AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #319: Przypomnij sobie przed Juwenaliami Tarnowskimi 2016

Wybierasz się na koncerty w ramach Juwenaliów Tarnowskich 2016? Warto więc przypomnieć sobie kilka płyt.

Juwenalia Tarnowskie 2016 kolejny raz organizowane są przez Państwową Wyższą Szkołę Zawodową w Tarnowie. Głównym wydarzeniem imprezy będzie muzyczny finał, który odbędzie się w niedzielę 15 maja. Na parkingu Centrum Handlowego ECHO zagrają lokalne supporty (m.in. Foxhill – laureat 3. Tarnowskiego Przeglądu Muzycznego) oraz gwiazdy wieczoru – Sobota, Kamil Bednarek i Tomasz Niecik. Poniżej, wzorem lat ubiegłych, prezentuję krótkie recenzje płyt wybranych wykonawców, którzy wystąpią dla miejscowych żaków oraz mieszkańców Tarnowa. Pełny program Juwenaliów Tarnowskich dostępny jest tutaj. AxunArts jest jednym z patronów medialnych imprezy.

* * * * *

Lajt & Tafel „Funky Blunty”
(2015; Asfalt Records)
Jak zawsze wszystko zależy od przyjętych kryteriów. Jeśli miałbym oceniać zawartość kasety (tak, ten materiał wydany został w prehistorycznej dla dzisiejszej młodzieży formie) pod kątem tego, co dzieje się na rapowej scenie 2015/2016, musiałbym napisać, że Lajt i Tafel zatrzymali się mentalnie jakieś trzy dekady temu i zupełnie nie pasują do tego, co dzisiaj nazywane jest rapem. Oceniając „Funky Blunty” w kategorii albumu boom bapowego, aż taki krytyczny bym już nie był. Innotic z myślą o utworach przygotował kilka brudnych bitów, na których raperzy dobrze się odnaleźli. Są głośne stopy, wyraźnie zaznaczona rytmika, uzupełniające wszystko skrecze. Fani brzmienia z przełomu lat 80. i 90. zapieją z zachwytu, miłośnicy nowoczesnego hip-hopu srogo się wynudzą. „Funky Blunty” to z pewnością ciekawa odskocznia od tego, co pojawia się teraz na niemal co drugiej płycie wpisywanej w gatunek muzyczny, jakim jest rap. Kiedyś materiał byłby jednym z wielu, dzisiaj okazuje się swego rodzaju różą jerychońską na elektroniczno-klubowej pustyni. (MAK)

Sobota & Matheo „Czekając na Sobotę”
(2015; StoProcent Records)
Idea tego krążka była prosta i bardzo chwalebna: przypomnieć młodszym słuchaczom utwory, które z racji daty wydania mogły być im po prostu nieznane. Sobota przerabia tutaj między innymi klasyk WWO, ale i piosenkę rockowego zespołu Wilki, Matheo dokłada kilka remiksów. Problem jednak w tym, że na pomyśle i chęciach się skończyło. „Czekając na Sobotę” to mixtape, o którym napisać można niewiele dobrego. Refreny, kilka bitów autorstwa Matheo – tyle. Jak widzicie lista pozytywów nie jest zbyt imponująca. Czym zraża mixtape? Przede wszystkim słabymi rymami. Zarówno gospodarz, jak i goście rapują tak, jakby teksty pisane były na kolanie na pięć minut przed wejściem do kabiny, a wszystkie zwrotki nagrywano na raz, bez korekty słabszych wersji. Rena, Wini, Popek i Bosski Roman są tak tragiczni, że człowiek naprawdę ma ochotę zapisać się do facebookowej społeczności promującej ideę delegalizacji polskiego hip-hopu. Prostota ich wykonania równa się w tym przypadku z prymitywnością i brakiem talentu. Aż żal Mathea, który kilka ciekawych podkładów zwyczajnie oddał tutaj na straty. (MAK)

Sobota „Sobota”
(2015; StoProcent Records)
Szczeciński raper ma swoja wizję i realizuje ją z płyty na płytę. Jeśli mixtape „Czekając na Sobotę” był tylko przystawką do dania głównego, tak „Sobota” jest już pełnoprawnym materiałem, o którym można napisać nieco więcej pozytywnych rzeczy. Sobota co prawda dalej kontynuuje rozrywkowy charakter nagrań, wpisując się tym samym w dzisiejszą wizję rapu. Jest auto-tune, śpiewane refreny, klubowe dźwięki, melodie ocierające się o pop i disco. Wszystko to odwołuje się do amerykańskich trendów, które przecież od zawsze wyznaczały drogę dla hip-hopowców z Europy. Zgodnie z modą zza oceanu Sobota nie bał się na jednej płycie umieścić obok siebie imprezowych hitów („Chciałbyś…”), poważniejszych numerów (nagrany z dedykacją dla syna „Ty już nie jesteś sam”) i kawałków zainspirowanych rockiem („Gwiazda rocka”) oraz bluesem („Bandycki raj”). Nie wszystko oczywiście zostaje dopięte na tak zwany ostatni guzik. Płyta na pewno nie okazuje się idealną i godną zapamiętania na długi czas. To album wypełniony chwytliwymi numerami, które dobrze sprawdzą się na koncertach i trafią do niewymagającego zbyt wiele słuchacza. Cóż, taki rynek zbytu również trzeba zapełnić. (MAK)

Bednarek „Oddycham”
(2015; Lou & Rocked Boys)
Najnowsza płyta Kamila Bednarka, głównej gwiazdy tegorocznych Juwenaliów Tarnowskich, nie daje tyle satysfakcji, co jej poprzedniczka. I nawet jeśli „Jestem…” było krytykowane za przeróbkę piosenki Marka Grechuty, to reszta piosenek potwierdzała, że zjawisko Bernarkomanii po sukcesie zespołu StarGuardMuffin nie było tylko wynikiem prężnie działającej promocji medialnej. „Oddycham” pokazało jednak mankamenty, które trudno przemilczeć. Większość utworów jest zwyczajnie przekombinowana. Ilość różnych ozdobników – klawiszy, smyczków, trąbek i saksofonów – przytłacza i nadaje uczucie przesytu. Słuchacz nie ma gdzie przed tym uciec, czuje się jak osaczony zwierz, na którego zastawiono zasadzkę. Plastikowe brzmienie nie trafi do fanów muzyki reggae, którą w teorii Bednarek reprezentuje. Używam zwrotu „w teorii” ponieważ „Oddycham” w praktyce z Jamajką ma niewiele wspólnego. Rootsowe dźwięki to tylko źródło, od którego postanowiono wyjść. Później muzyczna droga zaprowadziła twórców w las, w którym ci zwyczajnie się zgubili. (MAK)

StarGuardMuffin „Jamaican Trip”
(2011; Lou & Rocked Boys)
Płyta, a raczej EP-ka, to pięć piosenek, które osiągną komercyjny sukces, bo są już na to skazane. Daje się to odczuć. Płyta nie ma stylowego kręgosłupa i nie niesie ze sobą wartościowego przekazu. Stylistycznie bardzo przypomina mi poprzednie wydawnictwo – „Szanuj”. Porównań zresztą nie można uniknąć, ponieważ sprawne ucho od razu wychwyci użyte tu ozdobniki wokalne i sposób zgrania zespołu. W powietrzu unosi się wręcz dym manufaktury przebojów. – Nagrajmy coś! Nie traćmy czasu! Przecież to i tak się sprzeda! – zdaje się krzyczeć album. [Cała recenzja]. (Daniel Tworski)

About Mateusz "Axun" Kołodziej

tarnowianin, nauczyciel języka polskiego, autor książki „Utwór muzyczny jako środek dydaktyczny na lekcji języka polskiego”, bloger muzyczny, fan koszykówki, żużla i prozy Jerzego Pilcha.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d bloggers like this: