AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Wywiad: Ida Zalewska – „Nie lubię sprowadzania muzyki do wyścigu i współzawodnictwa”

Na początku tego roku Ida Zalewska zaprezentowała swój drugi album. Niedawno odwiedziła Tarnów, aby zaśpiewać swoje piosenki dla tutejszej publiki. W udzielonym po koncercie wywiadzie powiedziała m.in. o płycie „Storytelling” oraz tym, dlaczego wydał ją słowacki label.

Ida Zalewska (foto: MAK)

Mateusz Kołodziej: Jak się występowało przed bluesowa publiką? Przypomniałaś sobie czasy, kiedy byłaś wokalistką tria Terraplane?
Ida Zalewska: Grało się bardzo miło, mimo że prezentowanie w duecie piosenek z płyty „Storytelling” było wyzwaniem. Oryginalne aranże zawarte na płycie napisane są na kwintet i musieliśmy trochę pokombinować. Przed publicznością bluesową czuję się jednak swobodnie. Jak zauważyłeś przez pewien czas współtworzyłam zespół bluesowy. To dla mnie naturalne środowisko, z przyjemnością śpiewam taki repertuar. Mogę się przy tym wyluzować, ponieważ blues jest na tyle prosty, że można sobie w nim popłynąć i zawsze jakoś się wróci na właściwą ścieżkę (śmiech).

Z Twoje perspektywy publika bluesowa różni się od jazzowej?
Mam poczucie, że nie tyle publika, ale całe środowisko bluesowe różni się od tego jazzowego, które jest mniej otwarte i bardziej spięte. Muzycy bluesowi tego nie mają, bardziej cieszą się samym graniem. Ich podejście jest bardziej prostolinijne – w tym pozytywnym sensie – i bezpośrednie.

Bezpośredniość było dobrze widać na przykładzie tego „dogadywania” niektórych osób zasiadających dzisiaj wśród publiczności. Były osoby, które nie czekały nawet na Twoją wypowiedź, same zaczynały ten specyficzny dialog artysta-odbiorca.
Tak, to prawda, ale mi to zupełnie nie przeszkadzało, bo sama lubię też sobie pogadać. Ostatnio graliśmy koncert na Słowacji i to była dla mnie trochę niewygodna sytuacja. Organizator poinformował mnie przed występem, że lepiej mówić po polsku niż po angielsku, ponieważ wtedy ludzie lepiej mniej zrozumieją. Widziałam jednak, że nie do końca tak było. Wydawało mi się, że publiczność nie rozumiała wszystkiego, co do niej mówiłam. Czułam się przez to bardziej skrępowana i spięta tym, że nie mogę w pełni przekazać im tego, co bym chciała.

Wrócę do tego, o czym zaczęłaś mówić, czyli do grania w duecie z Kubą Płużkiem. Takie występy na pewno różnią się od koncertów z pełnym zespołem. Chciałem zapytać jednak o Twoje preferencje – wolisz prezentować materiał ze „Storytelling” z grupą czy z Kubą?
Granie w duecie ma plusy. Z Kubą zagraliśmy naprawdę dużo takich koncertów. Bierze się to z tego, że nie zawsze ze względów organizacyjnych można wystąpić z zespołem. Jednak płyta nagrana została w większym składzie, w obecności kilku instrumentów, z utworami zaaranżowanymi na zespół i przez to wydaje mi się, że na żywo brzmi ona lepiej właśnie w takim zestawieniu. Podczas koncertów z Kubą brakuje mi reszty chłopaków, ale to nie dyskwalifikuje też samej idei grania w duecie, które również bardzo lubię.

Powiedziałaś, że takie granie ma plusy. Jest więc łatwiejsze?
I tak, i nie. Na pewno mamy więcej miejsca dla siebie – Kuba może grać więcej partii solowych, ja mogę więcej zaśpiewać. Łatwiejszy jest też kontakt, bo jest nas tylko dwoje. Ale trudniej utrzymać tempo, zbudować napięcie w niektórych utworach.

Słuchając Cię na żywo człowiek otrzymuje dualistyczny obraz Twojej osoby: z jednej strony śpiewasz smutne piosenki, z drugiej jesteś osobą roześmianą, ciepłą i przyjaźnie nastawioną do innych. Skąd ten dysonans?
To, że człowiek się uśmiecha i żartuje, nie znaczy wcale, że jest cały czas wesoły i ma dobry humor. Coś jest na rzeczy, że ci najwięksi komicy, którzy sypią żartami na lewo i prawo, rozśmieszając przy tym tysiące osób, po zejściu ze sceny nie są już tak roześmiani. Okazuje się wręcz, że czasem to są bardzo smutni ludzie. Nie powiem, żebym była bardzo smutnym człowiekiem, ale śpiewane przeze mnie piosenki też nie są żadnym zafałszowaniem rzeczywistości. Takie je napisałam, takie mi przyszły do głowy w danym okresie mojego życia. Są dla mnie swego rodzaju wentylem bezpieczeństwa – niektórzy ludzie piszą pamiętniki, inni zwierzają się przyjaciółkom, albo psychologom, a ja piszę takie piosenki.

Żarty pomiędzy utworami i lekkie pokpiwanie z tego, że oto za moment kolejna smutna piosenka mają stanowić dla tego przeciwwagę?
Czym innym są moje komentarze pomiędzy piosenkami, a czym innym ich śpiewanie. Myślę, że taki dystans i poczucie humoru są bardzo w moim stylu i trochę rozładowują sytuację, ale już w trakcie wykonywania danego utworu nie myślę sobie, że to jest jakiś żart. Mam poczucie, że to element mojego życia, część mnie. Są takie chwile podczas koncertu, kiedy naprawdę się wczuję i mam prawie łzy w oczach. To są emocje świadczące o tym, że tematy nie są wzięte znikąd. Ja pamiętam kiedy i w jakich okolicznościach pisałam dane teksty, pamiętam wydarzenia, których one dotyczą.

Czyli śpiewając je przypominając sobie o smutkach z przeszłości i na nowo sprawiasz sobie ból.
Można powiedzieć, że jest to coś w rodzaju katharsis. Myślę, że w życiu każdego z nas potrzebny jest moment oczyszczenia. W życiu codziennym często czuję, że nie mogę pozwolić sobie na puszczenie emocji, muszę trzymać fason, być twarda i dzielna. Ale przychodzi taka chwila, kiedy mogę pojechać po całości, zaśpiewać wprost jak czasem jest źle, że jest mi smutno, że chce mi się płakać.

I tutaj dochodzimy do sedna piosenek bluesowych – piosenek, w których autor opowiada o swoim życiu, swojej niedoli, o tym, co go spotyka.
Szczególnie bluesowych! Wykonawcy bluesowi przecież od początku mówili wprost o swoich uczuciach, emocjach i przeżyciach, i ta bezpośredniość i prostota bardzo do mnie przemawiają.

Te kilka lat dzielące premierę debiutanckiej płyty – zawierającej standardy śpiewane przez Billie Holiday – a premierą drugiej, już autorskiej płyty to okres, w którym musiałaś dojrzeć jako artystka do nagrania materiału solowego?
Płyta z piosenkami Billie Holiday nie powstała z mojej inicjatywy. Nie miałam wtedy jeszcze na tyle wiary w siebie, aby porwać się na taki repertuaru. Zostałam jednak do tego pomysłu przekonana przez Arka Skolika. Album powstał i uważam, że finalnie prezentował się dobrze. Ilość koncertów, jakie zagraliśmy promując ten materiał, sprawiła, że poczułam się pewniej – nawet nie jako wokalistka, bo nie chodziło o umiejętności wokalne, ale o bycie kimś na scenie. Przekonałam się, że mam w sobie coś, co chciałabym ludziom powiedzieć, przekazać. Nie będę ukrywać, że utwory Billie Holliday mnie dużo nauczyły. Teksty, formy piosenek, sposób ich śpiewania, przekazywania treści – szczególnie to ostatnie. Ona śpiewała tak, jakby opowiadała historię. Wcześniej nie zwracałam na teksty aż takiej uwagi, ważniejsza była dla mnie muzyka. Dopiero gdy zaczęłam śpiewać piosenki Holliday, uświadomiłam sobie istotność tekstu. Stwierdziłam, że też chcę opowiadać historie.

I wtedy zaczęłaś spisywać historie ze swojego życia w formie tekstów piosenek?
Wtedy miałam już i przeżyte historie, i teksty lub ich szkice, które leżały gdzieś w szufladzie. Świetnie złożyło się, że spotkaliśmy się z Kubą, który okazał się dobrym kompanem do wspólnego komponowania i pisania. Później udało się dobrać ciekawych muzyków, stworzyć zespół, który zagrał na „Storytelling”. Jestem z tego bardzo dumna, ponieważ to jest coś, co na tym etapie swojego muzycznego życia chciałam zrobić.

Nie wiem czy się ze mną zgodzisz, ale wydaje mi się, że Twój pierwszy album był wydarzeniem bardziej medialnym od tego, co dzieje się wokół „Storytelling”.
Myślę, że działo się tak, ponieważ to była płyta z piosenkami Billie Holliday. To nazwisko, które jest znane chyba każdemu słuchaczowi. To był wabik pewnie i dla mediów, i dla potencjalnych odbiorców. Bo kto mnie tak naprawdę zna? Kto to jest Ida Zalewska? Ja nigdy nie wypłynęłam na szersze wody jeśli chodzi o tak zwany muzyczny show biznes.

Nie dotknęło Cię, że bardziej od wykonawcy liczy się to, co jest wykonywane? Bo trochę tak jest patrząc na reakcje na obie Twoje płyty.
Na początku byłam zawiedziona, że tegoroczna płyta nie spotkała się ze specjalnie ciepłym przyjęciem, a później pomyślałam sobie – trudno. Nie robię tego dla pieniędzy i „sławy”. Robię to, ponieważ czuję taką wewnętrzną potrzebę i po to, aby grać koncerty. One sprawiają mi wielką radość. W końcu robię to też dla siebie. Jest to dla mnie ważne i nie zrezygnuję z tego.

Okładka płyty „Storytelling” (foto: materiały prasowe)

Jak to się stało, że album „Storytelling” ukazał się w słowackiej oficynie wydawniczej? Polscy wydawcy nie byli zainteresowani?
Jedno z polskich wydawnictw było zainteresowane wydaniem płyty, ale w końcu współpraca nie doszła do skutku. Dużo dobrego słyszałam o Hevhetii, firmie, która przecież ma w swoim katalogu już kilka tytułów polskich wykonawców. Postanowiłam wysłać do nich nagrania. Rozmowa z Janem Sudziną była prosta i konkretna. Sprawił tym, że zyskałam do nich zaufanie.

Chwilę wcześniej powiedziałaś, że nie wypłynęłaś na szerokie wody show biznesu. Pojawiłaś się jednak w nim na chwilę i to dwa razy dzięki udziałowi w programach typu talent show. Będziesz podejmować jeszcze jakieś próby?
Nie, w życiu! Nigdy więcej talent show! To była męka, te programy nie są zupełnie w moim stylu. Nie potrafię na zawołanie okazywać emocji, płakać, skakać z radości. Traktuję to dzisiaj jako doświadczenie, a wszystkie doświadczenia czegoś uczą. Pamiętam, że po udziale w programie złapałam strasznego doła, ponieważ zobaczyłam jak to naprawdę wygląda. Zgłaszając się nie byłam co prawda jakąś naiwną osobą, ale jak zobaczyłam to na własne oczy, zrozumiałam, że to nie ma sensu. Zaczęłam zadawać sobie pytanie: po co ja tutaj przyszłam ze swoimi ideami, muzycznymi wizjami i piosenkami? Ja jestem mocno nonkonformistyczna. Osoby odpowiedzialne za ten program, za to, aby wszystko wyglądało jak prawdziwe show, cisnęły mnie podczas nagrań, abym się cieszyła, krzyknęła coś, pokazała emocje w chwili, kiedy ja tych emocji nie potrafiłam lub nie chciałam ujawniać. Wychodziło na to, że mówiłam coś w stylu „Juhu, ale się cieszę”, przez co wychodziło to nieprawdziwie. Nie lubię sprowadzania muzyki do wyścigu, sportu, współzawodnictwa na zasadzie „ten jest lepszy, a ty jesteś gorszy”. Pojawia się wówczas zła energia, ponieważ nie cieszysz się muzyką, tym, że ktoś inny ładnie śpiewa. Jesteś poniekąd zmuszany do tego, żeby zacząć myśleć „O cholera, on za dobrze śpiewa!”.

Ta zła energia pojawia się wśród uczestników czy też na linii uczestnik-juror lub uczestnik-trener, jeśli mówimy o „The Voice of Poland”?
Pomiędzy uczestnikami było tak naprawdę najlepiej, bo wszyscy jechaliśmy na tym samym wózku. Poznałam tam całkiem sporo sympatycznych i utalentowanych osób. Jednak cała produkcja, cała idea tego programu były dla mnie totalną pomyłką, chociaż teraz rozumiem, że takimi prawami rządzi się telewizja. Ja się tam nie odnalazłam. Wychodzę z założenia, że najlepszym jurorem jest dla mnie słuchacz, a opinie wygłaszane przez ludzi po koncertach bardzo sobie cenię.

A te, jak widziałem i słyszałem, po dzisiejszym koncercie były bardzo pozytywne. Zatem kiedy w najbliższym czasie będziesz wystawiać się na krytykę jurorów-słuchaczy?
Z pewnych rzeczy wiosną 2017 roku mamy zaplanowaną trasę po Czechach. Czternaście dni, każdego dnia koncert. Wyzwanie dla kondycji. Ogólnie nie daliśmy ostatnio i nie mamy zaplanowanej zawrotnej ilości występów. To też jest kwestia tego, czy jest się obrotnym, czy ma się ogarniętego menedżera. Teraz udało mi się nawiązać współpracę z fajnymi dziewczynami, które zajmą się tymi sprawami i pojawi się więcej możliwości do grania. Teraz staram się podchodzić do tego bardziej na luzie. Pozbyłam się ciśnienia, jakie towarzyszyło mi jeszcze jakiś czas temu. Staram się, aby mieć z tego jak najwięcej przyjemności.

Życzę Ci zatem tej przyjemności z nagrywania i śpiewania piosenek. Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.

* * * * *

Rozmowa przeprowadzona 12 sierpnia 2016 roku po koncercie duetu Ida Zalewska & Kuba Płużek w Piwnicach Tarnowskiego Centrum Kultury w ramach festiwalu Był Sobie Blues.

About Mateusz "Axun" Kołodziej

tarnowianin, nauczyciel języka polskiego, autor książki „Utwór muzyczny jako środek dydaktyczny na lekcji języka polskiego”, bloger muzyczny, fan koszykówki, żużla i prozy Jerzego Pilcha.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2016-08-23 by in Wywiad and tagged , , , , .

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d bloggers like this: