AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #335: Zagraniczny zaciąg w For Tune

W katalogu wydawnictwa For Tune pojawiło się ostatnio kilka nowości sygnowanych przez nazwiska zagranicznych wykonawców. Opinie o trzech z nich w dzisiejszej odsłonie cośrodowego cyklu.

Bobby Previte & The Visitors „Gone”
(2016; For Tune)
Na początku 2015 roku Bobby Previte z towarzyszącym mu zespołem wstąpił w jednym z warszawskich klubów. Koncert, jak wynika ze znanych mi relacji opublikowanych na łamach branżowych portali internetowych, przyjęty został dość entuzjastycznie, dlatego tym bardziej cieszy fakt jego zarejestrowania i wydania w formie płyty CD. Teraz niespełna godzinny materiał poznać może każdy miłośnik jazzu i stylistyki fusion. Album, chociaż nagrany przez grupę, której liderem jest perkusista, staje się popisem gitarzysty Michaela Gamble’a. Muzyk imponuje spokojem, przenikliwością granych fraz i doskonałym wyczuciem scenicznych partnerów. Pięknie słychać to chociażby w „California 17”, gdzie po początkowym fragmencie należącym do gitarzysty następuje rozbudowanie melodii na zasadzie współbrzmienia tego instrumentu z perkusją i klawiszami. Na wyróżnienie zasługuje także „The Inexorable March Towards Brutality” – utwór reprezentujący ciemniejsza, cięższą wersję jazzu z większą ilością improwizowanych elementów i klimatem free. Lider, który skomponował wszystkie sześć zaprezentowanych utworów, stara się trzymać z tyłu. Oczywiście jego instrument jest słyszalny (wszak scala rytmicznie kolejne numery), ale na faktyczny popis Previte pozwala sobie dopiero w ostatniej odsłonie płyty. Kompozycja „Figure/Ground”, która zamyka album „Gone”, w pierwszej fazie zostaje całkowicie zdominowana przez perkusistę, który w solowej partii ukazuje swój muzyczny kunszt. Świetny materiał, który powinien zagościć w odtwarzaczach tych wszystkich, którzy uważają się za fanów dobrego jazzu.

Made In China „Transmissions”
(2016; For Tune)
Kanadyjsko-amerykańsko-szwedzka współpraca pod szyldem Made In China nie zachwyca. Jeśli nazwa tria miała być podpowiedzią co do poziomu nagrań, udało się to w stu procentach. Materiał na „Transmissions” jest bardzo przewidywalny, a każda z ośmiu zawartych na krążku kompozycji jest bardzo do siebie podobna (jak obywatele Chin z punktu widzenia Europejczyka). Utwory są niczym produkty z metką oznajmiającą fakt wyprodukowania ich w Azji – popularne, ale robione na skalę masową. Tysiące osób na całym świecie chodzi w tym samym modelu butów firmy Nike lub Adidas, tak samo tysiące innych jazzowych zespołów mogło nagrać taką płytę – bez większego zaangażowania, z popularnymi przejściami i brzmieniowymi chwytami naznaczonymi brakiem pomysłu. Materiał jedynie poprawny, którego bebopopowe naleciałości sygnalizują inspirację amerykańskim jazzowym mainstreamem i improwizacyjnymi wątkami w historii tej muzyki. Zagraniczne nie zawsze jest synonimem dobrego, a „Transmissions” to najsłabsza pozycja w katalogi For Tune, jaką miałem okazję usłyszeć.

Silva/Rasmussen/Solberg „Free Electric Band”
(2016; For Tune)
Druga skandynawsko-amerykańska współpraca, z jaką mamy do czynienia w tym odcinku cyklu Krótka piłka. Alan Silva (syntezator), Mette Rasmussen (saksofon altowy) i Ståle Liavik Solberg (perkusja) to cenieni w środowisku jazzowym improwizatorzy i muzycy, którym zdecydowanie bliżej jest to grania stylistyki free, aniżeli kompozycji z góry ustalonych, których brzmienie opiera się na trwałych nutowych zapisach. Zarejestrowany na żywo we wrocławskim Centrum Kultury Agora materiał to rzeczy niezwykle ciekawa, ale i wymagająca od słuchacza pewnych ustępstw. Już na samym początku uwagę zwraca ilość ścieżek umieszczonych na płycie. Całość nie została, jak zwykle robi się to nawet w przypadku materiałów live, pocięta na kilka lub kilkanaście tracków. „Free Electric Band” to jedna ścieżka trwająca czterdzieści sześć minut. Bez przerw pomiędzy tematami lub dłuższych pauz. Trio nie bierze jeńców. Nie każdy odbiorca wytrzyma ten specyficzny, mocno improwizowany lot, ale sporo osób znajdzie z tą płytą wspólny język. Tyczy się to szczególnie partii saksofonowych, gdzie Rasmussen pozwala sobie na naprawdę sporo. Fragment następujący przed dwudziestą minutą grozi palpitacją serca, ale apogeum następuje na przełomie kolejnej dziesiątki, gdzie smakosze spokojnych dźwięków pozwolą sobie na uwagi przyrównujące graną melodią do kakofonii. Oczywiście nic z tych rzeczy nie ma tutaj miejsca. Owszem, muzycy przesuwają granice, zagarniając przy okazji terytoria wcześniej do nich nienależące, ale improwizowana, niczym nieskrępowana forma jazzowa na tym właśnie polega. Niezwykle dobra i wciągająca propozycja, która nawet przy nastym odtworzeniu pozwala na odkrywanie nowych smaczków. (MAK)

Advertisements

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d bloggers like this: