AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #321: „Proxy”, „Bang!”, „Clashes”

Polska piosenka kobietami stoi? Tak przynajmniej można wnioskować po ostatnich premierach, które odbiły się szerokim echem.

Reni Jusis „Bang!”
(2016; Sony Music)
Nie jest łatwo wracać do czynnego uprawiania muzyki po długiej przerwie, tym bardziej jeśli ponowne pojawienie się na scenie łączy się z zupełnie premierowym materiałem i nową wersją siebie. Frazes? Być może, ale także brutalna prawda, z którą przyszło zmierzyć się Reni Jusis. „Zakręcona” i „Kiedyś cię znajdę” – dwa hity wokalistki sprzeda lat – co prawda cały czas pojawiają się w rozgłośniach radiowych, jednak samą Reni tak naprawdę przestano traktować już w kategoriach czynnej artystki. Tymczasem singiel zwiastujący płytę „Bang!”, okraszony klipem numer „Bejbi Siter”, zyskał bardzo pozytywny odzew. Tegorocznym albumem Jusis debiutuje niejako drugi raz. Dla wielu młodszych słuchaczy jest to pierwszy kontakt z artystką. Dla tych, którzy kojarzą wcześniejsze nagrania wokalistki, nowa płyta nie powinna być jednak wielkim zaskoczeniem. Materiał zaprezentowany na „Bang!” to przecież wciąż pop naznaczony elektroniką tylko w nieco współcześniejszej odsłonie, nastawionej na aktualnie panującą modę. Pojawiają się zatem mocne klubowe frazy (wspomniany już singiel, a także „Y&Y” i „Po kolana w mule”), mieszanka trip-hopowych i eterycznych dźwięków („Koniec końców”) oraz akcenty ukazujące inspirację muzyką dance z lat osiemdziesiątych („Zombi świat”, „Na skróty tęcza”). Jestem naprawdę mile zaskoczony. Dajcie tej płycie szansę i odpuście hejt na „Zakręconą”. Było, minęło – każdy z nas ma gorsze momenty w życiu.

Julia Marcell „Proxy”
(2016; Mystic)
Julia Marcell mając ustabilizowaną pozycję na krajowej scenie postanowiła nie nagrywać czwartej takiej samej płyty. Chociaż trudno jest napisać, że trzy poprzednie albumy były identyczne. Każdy z tytułów miał przecież inny muzyczny charakter, dzięki czemu wokalistka zaskarbiła sobie uznanie przedstawicieli naprawdę wielu środowisk i sympatyków różnych brzmień. „Proxy” różni się jednak od poprzedniczek w warstwie językowej. Jest to pierwsza w pełni polskojęzyczna płyta w dorobku Marcell. Efekt dobrej zmiany? Ależ skąd! Julia, chociaż nowy krążek adresuje wyłącznie do krajowej publiczności, wciąż pozostaje muzyczną globalistką, której pojęcia schematów i ram są totalnie obce. Tegoroczny materiał to przykład tego, jak powinien brzmień pop. Ktoś się obrazi, powie być może, że to przecież alternatywa, że do rasowego popu w typie Britney Spears polskiej wokalistce daleko. Będę jednak bronił swojego. Artystka łączy bowiem na „Proxy” przyjemne melodie z łatwymi do zaśpiewania tekstami. Elementem różniącym pop Julii Marcell od popu znanego z komercyjnych rozgłośni radiowych będzie jedynie fakt, że liryczna część płyty nie jest o pierdoletach. Kolejne piosenki składają się na obraz czegoś, co ładnie zostało nazwane „pokoleniem Ikea” – ludzi tuż po trzydziestce, często samotnych, chociaż nie będących singlami; którzy na głowie mają spłatę kredytu, a konsumpcjonizm we krwi; którzy starannie śledzą trendy, przy jednoczesnym sentymentalnym patrzeniu w przeszłość, przez co tworzących tym samym mieszankę, której wspólnym mianownikiem jest kicz. To wszystko widać już na zdjęciu zdobiącym okładkę „Proxy”, gdzie Julia uwieczniona została w leżącej pozycji, obłożona przedmiotami będącymi zarówno symbolami kultu (figurka religijna), sztuki (książki), jak i XXI-wiecznej tandety made in China (piesek z kiwającą się głową). Być może całościowo – pod względem muzycznym – „Proxy” nie przebija płyty „Sentiments”, która urzekła mnie swoim mroczniejszym – w stosunku do poprzedniczek – klimatem, ale stanowi dla artystki kolejny krok naprzód i przykład, że nagrywając nawet czwarty solowy materiał można zrobić to bez kopiowania samego siebie.

Brodka „Clashes”
(2016; Kayax)
Kolejna polska wokalistka, która postanowiła zaryzykować. Nie patrząc na to, co było (czytaj: sukces płyty „Granda”), Monika Brodka zaprezentowała nowy materiał zupełnie odbiegający stylistyką od tego, co do tej pory kojarzone było z jej nazwiskiem. Na „Clashes” artystka odlatuje w lata sześćdziesiąte, dając ponieść się tamtejszym klimatom, których znakiem rozpoznawczym są chociażby gitarowe przestery, psychodeliczne brzmienia, odjechane partie organowe, a także czerpiąca z ery post-punku perkusja. Daje to ciekawą mieszankę, która na pewno nie będzie podobała się wszystkim słuchaczom. Trzeba o tym napisać i przestrzec – „Clashes” nie jest płytą dla każdego. To jeden z tych albumów, które pokochasz od pierwszej minuty, albo równie szybko odrzucisz. Brodka wyszła najwyraźniej z założenia, że w tym momencie jej kariery, nie ma już miejsca na margines błędu i należy nagrać płytę totalną. Tak też się stało. Czy przyniesie jej to sukces komercyjny – nie jestem przekonany. Artystycznie wokalistka zyskała jednak już na pewno. Moniko, brawo Ty. (MAK)

About Mateusz "Axun" Kołodziej

tarnowianin, nauczyciel języka polskiego, autor książki „Utwór muzyczny jako środek dydaktyczny na lekcji języka polskiego”, bloger muzyczny, fan koszykówki, żużla i prozy Jerzego Pilcha.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d bloggers like this: