AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #307: „Wynonna & The Big Noise”, „The Ghosts Of Highway 20”, „w.E”

Country, blues i muzyka elektroniczna – taką stylistykę muzyczną prezentują trzy płyty, po jakie sięgnąłem w ostatnim tygodniu.

Wynonna & The Big Noise „Wynonna & The Big Noise”
(2016; Curb Records)
Wynonna Judd to prawdziwa kobieca gwiazda muzyki country w USA, popularnością ustępująca aktualnie chyba tylko Dolly Parton. Urodzona 51 lat temu w stanie Kentucky wokalistka na scenie obecna jest od połowy lat 80., kiedy to debiutowała u boku swojej matki, tworząc z nią duet The Judds. Siedem płyt nagranych razem z Naomi Judd dobrze przygotowało artystkę do solowej kariery. Ta trwa od początku lat 90. Tegoroczny album nie jest oczywiście pierwszym w dorobku Amerykanki, jednak jest w nim coś wyjątkowego. Po pierwsze, to powrót z oryginalnym materiałem po ponad dekadzie. Ponadto, każdy z poprzednich krążków sygnowany był wyłącznie nazwiskiem Wynonny Judd. Tym razem na okładce pojawił się dopisek „& The Big Noise”. Połączenie imienia wokalistki i nazwy zespołu stanowi również tytuł płyty, którą – gdyby się uprzeć – można zaklasyfikować jako debiutancki materiał zupełnie nowej grupy. Obojętnie jakby na to patrzeć i tak najważniejsza będzie muzyczna zawartość krążka. A ten skrywa dwanaście piosenek utrzymanych w klimacie country (głównie) oraz bluesa, popu i lekkiego rocka. Co warte zaznaczenia, materiał z myślą o albumie zarejestrowany został w studio nagraniowym w formie utworów live. Słychać to doskonale. Momentami wręcz wydaje się, że mamy do czynienia z wersjami demo. Pogłosy, studyjna przestrzeń – to wszystko da się wyłapać. Czy jest to męczące? Przynajmniej na początku – tak. Przy kolejnym wciśnięciu play, wrażenie niedopracowania materiału przestaje dominować. Skupiamy się bardziej na tym nieco innym niż wyczyszczone komputerowo brzmienie, dostrzegamy wartość utworów. Jest nią przede wszystkim muzyka. Ukłon należy się wspomnianemu już dzisiaj zespołowi, który wykonał kawał dobrej roboty. Kawałki są dopracowane i chociaż w większości opierają się na dobrze znanym schemacie, to nie powodują znudzenia. Country i blues są już gatunkami tak wyeksploatowanymi (a które gatunki nie są?), że odkrywanie w tych na wskroś amerykańskich brzmieniach Ameryki nie pozostaje dzisiaj główną intencją artystów. Nie starają się tego robić także muzycy towarzyszący Wynonnie Judd. Ważnym elementem płyty są duety. Mamy ich pięć, a pierwszy z nich – z Susan Tedeschi – zaprezentowany zostaje nam już na początku w piosence „Ain’t No Thing”. Na Susan się oczywiście nie kończy. W połowie krążka przychodzi czas na „Keeps Me Alive” z gościnnym udziałem… męża wspomnianej wokalistki, Dereka Trucksa. Z duetowych wykonań najlepiej brzmi dość rzewny kawałek „Things That I Lean On” z Jasonem Isbellem. Prawdziwą perełką jest również utwór z Timothym B. Smitchem z legendarnych The Eagles. Śpiewana wspólnie z nimi piosenka – „I Can See Everything” – napisana została już na początku lat 70., kiedy Smitch był jeszcze członkiem grupy Poco. A jeśli wspominam o coverach, warto napisać, że Wynonna na tegorocznej płycie sięga również po soulowy przebój „Staying In Love” Raphaela Saadiqa (przerabiając go, rzecz jasna, wedle standardów muzyki country, co przynosi dość ciekawy rezultat) oraz „You Make My Heart Beat To Fast” Julie Miller – innej amerykańskiej przedstawicielki sceny folkowej, wokalistki równie dobrej co Judd, ale mam wrażenie o wiele mniej rozpoznawalnej i docenianej przez środowisko. Z solowych numerów Wynonny wyróżniają się na pewno dwa ostatnie: balladowy „Every Ending (Is A New Beginning)” i bluesowy, nieco eteryczny „Choose To Belive”.

Lucinda Williams „The Ghosts Of Highway 20”
(2016; Highway 20)
Dwunasta studyjna płyta przedstawicielki amerykańskiej sceny country-blues-folk. Dodam od razu, aby nie trzymać nikogo w niepewności, że czternaście nowych utworów to świetny materiał. Kwintesencja tego, czego od Williams oczekują jej fani i miłośnicy akustycznych brzmień oscylujących wokół wspomnianych wcześniej gatunków muzycznych. Lucinda kolejny raz czaruje swoim wokalem – chrypliwym, nieco przepitym, głębokim, wwiercającym się do mózgu słuchacza i pozostającym tam swój trwały ślad. Słychać, że nie jest to żadna zagrywka lub poza. Williams nie przybiera maski, nie próbuje odgrywać roli doświadczonej, cierpiącej kobiety. Tutaj wszystko wydaje się w pełni autentyczne. Piosenki nie mają w sobie wiele cukru. To samo życie – bez omijania trudnych wątków. Na płaszczyźnie tematycznej płyta nie odstaje ani na jotę od bluesowych standardów. Konceptualnie „The Gosts Of Highway 20” to tak zwany album drogi, na który składa się szereg przemyśleń autorki. Egzystencjalne wątki pojawiają się w „Bitter Memory”. „If My Love Could Kill” to z kolei utwór, który porusza tematykę silnej, toksycznej miłości, będąc równocześnie odwrotnością „Can’t Close The Door On Love”, w którym Williams stara się podkreślić wartości romantycznego uczucia. Nie jest to pod względem muzycznym materiał odkrywczy, jednak i tak należy mu się wysoka ocena. Krwisty blues – w dodatku w takim wykonaniu – zwyczajnie na to zasługuje.

Wielki Elektronik „w.E”
(2015; Plantacja Eksperymentalna)
Chociaż bardzo chcę skupić się tylko na tegorocznych premierach, płyty z 2015 roku ciągle do mnie wracają. Przykładowo dzisiaj (piszę te słowa wieczorem we wtorek, 9 lutego), przy okazji generalnego porządkowania kolekcji (zdjęcie!), w ręce wpadł mi krążek „w.E”. Nie bardzo pamiętałem z czym to się je, dlatego bez większego namysłu umieściłem płytę w odtwarzaczu (wrodzona muzyczna ciekawość, sami rozumiecie). Dwanaście utworów nagranych przez didżeja Jaroza i Mateusza Pawlusia (panowie kojarzeni mogą być z grupy Aladdin Killers, która w ubiegłym roku nagrała ciekawy krążek „Tangens Cotangens”) to efekt połączenia wielu muzycznych i kinowych inspiracji. Pojawia się zatem fragment filmu o przygodach Pana Kleksa, nawiązujący do postaci Wielkiego Elektronika. Do tego w muzyczną fakturę wplecione zostały między innymi sample z filmu „Gdzie jesteś, Luizo?” oraz słynnej mowy Malcolma X. Wszystko to uzupełniono warstwą muzycznej elektroniki (stworzonej na poły ze źródeł jazzowych, na poły hip-hopowych), która według mnie jest odwzorowaniem (lub jego próbą) klubowego live actu. Płyta „w.E” nie będzie na pewno udanym tłem dla porannej kawy lub wieczornego relaksu. Już „Intro” pełne przesterów i szumów wybija nam taki pomysł z głowy. Później wszystko jest już „bardziej melodyjne” – na szczęście autorzy nie dostosowali się do słów padających w pierwszym tracku („wyobraźnia jest wrogiem precyzyjnego działania”) i podczas tworzenia korzystali z głów pełnych muzycznych pomysłów. (MAK)

Reklamy

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d blogerów lubi to: