AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Dziesięć najlepszych płyt z Ziemią na okładce

Wpis z tych, które wytłumaczyć można jedynie dziwactwem i kartką z kalendarza.

Od dawna w mojej głowie rodził się chory pomysł (nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu) publikowania co jakiś czas wpisów, w których prezentowałbym najlepsze płyty z konkretnym motywem na okładce. Zadanie z tych, które tylko z pozoru wydają się banalne (spróbujcie sami, a zrozumiecie o co mi chodzi). Niemniej w lutym, w Światowy Dzień Kota, na blogu pojawiła się lista dziesięciu najlepszych płyt z kotem na okładce. Zaskoczył mnie pozytywny odzew ze strony czytelników. Kilka osób udostępniło wpis w mediach społecznościowych, ktoś inny napisał prywatną wiadomość, w której dzielił się swoimi spostrzeżeniami na temat listy. Reakcja spowodowała, że pomysł postanowiłem kontynuować, przy jednoczesnym braku działania na siłę. Stwierdziłem, że takie zestawienia będą powstawały, ale tylko przy konkretnej okazji. Dzisiaj, 22 kwietnia, takowa się nadarzyła. Jest nią Dzień Ziemi. Z tej okazji mam dla Was dziesięć najlepszych (moim zdaniem) płyt z motywem naszej planety na okładce.

1. Public Enemy „Fear Of A Black Planet” (1990; Def Jam Recordings)
Być może nie zgadzam się ze wszystkim, co mają nam do przekazania raperzy z Public Enemy, jednak doceniam to, w jaki sposób próbują przekonać mnie, słuchacza, o swoich racjach. Agresywna nawijka, podbijane tempo, ale i ironiczne podejście do niektórych tematów (na przykład „911 Is A Joke”). Sporo dobrego powiedzieć można również o muzycznej stronie albumu. Niesamowity groove, brzmienie nawiązujące do funku, dubu i reggae, a do tego wszystkiego wykorzystanych sporo sampli z utworów przeróżnych wykonawców – od Beatlesów, przez Roya Ayersa i George’a Clintona, aż po The Commodores. Oddanym fanem Public Enemy nigdy nie byłem, ale wśród wszystkich płyt nowojorskiej grupy „Fear Of A Black Planet” doceniam najbardziej.

2. Jean Michel Jarre „Oxygène” (1976; Disques Motors)
Być może dla kogoś będzie to zaskoczenie, ale Jean Michel Jarre wciąż żyje i ma się całkiem dobrze. „Oxygène”, czyli swój trzeci album, nagrał nie mając nawet trzydziestu lat. Płyta, której dobrego wyniku nikt na początku nie przewidywał, koniec końców okazała się jednym z najważniejszych tytułów w historii muzyki elektronicznej. Krążek zapewnił Jarre’owi status międzynarodowej gwiazdy i okazał się jego pierwszym komercyjnym sukcesem. Domowa sesja nagraniowa, w której producent wykorzystał syntezatory, różnego rodzaju sprzęt komputerowy i instrumenty elektroniczne, dała efekt w postaci ponadczasowej mieszanki ambientu, chilloutu i brzmienia new age.

3. Coldplay „Parachutes” (2000; Parlophone)
Aż trudno uwierzyć, że od fonograficznego debiutu zespołu Coldplay minie w tym roku szesnaście lat. Trudno również uwierzyć w to, że brytyjska formacja tak zmieniła się na przestrzeni tych lat. Płyta „Parachutes” wydaje się dzisiaj dziesięć razy lepszym materiałem od tego, co mieliśmy okazję usłyszeć na wydanym w 2015 roku albumie „A Head Full Of Dreams”. Pierwsza pozycja w dyskografii Anglików to zestaw dziesięciu utworów opartych na nieprzekombinowanych melodiach, w dużej mierze akustycznych i spokojnych dźwiękach. Głównym atutem płyty wydaje się jego jednolitość i niebywale równy poziom (zresztą na kilku późniejszych krążkach Coldplay była to cecha dominująca), co przekłada się na niemożliwość dokonania wyboru najlepszej piosenki na niej zawartej. Gdyby ktoś miał wątpliwości i uważał, że na okładce pojawia się Mars, spieszę z wyjaśnieniem i cytuję Wikipedię, która z kolei powołuje się na zwartość książeczki dołączonej do płyty: „The album’s cover features a photograph of a globe taken with a disposable Kodak camera”.

4. Prince „Planet Earth” (2007; NPG Records)
Nie jest to na pewno najlepsza płyta w dorobku Prince’a. Materiałowi brak jest tego niebywałego dynamitu i energii, jakie odczuwalne są na innych albumach artysty. Wydaje się, jakby podczas sesji nagraniowej Prince przestał poszukiwać nowych rozwiązań, a stanął w miejscu. Jednocześnie przy tym wszystkim zaznaczyć trzeba, że takich utworów jak „Future Baby Mama”, „Chelsea Rodgers” i „The One U Wanna C” nie powstydziłby się żaden inny funkowo-soulowy muzyk. Bo Prince jest, to znaczy był (wpis przygotowałem kilka dni przed śmiercią wokalisty – przyp. MAK) mistrzem w swoim fachu i nawet będąc w słabszej formie, potrafił “wywindować” swoje nagrania na odpowiedni poziom – jak nie w sposób czysto muzyczny, to na pewno marketingowy. Dodatkowy plus za efekt wizualny na okładce.

5. Rainbow „Down To Earth” (1979; Polydor Records)
Sam jestem zaskoczony, że taka płyta, jak „Down To Earth”, pojawia się w tym zestawieniu i to na tak wysokiej pozycji. Dziwić można się przede wszystkim dlatego, że hard rock i heavy metal nie należą do moich ulubionych gatunków muzycznych. Grupa Rainbow jest jednak tak zwanym wyjątkiem potwierdzającym regułę. Brytyjczycy zaskarbili sobie mój szacunek przede wszystkim wielkim hitem „Since You Been Gone”. Utwór ten znajdziemy właśnie na płycie z 1979 roku. Co ciekawe, „Down To Earth” to materiał nagrany po rozstaniu z Ronniem Jamesem Dio, którego na pozycji wokalisty zastąpił – jak się okazało tylko na tej płycie – Graham Bonnet. Zresztą częste zmiany w składzie (nie tylko wokalistów) sprawiły, że grupa nie wykorzystała w pełni potencjału, jaki w niej tkwił.

6. Energetics „Come Down To Earth” (1976; Atlantic Records)
Na tej płycie jest wszystko to, czego poszukują fani muzyki disco z lat 70. i 80. – taneczny rytm, niesamowity groove, bujające brzmienie, duszna atmosfera, świetne hi-haty, soulowy wokal, funkowa elektronika i syntezatory. A do tego element, który interesuje mnie dzisiaj najbardziej, czyli nasza planeta na okładce. Grupa Energetics, której liderami byli bracia Holland (Edward Junior i Brian) w latach 70. wydała kilka singli i okres ten zwieńczyła publikacją albumu „Come Down To Earth”, na tym kończąc działalność pod wspólnym szyldem. W historii muzyki disco na stałe zapisał się jednak utwór tytułowy pochodzący z płyty z 1979 roku, a jak widać po dzisiejszym wpisie, ktoś jeszcze o nich pamięta.

7. Gabriel Bondage „Another Trip To Earth” (1977; Dharma Records)
Progresywny i symfoniczny rock ze Stanów Zjednoczonych końca lat 70. ubiegłego wieku. Zawartość płyty idealnie oddaje klimat jej okładki. Swoista ścieżka dźwiękowa dla podróży międzyplanetarnej. Ciekawostka: w zespole występowali panowie o polsko brzmiących nazwiskach: Bill Wisniewski, Lawrence J. Biernacki i Ken Sajdak (pisane również jako Saydak). Nikogo jednak nie powinno to dziwić – zespół Gabriel Bondage związany był z Chicago i jego okolicami, a jak wiadomo Polonia na tym terenie nie należy do rzadkości.

8. Rare Earth „One World” (1971; Rare Earth Records)
Przygotowując się do stworzenia tej listy dowiedziałem się, do jak wiele zmian personalnych na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat doszło w składzie zespołu Rare Earth. Nigdy specjalnie się tym nie interesowałem, stąd pewnie małe zaskoczenie. Ale ja nie o tym przecież miałem… „One World” to czwarty studyjny album amerykańskiej grupy, która w swojej twórczości miesza klasyczne rockowe brzmienie z bluesem. Płyta wydana w 1971 roku nie była co prawda największym komercyjnym sukcesem Rare Earth (28. miejsce na liście Billboard Top 200), jednak po zapoznaniu się z większością dyskografii zespołu z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że jej brzmienie jest mi najbliższe. Kilka lat po premierze materiału „One Earht” formacja wydała inny album z Ziemią na okładce. Płyta nosi tytuł „Back To Earth” i jej warstwa muzyczna wzbogacona została o saksofony. Ich użycie momentami wydaje się jednak trochę nieporadne, dlatego też na mojej liście uwzględniłem wcześniejszy krążek panów z Detroit.

9. D12 „D12 World” (2004; Shady Records)
Grupa D12 niemal zawsze była traktowana jako coś, co karierze Eminema było zupełnie niepotrzebne. Bo jak tutaj nie błyszczeć na tle przeciętnych kolegów, z których niemal tylko Proof (zresztą już nieżyjący) mógł z powodzeniem rywalizować o miano lidera formacji? „D12 World” to drugi i jak do tej pory ostatni studyjny materiał raperów. 2004 rok to czas prosperity białego emcee. Niejako na fali sukcesów Mathersa panowie postanowili nagrać album, który miał być chwytliwy, celujący w gusta szerokiego i niewymagającego rapowego odbiorcy. Udało się w stu procentach, dzięki czemu „D12 World” nawet w połowie nie jest tak ciekawym krążkiem jak wydany kilka lat wcześniej „Devil’s Night”.

10. Gwar „This Toilet Earth” (1994; Priority Records/Metal Blade Records)
Starajmy się robić wszystko, aby trzecia planeta od Słońca nie była toaletą, jak w tytule płyty zespołu Gwar. Amerykańscy przedstawiciele sceny heavy metalowej zadbali o to, aby na albumie „This Toilet Earth” było szybko, agresywnie, a muzyka wywoływała jednocześnie napięcie mięśni i chęć trzepania piórami. Być może nie jestem ekspertem w tym gatunku, ale kilka utworów z tego krążka z pewnością zasługuje na uwagę nawet takich metalowych laików jak ja. Dodatkowo warto wspomnieć o małym skandalu, jaki towarzyszył premierze albumu. Ze względu na zbyt wulgarne ujecie niektórych tematów (chodzi konkretnie o to, co usłyszeć możemy w utworze „B.D.F.”), wytwórnia próbowała ingerować w tracklistę i zawartość płyty. Ostatecznie niechciany numer znalazł się na albumie, dzięki czemu każdy może obcować teraz z tekstem zahaczającym o wątki pedofilii, nekrofilii i innych przejawów seksualnych dewiacji. Taka lekka i przyjemna muzyka do posłuchania przy porannej kawie i toście. Jakieś inne pomysły na płyty, których okładki zdobi zamieszkiwana przez nas planeta? (MAK)

About Mateusz "Axun" Kołodziej

tarnowianin, nauczyciel języka polskiego, autor książki „Utwór muzyczny jako środek dydaktyczny na lekcji języka polskiego”, bloger muzyczny, fan koszykówki, żużla i prozy Jerzego Pilcha.

One comment on “Dziesięć najlepszych płyt z Ziemią na okładce

  1. Martinho
    2016-04-22

    Powiem krótko… We Don’t Need to Whisper tu brakuje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d bloggers like this: