AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Gold Song #311: „Hejira”

Ostatnio było dyskotekowo, natomiast dzisiaj posłuchamy bardziej stonowanej piosenki.

Okładka płyty „Hejira”

Często mam tak, że muzyka, jakiej słucham w danym okresie, zależy od pogody, pory roku lub nastroju. Myślę, że nie odkrywam żadnej Ameryki – wiele osób robi podobnie. Oprócz nowości, po które sięgam regularnie, w moim odtwarzaczu pojawiają się również tytuły starsze, które dobrze znam i wiem, w jakie dni powinny stanowić soundtrack mojego życia. Pogoda – przynajmniej w moim rodzinnym Tarnowie – od kilku dni nie rozpieszcza. Mgły, mżawki, zgniłe powietrze, wszechogarniająca melancholia. Płyt na taką aurę znalazłoby się kilka. Ja wybrałem album „Hejira” Joni Mitchell, który z małymi przerwami kręci się od wczoraj.

Wydany w 1976 roku krążek jest ósmym solowym materiałem w dorobku kanadyjskiej artystki. Jego tytuł odwołuje się do arabskich wierzeń i istotnej dla muzułmanów wędrówki proroka Mahometa z Mekki do Medyny. Nic więc dziwnego, że to bliskowschodnie odwołanie prowadzi do wniosku, że „Hejira” to tak zwany album drogi – inspirowany, a może i częściowo powstały podczas podróży, jakie w latach 1975-76 zafundowała sobie Mitchell. Nie były to jednak żadne wojaże do miejsc zaprezentowanych na stronach kolorowych turystycznych katalogów, a wyprawy – nazwijmy to – których celem było zbieranie życiowych doświadczeń. I tak wokalistka pod koniec 1975 roku wciągała kokę z Bobem Dylanem, by później przejechać Stany Zjednoczone z zachodu na wschód w towarzystwie dwóch dżentelmenów, z których jeden stał się inspiracją dla kilku piosenek, jakie znalazły się na wspomnianym już dzisiaj albumie. A jakby tego wszystkiego było mało, w drogę powrotną do Kalifornii artystka udała się przez… Florydę, zahaczając przy okazji o Zatokę Meksykańską. Był to powrót iście szalony, bowiem Mitchell cały czas prowadziła bez prawa jazdy. Jak jednak zauważyli wcześniej mądrzejsi ode mnie, płyta „Hejira” jest nie tylko muzycznym dziennikiem tego okresu, ale także odbiciem duchowej strony Mitchell i jej uczuciowej drogi, jaką przebyła w tamtym czasie. Podróż – także ta metaforyczna – zakończyła się dla niej całkiem udanie. W efekcie powstał wyjątkowy album, którym Kanadyjka odbiła od mainstreamowych salonów na rzecz mniej popularnych jazzowych klubów. Praca nad krążkiem była również okazją do spotkania z basistą Jaco Pastoriusem, co przerodziło się w bliższe relacje – nie tylko muzyczne. Związany w późniejszych latach z kultową formacją Weather Report, gitarzysta na basie gra gościnnie w czterech utworach. Wśród nich największą popularnością – z pewnością ze względu na status singla – cieszył się numer otwierający płytę, „Coyote”. Do 311. odsłony cyklu Gold Song postanowiłem wybrać jednak inną kompozycję, w której również słychać instrument nieżyjącego już Amerykanina. Stawiam konkretnie na utwór tytułowy, który w moim odczuciu jest idealną wizytówką całego materiału. Przekonajcie się o tym zresztą sami, słuchając nie tylko piosenki „Hejira”, ale całej płyty z 1976 roku. (MAK)

About Mateusz "Axun" Kołodziej

tarnowianin, nauczyciel języka polskiego, autor książki „Utwór muzyczny jako środek dydaktyczny na lekcji języka polskiego”, bloger muzyczny, fan koszykówki, żużla i prozy Jerzego Pilcha.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2016-04-11 by in Posłuchaj and tagged , , , , , .

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d bloggers like this: