AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Two Timer „The Big Ass Beer To Go”

Recenzja, do której zabierałem się zdecydowanie za długo.

Okładka płyty „The Big Ass Beer To Go” (foto: materiały prasowe)

Zacznę bez niepotrzebnego wstępu, w którym wypadałoby napisać, że blues nie jest w Polsce gatunkiem bardzo popularnym i dla przeciętnego słuchacza komercyjnych rozgłośni radiowych kończy się zapewne na grupie Dżem i filmach o Ryszardzie Riedlu oraz „Blues Brothers”. OK, nie mam zamiaru nikogo wytykać palcami i krytykować. Blues to muzyka, którą trzeba naprawdę polubić i odkryć w sobie tę bluesową część pozwalającą na bliższe poznanie tych dźwięków. Nie będzie zatem żadnego uderzenia w moralizatorsko-wykładowe tony. Napiszę natomiast, że z płytą „The Big Ass Beer To Go” miałem problem i to spory. Przełożyło się to na dość długi proces słuchania krążka z okresami chęci i niechęci do materiału. Śmiem twierdzić, że niebezpiecznie przekroczyłem niepisany co prawda, ale jednak termin zrecenzowania albumu, za co mogłem narazić się zespołowi Two Timer, który jakiś czas temu zawierzył mi i przysłał tytuł z prośbą o ocenę.

Zatem z czym ten problem? Z zawartością i formą. W ubiegłym roku, przy okazji wywiadu, Tomasz Organek zdradził czego nie lubi w polskim bluesie:

„Nie lubię w nim podążania za amerykańskim schematem, udawania czegoś, bycia na siłę Sweet Home Alabama. Tu nie ma żadnej Alabamy, żyjemy w Polsce! (…) Niektórzy bluesmani zapominają, że ta muzyka była tworzona w celu opowiedzenia pewnego wydarzenia ze swojego życia lub historii całego swojego życia, a nie po to, aby dzisiaj w Polsce śpiewać o Missouri i Missisipi, których na oczy nie widzieliśmy. To jest nieprawdziwe”.

Ja się z tym zgadzam, bo przenoszenie na polski grunt wzorców w proporcjach jeden do jednego tak charakterystycznej muzyki, jaką jest blues, nie ma trochę sensu. Tylko co zrobić, jeśli polski bluesman tę Missouri widział, a widok ten natknął go do pisania piosenek?

Tak właśnie było z poznańskim zespołem Two Timer. Panowie odwiedzili Stany Zjednoczone, a podróż okazała się iskrą zapalną pod nowy materiał. Muzycy przesiąknęli tamtejszym klimatem, zebrali inspiracje, poczuli ducha prawdziwego amerykańskiego bluesa, nie zaś namiastki z jaką mamy do czynienia przy słuchaniu płyt lub uczestnictwie w koncertach Jankesów, którzy od czasu do czasu obierają kurs na Polskę. Two Timer byli i widzieli. Ale czy to pomogło? Tu mam dylemat. Nie ma się bowiem co oszukiwać: zespół na swoim drugim studyjnym krążka podąża ścieżką, którą dawno temu wytyczyli prekursorzy elektronicznego bluesa z dominującą gitarą i harmonijką ustną, energicznego boogie, elektryzującego rock and rolla i melancholijnego grunge’u. To materiał idealny dla bluesowych ortodoksów, którzy cenią sobie klimat przydrożnego amerykańskiego baru, w którym piwo podaje się w nieco zabrudzonych kuflach, a lepki zapach mieszanki alkoholu, potu i testosteronu dominuje w całym lokalu. Jeśli lubicie prostą muzykę opartą na tych samych kilku taktach (a tak jest w przypadku pierwszej połowy „The Big Ass…”), z propozycją Two Timer będziecie z pewnością za pan brat. „Hank”, „Stick To C.” i „Some New Boogie, Right?” dosadnie dają znać, że na albumie nie znajdziemy niebluesowych momentów. Dynamika to charakterystyczna cecha tego materiału. Chociaż zdarzają się od tej reguły wyjątki (chociażby mroczny „William Stanley Milligan”, „Woods” lub wieńczący płytę „The Bubble”), to przy piosenkach granych przez Two Timer z pewnością więcej potańczycie niż pokontemplujecie.

Albumu „The Big Ass Beer To Go” słucham od około dwóch miesięcy i wciąż z czystym sumieniem nie potrafię napisać czy mi się podoba. Jako osoba próbująca pisać o muzyce cały czas mam wątpliwości. Natomiast jako zwykły słuchacz, który co roku czeka na sierpień i odbywający się wówczas w moim rodzinnym mieście festiwal bluesowy, grupę Two Timer mogę tylko pochwalić za nagranie ciekawej i spójnej płyty, dopracowanej od strony muzycznej, dobrej wokalnie i tekstowo. (MAK)

Two Timer „The Big Ass Beer To Go”
(2016; Vision Project Records)

About Mateusz "Axun" Kołodziej

tarnowianin, nauczyciel języka polskiego, autor książki „Utwór muzyczny jako środek dydaktyczny na lekcji języka polskiego”, bloger muzyczny, fan koszykówki, żużla i prozy Jerzego Pilcha.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2016-06-16 by in Recenzja and tagged , , , , , .

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d bloggers like this: