”, War „Slippin’ Into Darkness”). Osoby związane za selekcję numerów sięgnęły także po covery, czego przykładem „Bohemian Rhapsody” w wykonaniu Panic! At The Disco oraz wymieniany już wcześniej utwór „You Don’t Own Me” w latach 60. śpiewany przez Lesley Gore. Wnioski końcowe? Ścieżka dźwiękowa spodoba się słuchaczom, którzy preferują nowsze brzmienia, muzykę filmową proponuję przede wszystkim fanom orkiestrowego grania i krótkich muzycznych form, w których kompozytor skupia się na brzmieniowym przekazaniu uczuć i emocji. Czwórki dla obu płyt.

Różni wykonawcy „Bad Moms (Original Motion Picture Soundtrack)”
(2016; Masterworks)
„Złe mamuśki” to ponoć komedia, a jak wiadomo współczesne hollywoodzkie tytuły z tego gatunku nie należą do filmów najwyższych lotów. Głupim historyjkom towarzyszą najczęściej równie głupie muzyczne ścieżki dźwiękowe, na które składają się przeboje muzyki pop. Nie wiem czy „Bab Moms” to kiepski film, ale soundtrack do najlepszych zaliczyć nie można. Płyta z oficjalną ścieżką dźwiękową to składanka hitów na jakie z pewnością natknęliśmy się na falach polskich komercyjnych rozgłośni radiowych (o ile ich oczywiście słuchamy). Dostajemy więc niejako w pigułce istną listę przebojów radia Zet lub RMF FM w postaci następujących tytułów: „I Love It” girlsbandu Icona Pop, „Confident” gwiazdki Disney Channel Demi Lovato i „Cake by the Ocean” pop-rockowej kapeli DNCE. Ratunkiem dla tej płyty są: piosnka „Shut Up and Dance” zespołu Walk The Moon (wstyd się przyznać, ale podoba mi się ten radiowy shit) oraz klasyk lat 80. „I Want to Know What Love Is” amerykańskiej kapeli Foreigner. Dodatkowo – i liczyć należy to in plus – płyta uwzględnia typowe dla filmów dźwiękowe tło (bez wokali), czyli kompozycje autorstwa Christophera Lennertza, który na swoim koncie ma już między innymi muzykę do serialu „Supernatural” i trzeciej części filmu o przygodach doktora Dolittle.

Różni wykonawcy „Cafe Society (Original Motion Picture Soundtrack)”
(2016; Sony Classical)
Filmy Woody’ego Allena, a do takich zalicza się również „Cafe Society”, niemal zawsze posiadają dobre ścieżki dźwiękowe. Dzieło amerykańskiego reżysera, które w Polsce nosi tytuł „Śmietanka towarzyska”, to zabawna i na swój sposób pouczająca historia pewnego wywodzącego się z żydowskiej rodziny nowojorczyka, który pragnie podbić świat amerykańskiej society. Opuszcza więc rodzinny Bronx i udaje się na zachodnie wybrzeże, gdzie w balasku słońca i cieniu hollywoodzkich palm znajduje pracę u swojego krewnego, przedstawiciela gwiazd dużego ekranu. Jak to u Allena – są zakochania, miłosne zawody, rozczarowania pogonią za materialnymi zyskami i hartowanie wrażliwej duszy głównego bohatera. To wszystko daje się odczuć słuchając płyty z soundtrackiem. Podkreślić należy jedną rzecz: utwory, jakie znajdziemy na albumie, w prostej linii nawiązują do lat 30. ubiegłego wieku, a więc czasu, w którym rozgrywa się akcja filmu. Mam tutaj na myśli klasyki z tak zwanego amerykańskiego songbooku, jak: „Have You Met Miss Jones?”, „Mountain Greenery” (piosenka fenomenalnie zaśpiewana została przez Kat Edmonson!) i oryginalną kompozycję Benny’ego Goodmana „I Didn’t Know What Time It Was”. Większość utworów zawartych na płycie nagranych zostało przez nowojorską orkiestrę Nighthawks Orchestra pod kierownictwem Vince’a Giordano – saksofonisty i aranżera, który w przeszłości miał już okazję współpracować już z Allenem. Jazzowa, bardzo spokojna muzyka. Idealna do tego filmu (widziałem i polecam), ale stanowiąca również swoistą osobną całość, która spokojnie może funkcjonować jako autonomiczny twór.

James Horner & Simon Franglen „The Magnificent Seven (Original Motion Picture Soundtrack)”
(2016; Sony Classical)
Kultowy western z 1960 roku doczekał się nowej wersji w gwiazdorskiej obsadzie (w filmie zagrali między innymi Ethan Hawke i Denzel Washington) i zupełnie nowej muzyki. Odpowiada za nią dwóch bardzo uznanych twórców – James Horner (w CV ma Oscara za muzykę do „Titanica”) i jego wieloletni przyjaciel Simon Franglen, producent utworu „My Heart Will Go On”, który pracował z największymi sławami, jak chociażby Madonna, Michael Jackson, Barbra Streisand i Whitney Houston. Z pracą nad muzyką do filmu „The Magnificent Seven” wiąże się nieprzyjemna historia. Horner zmarł przed jej ukończeniem. Rolą Franglena było, mówiąc kolokwialnie, pozbieranie do kupy pozostawionych przez kompozytora utworów i dokończenie rozpoczętych szkiców. Efekt końcowy? Bardzo pozytywny. Co prawda jest to typowa płyta z typową muzyką filmową (instrumentalne utwory zagrane przez orkiestrę), w której daje rozpoznać się charakterystyczne dla amerykańskiego kina brzmieniowe schematy (co doprowadza do nieodpartego wrażenia, jakoby pewne partie były nam już znane), jednak wszystko podane zostaje w tak smakowitej otoczce i oprawie, że trudno jest doszukać się większych błędów lub poważniejszych uchybień. Fani gatunku będą z pewnością zadowoleni. (MAK)

Advertisements

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d bloggers like this: