AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #324: „Live at Rockwood Music Hall in NYC”, „Miwa Opoze EP”, „Fire In The Flame”

Kolejny tydzień, kolejna porcja krótkich recenzji. Dzisiaj trochę muzyki ze Stanów Zjednoczonych, Kandy i Belgii.

Namid „Miwa Opoze EP”
(2016; Vynilla Vinyl)
Belgijski kwartet jazzowy Namid prezentuje wybór nagrań z lat 2012-2014. Zespół dowodzony przez kompozytora Vincenta Brijsa oddaje do dyspozycji słuchaczy pięć w pełni instrumentalnych utworów oscylujących w klimacie jazzu współczesnego – z wieloma elementami improwizacji oraz łamania podstawowej linii melodycznej. Na pierwszy plan wysuwają się dźwięki instrumentów dętych, tj. saksofonów, na których grają wspomniany już lider oraz jedyna w zespole kobieta Sara Meyer. Ich wspólna gra wskazuje kierunek dla sekcji rytmicznej i odbiorców, którzy podążają za słyszanym brzmieniem. Kontrabas i perkusja spełniają swoją rolę w kreowaniu osi rytmicznej, robiąc to bez specjalnego wychodzenia poza schemat (z wyjątkiem jednego-dwóch momentów, kiedy to grający na bębnach Maarten Moesen porywa się na partie solowe). Delikatne szarpnięcia strun przez Fre Madou dopełniają całości. „Miwa Opoze EP” to materiał bez zaskoczeń gatunkowych, ale na tyle dobry muzycznie, że warto się z nim zapoznać. A nuż odwiedzicie kiedyś Belgię i zobaczycie plakat promujący koncert zespołu Namid? Przynajmniej będziecie pewni, że warto wstąpić i posłuchać.

Levi Parham „Live at Rockwood Music Hall in New York City”
(2016; wydanie własne)
„Currentland Entertainment Magazine” wymienił Leviego Parhama w dziesiątce najlepszych artystów 2013 roku. Nie znam takiego pisma, co nie znaczy, że nie istnieje (istnieje – sprawdzałem). Reprezentujący Oklahomę wokalista również jest mi obcy. W zasadzie to był mi obcy, gdyż przez ostatnie siedem dni nadrobiłem zaległości i posłuchałem jego płyt umieszczonych w serwisie Bandcamp. Sprostuję więc na początku jedną rzecz: nie wiem ilu wykonawców w 2013 roku słyszeli redaktorzy wspomnianego wyżej pisma, ale Parham aż takim wybitnym artystą nie jest. A jeśli już uznamy go za dobrego (bo do takowej grupy już się kwalifikuje), to dlaczego w New York City, Los Angeles i innych amerykańskich metropoliach nie koncertuje nasz rodak Peter J. Birch, który gra podobny repertuar, ale na lepszym poziomie? Cóż, miejsce urodzenia i pochodzenie determinują naszą przyszłość. Piotrek radzi sobie jednak wyśmienicie na Starym Kontynencie, zwiedzając go z gitarą wzdłuż i wszerz, za co mu chwała. Levi Parham miał możliwość zagrać przed nowojorską publiką, co postanowił wykorzystać w celach promocyjnych, czego także należy pogratulować. Udostępniona w kwietniu tego roku płyta „Live at Rockwood Music Hall in New York City” to zbiór dziesięciu utworów utrzymanych w klimacie americany, bluesa i folku. Kilka numerów z wcześniejszych płyt, reszta takich, których próżno szukać na tamtych albumach. Wszystkie zaśpiewane wyłącznie przy akompaniamencie dźwięków gitary i oklaskach. Zmęczony głos, piosenki będące bardziej historiami niż krótkimi przyśpiewkami o niczym i proste melodie – wszystko to nie wychodzi poza schemat gatunku, jaki reprezentuje Parham, jednocześnie nie sprawia, że słuchacz odczuwa zmęczenie i znudzenie tematem. Owszem, zapis audio z koncertu to nic odkrywczego, ale utwory zagrane i zaśpiewane na odpowiednim poziomie mogą posłużyć jako ciekawostka dla osób poszukujących nowych, często nieznanych w Polsce artystów. Jeśli koncertowy materiał Leviego przypadł wam do gustu, mam dobrą wiadomość – jeszcze w tym miesiącu ukaże się premierowy studyjny album wokalisty, „These American Blues”.

The Marrieds „Fire In The Flame”
(2016; wydanie własne)
Tematem przewodnim tego wpisu powinna być muzyczna oczywistość. Levi Parham i kwartet Namid na swoich płytach nie wyszli poza schemat muzycznych gatunków, w jakich się poruszają. Podobnie rzecz ma się z kanadyjskim projektem The Marrieds. Ile razu przerabialiśmy już damsko-męskie duety grające szeroko pojmowaną mieszankę folku, indie i americany? Jane Carmichael i Kevin Kennedy są kolejnymi przedstawicielami tego nurtu. Jednak podobnie jak Amerykanin i Belgowie, także The Marrieds pokazują, że dobra muzyka obroni się sama. Głównym atutem „Fire In The Flame” jest harmonia występująca pomiędzy delikatnym wokalem a dźwiękami gitary akustycznej. Obecność innych instrumentów stanowi tylko dodatek, uzupełnienie, które wzbogaca, ale nie przesądza o podwyższeniu jakości nagrań. Pierwszoplanowymi postaciami są Jane i Kevin, ich głosy i muzyczna chemia. Dziewięć zawartych na płycie piosenek ułożonych zostało tak, aby po spokojnym początku, który podsycany jest smyczkami („Fingers Crossed”), nieznacznie przyśpieszyć („June”, gdzie żwawsza partia perkusji przywoływać może słoneczny, radosny dzień; „Burning Heart” – tutaj zmiana możliwa jest dzięki dźwiękom banjo; „A Girl Said Yes” – piosenka z wokalami obojga artystów). Im bliżej końca muzycy ponownie tonują nastroje, czego dowodem utrzymana w stylistyce country „Rita” i zamykający płytę numer tytułowy. Przeplatanka, która pozwala uniknąć nudy. Muzyka, której chce się słuchać. (MAK)

About Mateusz "Axun" Kołodziej

tarnowianin, nauczyciel języka polskiego, autor książki „Utwór muzyczny jako środek dydaktyczny na lekcji języka polskiego”, bloger muzyczny, fan koszykówki, żużla i prozy Jerzego Pilcha.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d bloggers like this: