AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Dziesięć najlepszych płyt z kotem na okładce

17 lutego obchodzimy Światowy Dzień Kota. Z tej okazji przygotowałem (mocno subiektywne) zestawienie dziesięciu najlepszych płyt zawierających kocie motywy na okładkach.

1. Jerry Garcia Band „Cats Under The Stars” (1978; Arista Records)
Czwarta autorska płyta w dorobku Jerry’ego Garcii, ale pierwsza sygnowana nazwą jego imiennego bandu. Wokalista i gitarzysta Grateful Dead na krążku z 1978 roku sięga nie tylko po rockowe i folkowe brzmienia, ale także gospel („Down Home”) i egzotyczne melodie rodem z Karaibów („Love In The Afternoon”). Lirycznie płyta stanowi popis Garcii i Roberta Huntera, którzy w tekstach piosenek czerpią ze źródeł biblijnych, mitologicznych i staroangielskich. Momentami można odczuć, że „Cats Under The Stars” kopiuje stylistykę Boba Dylana, ale to w końcu lata 70., kto wtedy nie był pod wpływem Roberta A. Zimmermana?

2. Gil Scott-Heron & Brian Jackson „Secrets” (1978; Arista Records)
Nie wiem co ludzie odpowiedzialni w labelu Arista mieli w głowie w 1978 roku, ale jedne z najlepszych płyt w ich katalogu z tamtych dwunastu miesięcy posiadają motyw kota na okładce. Nie chcę wnikać w kwestie społeczne i psychologiczne, ale temat jest na pewno wart uwagi. A co od strony muzyczne? Album „Secrets”, który dzisiaj nie jest uznawany za jeden z lepszych elementów dyskografii Gila Scotta-Herona (a szkoda!), to duszny funk, soulowa delikatność i rhythm and bluesowa energia. Brian Jackson dokonuje tutaj kilku ponadczasowych rzeczy, jak chociażby solo na flecie w utworze „Three Miles Down”. Tekstowo Scott-Heron stawia na protest songi. Polityka, walka rasowa (wokalista w tamtym czasie zaangażowany był w działalność Czarnych Panter) i społeczna to tylko niektóre z wątków, jakie pojawiają się na płycie. Przyznać trzeba, że to najlepszy pod tym względem materiał w dorobku urodzonego w Chicago artysty.

3. Rita Coolidge „Fall Into Spring” (1974; A&M Records)
Co prawda najlepszy okres w karierze Rity Coolidge nastąpił po premierze płyty „Anytime … Anywhere” (1977), jednak stawianie fundamentów pod późniejszy sukces rozpoczął się kilka lat wcześniej. Duża w tym zasługa trzeciego krążka wokalistki („The Lady’s Not for Sale”, 1972), który dostał się do pierwszej setki notowania Billboardu. Materiał ten wydaje mi się bardzo tożsamy z piosenkami, jakie umieszczone zostały na „Fall Into Spring” – spokojnym, popowo-folkowym albumie zawierającym przepiękne ballady „We Had It All” i „The Burden Of Freedom” oraz cover „Desperados Waiting For A Train”. Zwróćcie uwagę na to, że to trzecia płyta z lat 70. z kocią okładką. Nie wiem jak odbija się to na popularności tych zwierząt w USA w tamtej dekadzie, jednak na pewno jest to dość interesujące zjawisko.

4. Mike Stern „Who Let The Cats Out?” (2006; Heads Up International)
Pamiętacie utwór „Who Let The Dogs Out?” będący największym hitem w dorobku zespołu Baha Men? Amerykański jazzman Mike Stern w 2006 roku postanowił nieco ironicznie odnieść się do wspomnianego kawałka i jego tytuł przerobił na bardziej koci. A że w kulturze jazzowej kotami nazywani byli kiedyś muzycy grający podczas nocnych jam sessions, przeróbka taka okazuje bardzo na miejscu. Zaprezentowanych tutaj jedenaście utworów utrzymanych w stylistyce fusion nie wychodzi daleko od głównej osi twórczej Sterna. W swoim dorobku gitarzysta na pewno ma kilka lepszych płyt, ale tylko jedną tak dobrą z kocim motywem na okładce.

5. Blink „Cheshire Cat” (1994; Cargo Music)
Sporo osób pewnie się nie zgodzi, ale według mnie to najlepsza płyta grupy Blink. To na debiutanckim krążku ekipa z Kalifornii zagrała tak, jak lubię. Szesnaście w większości nieprzekraczających dwóch minut utworów to mikstura szybkiego tempa, ekspresyjnej perkusji, trzymającej rytm gitary basowej i punk rockowego deskorolkowego klimatu. Tutaj Blink-182 grają bez tej całej komercyjnej otoczki, która pojawiła się po odniesieniu sukcesu. Chciałbym, aby kiedyś Travis Barker (który dołączył do grupy kilka lat po premierze „Cheshire Cat”, a dzisiaj uznawany jest za lidera zespołu) i jego koledzy wrócili – nie tylko myślami – do tego materiału. Koci tytuł płyty nawiązuje do postaci z książki Lewisa Carrolla „Alicja w krainie czarów”.

6. Joni Mitchell „Taming The Tiger” (1998; Reprise Records)
Płyty Joni Mitchell mają ten specyficzny klimat, który nieodłącznie kojarzy mi się z kotami. Balladowy styl, spokój, emanowanie emocjami i melancholią. Wszystko to współgra z opcją głaskania sierściucha w trakcie słuchania. Podobnie jest z „Taming The Tiger”. Zarówno od strony muzycznej, jak i tekstowej, płyta z 1998 roku nie jest żadnym novum w twórczości Mitchell. Psychodelia wymieszana z jazzowymi akcentami (trąbka) i folkowymi odwołaniami (akustyczna gitara). Wszystko to w połączeniu z charakterystycznym głosem Mitchell i jej standardową tematyką piosenek daje efekt końcowy w postaci płyty z jedenastoma dojrzałymi piosenkami przy których bliżej będzie nam do smutku niż radości. Ale takie płyty też są potrzebne.

7. Evidence „Cats & Dogs” (2011; Rhymesayers)
Drugi solowy krążek urodzonego w Los Angeles rapera był jednym z ważniejszych wydarzeń 2011 roku jeśli chodzi o hip-hop. Singlowe „To Be Continued…” i „You” na podkładzie od didżeja Premiera miały dość dobre przyjęcie, co przełożyło się na duże zainteresowanie całym materiałem tuż po jego premierze. W sumie „Cats & Dogs” to kilkanaście numerów, które ukazują dobrą rymotwórczą formę Evidence’a wspartego przez armię gości. Do studia zaproszonych zostało naprawdę dużo osób, co w pierwszym momencie odebrałem negatywnie. Na szczęście słuchacze nie mają do czynienia z przesytem, a Raekwon, Aloe Blacc czy Prodigy nie stanowią tła dla gospodarza, ale jego pełnoprawne uzupełnienie.

8. Roxigénio „Roxigénio” (1980; A. Fonseca Guimarães)
Portugalski hard rock? Nie będę ukrywał, że w tych mocniejszych gitarowych brzmieniach mam dużo do nadrobienia, jednak ten mniejszy kraj leżący na Półwyspie Iberyjskim nigdy nie kojarzył się mi z taką stylistyką. Niemniej także i tam znaleźli się entuzjaści hard rocka. Według internetowych źródeł w pierwszej połowie lat 80. Roxigénio wydali trzy płyty, a ta z kotem ona okładce to ich debiutancki materiał. Płyta utrzymana jest w dość schematycznym hard rockowym tonie ze znacznymi wpływami bluesa. Największym mankamentem wydają się być teksty śpiewane w języku angielskim z dominacją iberyjskiego akcentu. Z drugiej strony nadaje to utworem swoistego charakteru i uroku. Wydaje mi się, że to dość mocno niedoceniana płyta. Oczywiście panowie z Roxigénio historii muzyki rockowej nie zmienili, jednak zasługują na nieco więcej niż krajową pamięć.

9. Klaxons „Surfing The Void” (2010; Polydor Records)
Gdybym miał wybrać najlepszą kocią okładkę, projekt zdobiący „Surfing The Void” byłby bardzo blisko pierwszego miejsca. Pod uwagę biorę dzisiaj jednak zawartość płyty, a w tym wypadku zespół Klaxons uznać musiał wyższość kilku innych przedstawicieli z muzycznej branży. Na szczęście na pierwszą dziesiątkę wystarczyło. Wydany w 2010 roku album nie zebrał wielu pochlebnych recenzji. Przeważały zazwyczaj opinie, w których powtarzały się zarzuty mówiące o braku spójności, przekombinowaniu i niedopracowaniu piosenek od strony technicznej. OK, wydany trzy lata wcześniej debiutancki krążek Brytyjczyków, „Myths of the Near Future”, poprzeczkę zawiesił dość wysoko. Nie zgadzam się jednak z twierdzeniem, że „Surfing The Void” to zła płyta. To noise rock, tu musi być głośno, ze sprzężeniami, hałasem i brudem – zarówno w liryce, jak i muzyce.

10. Disclosure „Caracal” (2015; PMR/Island Records)
Na sam koniec listy płyta z ubiegłego roku. Na swoim drugim albumie bracia Lawrence odeszli od stylistyki garage house, którą charakteryzował się debiutancki „Settle”. Dzisiaj Disclosure stawiają na muzykę elektroniczną z domieszką soulu (otwierający płytę „Nocturnal” z The Weeknd), r&b („Willing and Able” z gościnnym udziałem Kwabsa), popu (nieudany singiel „Omen” z Samem Smithem) czy balladowego klimatu („Masterpiece” z Jordanem Rakeiem). Być może płytą „Caracal” duet zrobił duży krok w stronę komercyjnego grania, ale co z tego, jeśli Howard i Guy wciąż robią muzykę na wysokim poziomie? (MAK)

Advertisements

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

One comment on “Dziesięć najlepszych płyt z kotem na okładce

  1. fromanawithlove
    2016-02-18

    Klaxons! <3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d blogerów lubi to: