AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Relacja: Muzyczne zakończenie 30. TNF (30.04.2016 r., Tarnów)

Trzydziesta edycja Tarnowskiej Nagrody Filmowej dobiegła końca. W sobotę 30 kwietnia podczas uroczystej gali poznaliśmy jej laureatów. Wydarzenie zwieńczył koncert muzyki filmowej.

Mariusz Włodarski (producent filmowy) i Magnus von Horn (reżyser filmu „Intruz”) – główni triumfatorzy 30. TNF (foto: Artur Gawle/materiały prasowe Tarnowskiej Nagrody Filmowej)

Trzydziesta edycja Tarnowskiej Nagrody Filmowej za nami. Tydzień projekcji, spotkań z autorami, wystaw, warsztatów oraz koncertów minął w tempie iście ekspresowym. Multum atrakcji, bogaty program i lista ciekawych tytułów wyświetlanych w miejscowym kinie Marzenie nie pozwoliły nudzi się tym, którzy cenią sobie dziesiątą muzę w polskim wydaniu. Sobota 30 kwietnia była dniem prawdy dla twórców, których dzieła stanęły do rywalizacji w tegorocznym festiwalu. Podczas uroczystej gali, która ponownie odbyła się na Rynku, przyznano nagrody od Jury Dziecięcego (bajka „Mały Rycerz”), Jury Młodzieżowego (Magnus von Horn za film „Intruz”) i Jury Profesjonalnego (nagroda specjalna dla Michała Rogalskiego za film „Letnie przesilenie” oraz Grand Prix dla von Horna za „Intruza”). Nagrodę Publiczności otrzymały „Moje córki krowy” w reżyserii Kingi Dębskiej. Laur za całokształt twórczości wręczono Witoldowi Sobocińskiemu. Więcej informacji o wyróżnionych oraz uzasadnienia wyborów przeczytać można na oficjalniej stronie TNF.

Fragment plakatu koncertu galowego 30. TNF (foto: materiały prasowe Tarnowskiej Nagrody Filmowej)

Po części oficjalnej przyszedł czas na to, co – przynajmniej mnie – interesowało najbardziej: koncert orkiestry Sinfonia Viva pod dyrekcją Tomasza Radziwonowicza. Muzycy zaprezentowali wybrane filmowe kompozycje Waldemara Kazaneckiego, które stanowiły oś całego wydarzenia. Pojawiły się między innymi dobrze znane walce z „Nocy i dni” oraz główny motyw z serialu „Dom”. Na utworach Kazaneckiego jednak nie poprzestano. Fragment ścieżki dźwiękowej do kultowego „Noża w wodzie” skomponowanej przez równie kultowego Krzysztofa Komedę oraz muzyka do filmu „Ogniem i mieczem” autorstwa Krzesimira Dębskiego to tylko pojedyncze przykłady jakie dane było usłyszeć zgromadzonej publice. Publice, którą nazwać trzeba wytrwałą. Zniechęcać do uczestnictwa w koncercie mogło przede wszystkim przenikliwe zimno, które dokuczało przede wszystkim tym, którzy nie zdążyli zająć miejsc pod zadaszoną i osłoniętą po bokach częścią rynkowej płyty. Chociaż i tutaj wiatr dawał mocno się we znaki. Wiem, co piszę – siedziałem w trzecim rzędzie i zmarzłem jak jeszcze nigdy w kwietniu. Na szczęście organizatorzy zadbali o dmuchawy z ciepłym powietrzem, które częściowo (głównie z tyłu) niwelowały uczucie chłodu. Serwowana była również gorąca herbata. Niemniej konsekwencja tych, którzy pozostali do samego końca jest naprawdę godna pochwały, ale nie można się też zbytnio dziwić – muzyka na najwyższym poziomie była tutaj mocnym argumentem za pozostaniem na Rynku. Zresztą liczne brawa pełniły tym razem dwojaką funkcję: podstawową, czyli wyrażającą aprobatę i pochwałę dla wykonawców, oraz dodatkową, pozwalającą rozgrzać lekko zgrabiałe dłonie. Szacunek należy oddać również orkiestrze, która pomimo ciepłego nawiewu na scenie także musiała odczuwać panujący chłód, co mogło wpłynąć na jakość granych przez nią melodii. Od razu odpowiadam na ewentualne pytania: całość wypadła świetnie, Sinfonia Viva zagrała ładny koncert, który z pewnością docenią fani muzyki filmowej w wykonaniu symfonicznym.

Rynek miejski nie jest może miejscem bardzo popularnym dla tego typu koncertów. Ten tarnowski zdecydowanie częściej gości wykonawców bluesowych, rockowych i popowych. Być może pojawienie się orkiestry nie przez wszystkich zostało przyjęte z aprobatą, ja jednak będę bronił idei corocznej plenerowej gali festiwalu filmowego i wieńczącego ją koncertu symfonicznego. Wydarzenie to ma bowiem swój urok i już na stałe wpisało się w tutejszy krajobraz. Kultura wyższa opuszczając filharmonię i wychodząc do ludzi pokazuje, że na takie dźwięki istnieje zapotrzebowanie również ze strony tak zwanego szarego Kowalskiego. Nie wszyscy przecież muszą kochać jazz, rap lub disco polo, prawda? (MAK)

Początek koncertu „Kazanecki” (zdjęcie wykonane telefonem – wybaczcie jakość)

About Mateusz "Axun" Kołodziej

tarnowianin, nauczyciel języka polskiego, autor książki „Utwór muzyczny jako środek dydaktyczny na lekcji języka polskiego”, bloger muzyczny, fan koszykówki, żużla i prozy Jerzego Pilcha.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d bloggers like this: