AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #333: „Illirion”, „Generationwhy”, „The Pleasant Tense EP”

Miałem tak wybrać płyty, aby w 333. odsłonie cyklu Krótka piłka wszystkie otrzymały ocenę trzech słuchawek. Ostatecznie udało się z jedną.

Lubomyr Melnyk „Illirion”
(2016; Sony Classical Records)
Ukraiński pianista to dość tajemnicza osobowość. Utalentowany, naznaczony niebywałą techniką i umiejętnościami. Do tego dzierżyciel dwóch osobliwych rekordów świata, mianowicie szybkości – odgrywania 19,5 nuty na sekundę (coo!?) oraz zagraniu największej ilości nut (dokładnie 93650) w przeciągu sześćdziesięciu minut (coo!? po raz drugi). Jego gra to istny strumień muzycznej świadomości, który silnie współgra z wiernością zapisu nutowego. Niemożliwe, a jednak. Melnyk oddany swojej pianistycznej ideologii zyskuje (można rzec z ulgą – wreszcie) sympatyków w coraz poważniejszych kręgach. Przez lata niedoceniany i trzymany na uboczu, od kilku sezonów systematycznie zyskujący poklask. Efektem kontrakt z jednym z najważniejszych współczesnych wydawców muzyki klasycznej, czyli Sony Classical Records. „Illirion” to potwierdzenie niemal wszystkiego, co do tej pory zwykło się mawiać o tym pianiście. Krótki utwór „Sunset” to chęć pokazania, że wyśrubowany jakiś czas temu rekord szybkości wcale nie jest bajką, chociaż efekt końcowy wcale nie musi przypaść wszystkim do gustu – przykładowo momentami agresywny, nieco romantyczny wyraz kompozycji może zniechęcać. „Solitude No. 1”, będący zapisem grania na żywo, to z kolei numer o wiele spokojniejszy, łagodzący wcześniejszą temperamentną melodię. Formę najbardziej wyważonego utworu wydaje się mieć „Cloud No. 81”, gdzie dużą rolę odgrywa budowanie napięcia. Podobnie kompozycja tytułowa, w której doszukiwać można się wpływów neoklasycznej szkoły. Nie sposób nie wcisnąć klawisza replay.

ZHU „Generationwhy”
(2016; Columbia Records)
Ta płyta dla mnie mogłaby zakończyć się na pierwszej odsłonie, czyli minutowym tracku „Intro (Neon City)”. Fenomenalna trąbka, jaką tutaj słyszymy, sprawia, że „Generationwhy” staje się murowanym kandydatem do tytułu tegorocznej płyty posiadającej najlepsze rozpoczęcie. Jak umrę, na moim pogrzebie zagrajcie proszę tę trąbkę jako sygnał pożegnalny. Takich instrumentalnych smaczków jest tutaj zresztą o wiele więcej. Bo „Generationwhy”, chociaż jest materiałem utrzymanym w klimacie szeroko pojmowanej elektroniki (głównie z naciskiem na deep house i emd), to znajdziemy na nim sporo klasycznym instrumentów, jak fortepian („In The Morning”), iście rockowa gitara („Secret Weapon”, „Palm Of My Head”) czy wspomniana już wcześniej trąbka („Cold Bloode”). Płyta w pewnej formie przyjmuje kształt imprezowego didżejskiego setu. Oczywiście pomiędzy utworami pojawiają się pauzy, czego nie doświadczylibyśmy w klubie; wysuwając argument o secie chodzi mi bardziej o przebojowość prezentowanego materiału, przemyślaną formułę i dobór melodii oraz to, że „Generationwhy” przy dłuższym obcowaniu zlewa się nieco w jedną całość, a granice pomiędzy kolejnymi numerami zacierają się dość mocno. Nie przeszkadza to jednak w tym, aby debiutancki longplay ZHU uznać za rzecz godną polecenia – i to nie tylko jako muzyczne tło na wszelkiego rodzaju letnie balangi.

The Pleasant Tense „The Pleasant Tense EP”
(2016; wydanie własne)
Zespołów, które w swojej twórczości sięgają po jazz, soul, r&b i czarny pop w Stanach Zjednoczonych jest naprawdę wiele. Nie chcę podawać liczb z kosmosu, bo nie przeprowadzałem żadnych miarodajnych badań, ale wystarczy przeglądnąć portale typu Bandcamp i Soundcloud, aby przekonać się, że mam wiele racji. Jednak nic w tym dziwnego – wielu młodych i początkujących muzyków z kraju Wuja Sama zapatrzonych jest w swoich idoli, którzy od lat święcą triumfy na światowych listach przebojów. Usher, D’Angelo, The Roots, Jill Scott, Janet Jackson… wymienić można naprawdę długo. Nadmiar sprawia, że sporo z kapel nie przebija się do głównego nurtu, nie wychodzi poza lokalne kluby, często na zawsze zostając w garażu. The Pleasant Tense jest jedną z takich grup. Imienna epka formacji ze stanu Ohio jest poprawna, i tyle. Panowie grają czerpiąc ze źródeł, pani śpiewa najlepiej jak potrafi, ale nie wychodzi to poza przeciętną. Epka rozwija się co prawda z utworu na utwór – po koszmarnym „BBT”, krzywa idzie w górę – ale zadziorny „Funktini” i ciekawie zagrany „The Pause” to za mało, aby przekonać do siebie większa grupę słuchaczy. Przynajmniej jeszcze nie dzisiaj. (MAK)

Reklamy

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: