AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #328: „Musique Originale De Films”, „Exhale EP”, „Futurespective”

Pomysłodawco serwisu Bandcamp, dzięki ci za serwis Bandcamp. Trzy prezentowane dzisiaj tytuły poznałem właśnie dzięki tej stronie.

Ahmed Malek „Musique Originale De Films”
(2016; Habibi Funk Records)
Od pewnego czasu zgłębiam katalog niemieckiej firmy Habibi Funk Records, która specjalizuje się w wyszukiwaniu i wydawaniu muzyki z lat 70. oscylującej wokół stylistyki funk rodem z krajów arabskich. Brzmi (jeśli chodzi o słowa) dość egzotycznie, ale zapewniam – od strony muzycznej brzmienie nie jest ani odstraszające, ani trudne do przyswojenia (np. fani jazzu znajdą sporo punktów wspólnych z ich ulubionym gatunkiem). W tym roku z logo wydawnictwa ukazała się płyta człowieka-ikony algierskiej muzyki, zmarłego kilka lat temu Ahmeda Maleka. Dużo o kompozytorze pisał teraz nie będę. W internecie znajdziecie informacje o jego działalności w ramach krajowej orkiestry telewizyjnej oraz całej twórczości – wystarczy wstukać nazwisko w wyszukiwarce. Dzięki swojej pracy i talentowi przez krytyków Malek nazywany jest „algierskim Ennio Morricone”. Włoski autor ponad pięciuset motywów muzycznych to symbol orkiestrowego grania i filmowego brzmienia. Po sprawdzeniu „Musique Originale De Films” zacząłem zastanawiać się: jak duża byłaby dzisiaj sława Maleka, gdyby na świat przyszedł w Europie lub USA? Wspomniana płyta w pierwotnej wersji światło dzienne ujrzała pod koniec lat 70., a jej dzisiejsze wznowienie wzbogacone zostało o kilka niepublikowanych wcześniej motywów i remastering. Całość, co łatwo wywnioskować po tytule, to zbiór melodii autorstwa Algierczyka jakie wykorzystano w filmach. Od plastikowych plumkań i progresywnych partii na klawiszach, przez fragmenty jazzowe (wybija się szczególnie saksofon), aż po melodie typowe dla kadrów filmowych z uwypukloną melancholią i wzniosłością – z takim muzycznym wachlarzem zmierzą się ci, którzy po tę płytę sięgną. A czy warto to zrobić? Według mnie tak.

Geneva „Exhale EP”
(2016; Urbnet)
Lubię czasowy format epek, bowiem często w kwadrans poznać można nowego wykonawcę oraz przekonać się czy warto zostawać z nim na dłużej. Przy „Exhale EP” pojawia się jednak pewien zgrzyt: Geneva wokalnie daje radę, jednak muzyka, na tle której przyszło jej śpiewać, jest strasznie miałka. Wieje nudą – nie ujmę tego inaczej – i balladowy ton płyty nie ma z tym wiele wspólnego. Na liczącym cztery utwory krążku pojawiają się odwołania do hip-hopu, które irytują zdecydowanie najbardziej. Nie mam na myśli tylko rapowanej zwrotki Eddiego Mayhema. Wszystkie piosenki pojawiające się na płycie w mniejszym lub większym stopniu stawiają na rozwiązania znane z utworów hip-hopowych i muzyki r&b, co w połączeniu z elektronicznymi naleciałościami z popowego podwórka nie daje dobrego efektu końcowego. W nawiązaniu do zdjęcia z okładki, którego drugi plan stanowią chmury – miałem nadzieję na obcowanie z muzyką wysokich lotów. Rzeczywistość okazała się zgoła odmienna, a ja spadam teraz niczym Tupolew, nadając sygnał „Mayday, mayday, mayday!” i licząc na ratunek ze strony innej płyty.

Harleighblu „Futurespective”
(2016; Tru Thoughts)
Harleighblu przez ostatnie dwa lata opublikowała trzy epki. Dodajmy: trzy ciekawe epki, które nakazywały słuchaczom zwrócić uwagę na przyszłe poczynania tej młodej angielskiej wokalistki. Całe przedsięwzięcie miało na celu przygotować odbiorców na premierę drugiej solowej płyty (gwoli uzupełnienia wiadomości: materiał debiutancki ukazał się w 2013 roku). I kiedy rzeczony album wreszcie trafił do obiegu, okazało się, że nie znajdziemy na nim ani jednej nowej piosenki. Dziesięć utworów, jakie tworzą „Futurespective”, to tytuły doskonale znane ze wspomnianych trzech epek. Od strony muzycznej krążek jest w stanie się obronić (o czym za chwilę), ale zaprezentowane przez Brytyjkę rozwiązanie jest dla mnie pójściem na łatwiznę, którego zwyczajnie nie mogę przyjąć bez wyrażenia krytycznej opinii (fakt ma oczywiście wpływ na ocenę końcową). Płyta została stworzona przez dziesięciu różnych producentów, co mogło wpłynąć na zbytni rozstrzał stylistyczny. Dostaliśmy więc na „Futurespective” elementy drum’n’bassu („Real Good”), dubstepu i popu (najsłabszy z całości „I”), jazzującego brzmienia („Another One”), a nawet hip-hopu („Mmm”). Elementem spajającym jest elektronika i chyba tylko dzięki niej płyta nie rozłazi się w różne strony, będąc produktem stanowiącym w miarę spójną całość. Harleighblu dodaje do tego ciekawy i surowy wokal oraz charakterystyczny dla wokalistek r&b vibe. Ma to sens, tylko ja z chęcią posłuchałbym naprawdę premierowych piosenek z ewentualnym dodatkiem dwóch-trzech najlepszych tytułów z wcześniejszych epek. (MAK)

Reklamy

About Mateusz Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: