AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Dziesięć najlepszych płyt z Brazylii

W nocy z piątku na sobotę oficjalna inauguracja Letnich Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro. Z tej okazji prezentuję listę najlepszych płyt autorstwa wykonawców rodem z kraju kawy.

Jakkolwiek nieprawdopodobnie zabrzmi ta opowieść, tak właśnie było. Nieco ponad dwanaście miesięcy temu, w czerwcu 2015 roku, wymyśliłem sobie, że opublikuję na blogu listę dziesięciu najlepszych płyt autorstwa brazylijskich wykonawców. Zestawienie miało ujrzeć światło dzienne dokładnie na rok przed rozpoczęciem igrzysk w Rio de Janeiro. Nie będę ukrywał, że moja znajomość muzyki z kraju kawy była dość powierzchowna, dlatego postanowiłem w trybie ekspresowym uzupełnić braki. Zacząłem słuchać kolejnych płyt, jakie polecane były na łamach różnych stron tematycznych. Dzień po dniu, czasami po trzy tytuły na dobę. Pamiętać jednak trzeba, że w tym samym czasie słuchałem też premierowych nagrań i śledziłem muzyczne nowości, więc na brazylijskie tytuły zostawało coraz mniej wolnych godzin. Zanim skończyłem poznawać albumy, jakie miałem w planie na dany tydzień, w międzyczasie lista krążków wydłużała się dwukrotnie. Efekt? W sierpniu 2015 roku, na trzysta sześćdziesiąt pięć dni przed startem wspomnianej imprezy sportowej, byłem w przysłowiowych czterech literach. Podjąłem więc decyzję, że publikację dziesięciu najlepszych płyt brazylijskich wykonawców przesunę o rok, a zyskany dzięki temu czas przeznaczę na spokojne poznanie większej ilości interesujących mnie albumów. Czego się nasłuchałem to moje (prawie trzysta płyt z różnych okresów i o różnej stylistyce), mimo tego podejrzewam, że nie poznałem nawet połowy wartych uwagi tytułów. Ufny jednak we własne wybory, prezentuję Wam top10 albumów muzycznych z Brazylii. Być może oglądając wybrane transmisje z zaczynających się Letnich Igrzysk Olimpijskich sięgniecie po któryś z tytułów, umilając sobie tym czas?

1. Elis Regina e Tom Jobim „Elis e Tom” (1974; Philips Records)
Żeby pokazać z kim i z czym mamy do czynienia, pokuszę się o porównanie do polskiej sceny. Jeśli Marek Grechuta i Ewa Demarczyk nagraliby wspólną płytę, pod względem ważności dla historii krajowej muzyki byłaby ona zapewne traktowana tak samo, jak Brazylijczycy traktują krążek „Elis e Tom”. Jeden z dwóch tytułów na tej liście, którym pod względem muzycznego klimatu bliżej do sceny amerykańskiej niż brazylijskiej. [Posłuchaj]

2. Raul Seixas „Krig-ha, Bandolo!” (1973; Philips Records)
Brazylijczyk grający rock and rolla, rockabilly, country i psychodeliczny folk? A dlaczego nie! W połączeniu z tradycyjnymi wpływami z kraju kawy daje to naprawdę dobry efekt końcowy. Nawet Beatlesi nie powstydziliby się takiego brzmienia. Debiutancki materiał Raula Seixasa, którego tytuł nawiązuje do komiksowego zawołania Tarzana ostrzegającego przed zbliżającymi się wrogami, to jedenaście piosenek na czele z największym przebojem artysty „Mosca na Sopa” oraz archiwalnym minutowym nagraniem dziewięcioletniego Seixasa śpiewającego „Good Rocking Tonight”. Ciekawostka: pięć tekstów na tę płytę współtworzył Paulo Coelho. Tak, ten Paulo Coelho. [Posłuchaj]

3. Moacir Santos „Coisas” (1965; Forma)
To jest blog AxunArts, nie mogło zabraknąć jazzu. Jednak jeśli pojawią się jacy malkontenci, którzy będą starali się wytknąć mi ten fakt, muzyczny poziom płyty „Coisas” powinie być najlepszym argumentem przemawiającym im do rozsądku. To druga solowa płyta multiinstrumentalisty Moacira Santosa i zarazem ostatnia w etapie kariery przed związaniem się z wytwórnią Blue Note (Santos w latach 70. nagrał dla tego legendarnego wydawnictwa trzy płyty). [Posłuchaj]

5. Arnaud Rodrigues „Som do Paulinho” (1976; RCA Victor)
Z tego co wyczytałem, Arnaud Rodrigues dla Brazylijczyków był przede wszystkim osobowością telewizyjną – aktorem i prowadzącym programy. Artysta ten ma także w swoim życiorysie wątki muzyczne, których graniczne daty wyznaczają premiery kolejnych płyty. Na okładce „Som do Paulinho” Rodrigues wygląda niczym alfons z filmów blaxploitation, ale brzmieniowo materiał ten na pewno nie jest tożsamy z afroamerykańską społecznością. Sambowe inklinacje wymieszane z rockowymi balladami, psychodelicznymi melodiami i funkowym vibem – mikstura, która smakuje jak najlepszy egzotyczny koktajl. [Posłuchaj]

5. Rogério Duprat „A Banda Tropicalista do Duprat” (1968; Philips Records)
Rogério Duprat posiadał klasyczne wykształcenie muzyce, dzięki czemu muzykę nie tylko potrafił zagrać, ale i zapisać. Maniakalna wręcz pasja rozbijania fraz na czynniki pierwsze i eksperymentowania sprawiły, że w swoim kraju stał się pionierem muzyki, w której wykorzystuje się elektronikę i komputerowe przetworzenie dźwięku, robiąc to już w pierwszej połowie lat 60. Być może na tej płycie nie jest to jeszcze aż tak słyszalne, ale to właśnie Duprat jest cichym inicjatorem elektronicznej fali w brazylijskiej muzyce lat 70. Krążek ten to również dowód na to, że w południowoamerykańskim kraju dobrze znane były utwory The Beatles, Jimiego Hendricka i Bobby’ego Goldsboro. [Posłuchaj]

6. Di Melo „Di Melo” (1975; Odeon Records)
Kojarzycie teledysk do piosenki „Don’t Stop The Party” zespołu The Black Eyed Peas? Ujęcia do klipu kręcone były w Brazylii, a w jednej z końcowych scen pojawia się gramofon z kręcącą się płytę, którą jest właśnie „Di Melo”. Wybór nie powinien dziwić. Debiutancki, imienny materiał Di Melo to rzecz naprawdę wartościowa. Samba (bo jakże by inaczej, to w końcu Brazylia) i soul tworzą bardzo atrakcyjną mieszankę, a funkowe uzupełnienia i szerokie instrumentarium sprawiają, że słuchacz nie powinien odczuwać nudy nawet przy dziesiątym odtworzeniu. [Posłuchaj]

7. Jorge Ben „O Bidú: Silêncio No Brooklin” (1967; Copacabana)
Najbardziej taneczny i radosny pod względem melodii album tego zestawienia. Do tego płyta, która stanowi przełom w dyskografii Jorge Bena. „O Bidú: Silêncio No Brooklin” jest piątym studyjnym albumem artysty, ale pierwszym, na którym zdecydował się on na wykorzystanie dźwięków gitary elektrycznej. Rzecz jasna samba jest tutaj obecna (jak na każdej z prezentowanych dzisiaj płyta), ale nie stanowi o sile piosenek. Są nią natomiast rockowe ballady, lekkie wpływy tropicany i soulowy głos wokalisty. [Posłuchaj]

8. Alcione „A Voz do Samba” (1975; Philips Records)
Alcione to wokalistka, która w swoim kraju jest niczym Maryla Rodowicz w Polsce. Mimo faktu, że największe sukcesy ma już za sobą, wciąż cieszy się niezwykle dużą popularnością. Cały czas aktywna zawodowo i szanowana przez pokolenia, które dorastały na jej hitach. A skoro o przebojach mowa, liczby nie kłamią: miliony sprzedanych płyt, liczne certyfikaty złota i platyny przekonują nawet największych niedowiarków. „A Voz do Samba” to debiutancki album wokalistki zawierający jeden z większych samobowych hitów „Não Deixe O Samba Morrer”. [Posłuchaj]

9. Ira! „Vivendo e não aprendendo” (1986; Warner Music Group)
Brazylia może również pochwalić się wykonawcami z nurtu new wave. Zespół Ira! istnieje od początku lat 80., a „Vivendo e não Aprendendo” to ich drugi studyjny materiał. Grupa nie ogranicza się na nim jedynie do wspomnianej stylistyki, ale sięga także po brzmienie popowe, muzykę punk rock, a nawet rozwiązania stosowne w rapie. [Posłuchaj]

10. Cartola „Cartola” (1974; Discos Marcus Pereira)
Angenor de Oliveira, czyli Cartola, to bodaj najważniejszy męski przedstawiciel sceny samby w Brazylii. Jeden z popularniejszych współczesnych artystów z kraju kawy, JR Tostoi, powiedział, że „Cartola dał Brazylia niesamowite i ponadczasowe piosenki”. Słuchając debiutanckiej płyty tego artysty, trudno się z tym nie zgodzić. Cartola rozpoczął swoją karierę pod koniec lat 20. ubiegłego wieku, zatem na wydanie pierwszego albumu czekał naprawdę długo. Materiał z 1974 roku to w głównej mierze wybór piosenek, które dla żyjących i już wtedy kojarzących twórczość artysty słuchaczy były dobrze znane. Niezwykle emocjonalna i harmonijna płyta, prawie w całości oparta na brzmieniu głosu piosenkarza i dźwięku małej gitary o nazwie cavaquinho. [Posłuchaj] (MAK)

About Mateusz "Axun" Kołodziej

tarnowianin, nauczyciel języka polskiego, autor książki „Utwór muzyczny jako środek dydaktyczny na lekcji języka polskiego”, bloger muzyczny, fan koszykówki, żużla i prozy Jerzego Pilcha.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d bloggers like this: