AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #315: „Love Letter For Fire”, „Gentle Vex EP”, „Jazz For Idiots”

W 315. odsłonie cyklu Krótka piłka zapraszam do sprawdzenia opinii o trzech płytowych nowościach: „Love Letter For Fire”, „Gentle Vax EP” i „Jazz For Idiots”.

Gentle Vex „Gentle Vex EP”
(2016; wydanie własne)
O Belgii mówi się w ostatnim czasie całkiem sporo, ale nie w kontekście muzyki. Nie mam jednak zamiaru dokładać cegiełki i poruszać tematu wiadomych zamachów, wolę pozostać w dziedzinie mi bliższej. Okazją ku temu jest debiutancki epka zespołu Gentle Vex. Trafiłem na nią przypadkowo przeszukując serwis Bandcamp, a skusiła mnie… okładka. Sami przyznacie – prosta, ale skupiająca uwagę. A skoro już kliknąłem w grafikę, to w kolejnym ruchu myszki wypadało wcisnąć przycisk play. „Gentle Vex EP” to tylko trzy piosenki. Tylko, ale za to wszystkie autorskie, za co należy się plus. W kwestii muzycznej płyta utrzymana jest w popularnej stylistyce indie – rocka oraz popu. Żaden z utworów nie powala na kolana, jednocześnie nie przymuszając do wyłączenia. Chyba największym zarzutem będzie jednak fakt, że już w połowie pierwszego numeru, przestajemy zwracać uwagę na to, czego słuchamy. Po chwili orientujemy się, że coś leci w tle, ale co… Aha, Gentle Vex. Tylko skąd oni są?

Sam Beam & Jesca Hoop „Love Letter For Fire”
(2016; Sub Pop)
Pomysł na nagranie płyty w duecie to żadna nowość, tym bardziej, jeśli obie części muzycznej układanki poruszają się w podobnej stylistyce. Brzmi może mało zachęcająco, jednak efekt współpracy Sama Beama (kojarzonego z projektem Iron & Wine) z wokalistką Jescą Hoope wart jest czterdziestu minut waszego życia. Być może niewiele tu innowacji, które ustąpiły miejsca dobrze rozpoznawalnym dźwiękom, ale ich odpowiednie zestawienie daje miły dla ucha i spokojny materiał, którego posłuchać powinni przede wszystkim fani akustycznego grania spod znaku muzyki folk (a raczej tego, co dzisiaj rozumiemy pod tym terminem, bo z faktycznym folkiem niewiele ma to przecież wspólnego, prawda?) oraz indie. Na krążku znajdziemy trzynaście utworów o najbardziej popularnej tematyce, czyli miłości i relacjach międzyludzkich. Siłą tej płyty jest to, że następujące po sobie piosenki płynnie przechodzą jedna w drugą. Uprzedzam ewentualny zarzut o nudę: nic z tego – utwory, chociaż podobne do siebie (w głównej mierze oparte o gitarę i ciepły kobiecy wokal), posiadają odmienne tempo lub pomysł kompozycyjny. Elementem spajającym jest harmonia panująca pomiędzy Hoope a Beamem, która staje się najważniejszym, prowadzącym do sukcesu czynnikiem.

Maciej Maleńczuk „Jazz For Idiots”
(2016; Sony Music)
Maciej Maleńczuk ponoć nauczył się grać na saksofonie i zapragnął zostać jazzmanem. Nagrał więc płytę zatytułowaną „Jazz For Idiots”. Zagwozdka pojawia się w momencie, kiedy posłuchamy całego albumu i zadamy sobie pytanie: jeśli ta płyta mi się podoba, a jest jazzem dla idiotów, to jestem idiotą? A może jest zupełnie odwrotnie i wpadamy w pułapkę? Może jazz, którego jak powszechnie wiadomo nikt nie kuma, jest muzyką rozumianą przez tych, których ogół lubi nazywać idiotami? Jedna wielka niewiadoma, ale ta płyta taka trochę jest: niby oparta o gatunkowe wzorce, jednak słaba w większości elementów. Taki substytut, tańszy zamiennik drogiego leku proponowany w aptece przez panią magister. Sekcja rytmiczna (Andrzej Laskowski – bas, Tobias Haas – perkusja) niby trzyma rytm, ale nie jest to też nic nadzwyczajnego. Klawisze (Darek Tarczewski) wybrzmiewają we właściwych momentach, jednocześnie sprawiając wrażenie zbędnych. Podobnie trąbka (Przemek Sokół). Saksofon, na którym gra lider, próbuje naśladować improwizacyjne tony, ale ci, którzy mieli okazję słyszeć – czy to na płycie, czy też na żywo – lepszych adeptów tego instrumentu, od razu wyczują różnicę dzielącą Maleńczuka od tamtego poziomu. Od strony jazzowej – niezbyt interesująca propozycja, marketingowo – z pewnością sukces. Szum został osiągnięty. Ale w tym wszystkim trzeba pamiętać o jednym: to Maciej Maleńczuk – człowiek, który już nie raz pokazywał, że jego twórczości nie warto brać zawsze na poważnie. (MAK)

Reklamy

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d blogerów lubi to: