AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Hey „Błysk”

Grupa Hey nagrała nową płytę. A w zasadzie to cztery nowe płyty.

Hey (foto: materiały prasowe)

Album „Błysk”, który końcem kwietnia tego roku trafił do sprzedaży, to jedenasty studyjny materiał w dorobku zespołu Hey. Chociaż gdyby się uprzeć, można by traktować go jako kilka płyt. Dlaczego? „Błysk” ukazał się w czterech wersjach kolorystycznych, które różnią się kolejnością utworów. Owszem, każda odsłona zawiera te same piosenki, ale ich ułożenie na trackliście wbrew pozorom ma znaczenie. Ci, którzy sięgnęli po wersję zieloną, witani są przez deklamującą Katarzynę Nosowską. Posiadacze płyty pomarańczowej słyszą na dzień dobry utwór „Szum”, który nieźle sprawdziłby się na poprzednim krążku zespołu. Pomarańczowa wersja rozpoczyna się od singla „Prędko, prędzej” – najbardziej rockowego nagrania spośród wszystkich piosenek. Beżowa edycja (ta, którą posiadam) rozpoczyna się natomiast numerem „Dalej” (energetyczną kompozycją z banalnym refrenem, w którym powtarzanie słowa tytułowego będzie doskonale sprawdzać się na koncertach), a kończy trzema najbardziej melancholijnymi akcentami („Cud”, „2105”, „Błysk”). Wszystko to sprawia, że w zależności od koloru okładki i osobistych preferencji odbiorcy, tegoroczny album Hey będzie zawsze inny. Otwartość dzieła według Umberto Eco – poziom wręcz profesorski.

OK, okładki okładkami, ale co z tą muzyką?

Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, które od kilku tygodni rozpowszechniane jest przez krajowe media, według którego „Błysk” to powrót do gitarowego grania, z jakim grupa kojarzona była w latach 90. Singiel „Prędko, prędzej” mógł wprowadzić małe zamieszanie, ale uprzedzam – Hey nie będzie już tym Heyem, co chociażby na płycie „Fire” lub „?”. Dobrze? Źle? Od mniej więcej dekady zdania są podzielone. Romans z muzyką elektroniczną sprawił, że zespół zyskał sporo nowych fanów, jednocześnie narażając się na krytykę ze strony słuchaczy pamiętających początki kapeli. Temat wałkowany był przez ostatnie lata wiele razy, żadna ze stron nie ma zamiaru ustąpić. Wspomniany wyżej singiel sprawił jednak, że serca miłośników o rockowym rodowodzie zabiły mocniej. „Solówka na gitarze, w porównaniu do ostatniej płyty ostrzejsze brzmienie i jakoś tak w ogóle bardziej z pazurem” – były pierwszymi spostrzeżeniami po sprawdzeniu singla. Zmiana na stałe? Wątpię. „Błysk” to płyta, która wydaje się być adresowana do wszystkich fanów, mteriałem, którego celem jest zadowolenie tych, którzy cenią sobie dorobek sprzed dwudziestu lat, tych, którzy stylistyczną woltę na „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!” uznają za moment przełomowy w historii grupy, i w końcu tych, którzy Hey poznali dopiero dzięki płycie „Do rycerzy, do szlachty, doo mieszczan”. Wśród dziesięciu premierowych piosenek, jakie muzycy zdecydowali się umieścić na finalnych wersjach „Błysku”, pojawiają się kompozycje jakby archiwalne, takie, których za datę ich nagrania nie sposób uznać roku 2015 lub 2016. „Prędko, prędzej”, „I tak w kółko” i „Hej hej hej” mają w sobie rockową drapieżność. „Dalej” z dużymi szansami mogłoby konkurować o miano piosenki promującej „M!U!R!P!”. Z kolei „2015”, „Szum” i „Cud” zdają się być żywcem wyjęte z sesji nagraniowej do płyty sprzed czterech lat.

Za zbyt dużą oczywistość może być odczytane chwalenie Nosowskiej za teksty, ale inaczej się nie da. „Błysk” potwierdza, że wokalistka jest na ten moment polskim numerem jeden. „Historie” i „Cud” kontynuują wizję świata według nieodżałowanej Agnieszki Osieckiej, tekst „Prędko prędzej” zahacza o współczesną Polskę („Derby kraju, debry co dzień / Gdzie czerń w tęczę, a tęcza w czerń”), a przeptaszone gałęzie pojawiające się w „2015” sprawiają, że mistrz poetyckich neologizmów Bolesław Leśmian byłby z pewnością dumny.

„Błysk” był zapowiadany na powrót do rock’n’rollowych korzeni. Część słuchaczy po sprawdzeniu płyty będzie lekko zawiedziona. Gitary – owszem – są, ale chyba nie w takim wymiarze, jak niektórzy mogli tego oczekiwać. Jednak moim zdaniem dobrze stało się, że Hey wciąż jest Heyem współczesnym. Być może mniej smutnym, nostalgicznym i jesiennym, a stawiającym na szybsze tempo piosenek i nieco bardziej radosnym w ogólnym wymiarze, ale wziąć nagrywającym dobre płyty, których nie zapomnimy po tygodniu czy dwóch. (MAK)

Hey „Błysk”
(2016; Kayax)

About Mateusz "Axun" Kołodziej

tarnowianin, nauczyciel języka polskiego, autor książki „Utwór muzyczny jako środek dydaktyczny na lekcji języka polskiego”, bloger muzyczny, fan koszykówki, żużla i prozy Jerzego Pilcha.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2016-06-05 by in Recenzja and tagged , , , , , , , .

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d bloggers like this: