AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Krótka piłka #306: „Chicago January 19, 2016”, „Way Back EP”, „Supernatural Love”, „If I Can Dream…”

Debiutanci ze Szczecina, doświadczony rock’n’rollowiec z USA odświeżający swój kultury album, czołowi przedstawiciele muzyki latynoamerykańskiej oraz nieżyjąca ikona popkultury – tak w skrócie prezentuje się 306. odsłona cyklu Krótka piłka.

Bruce Springsteen and the E Street Band „Chicago January 19, 2016”
(2016; wydanie własne)
W grudniu ubiegłego roku z okazji 35. rocznicy wydania płyty „The River”, ukazała się specjalna edycja tego albumu. Okazjonalny box zawierał cztery płyty CD (odświeżona wersja oryginalnego materiału plus bonusy) oraz trzy krążki DVD (film dokumentarny i archiwalny koncert z 1980 roku). W styczniu Bruce Springsteen i E Street Band ruszyli w trasę promującą to jubileuszowe wydawnictwo. Drugi koncert odbył się w Chicago i jego zapis audio przed trzy dni udostępniony został do darmowego ściągnięcia (informowałem o tym zresztą na łamach Facebooka). Jak na fana przystało ściągnąłem i przesłuchałem. I jestem zachwycony. Koncertowe odtworzenie wszystkich dwudziestu utworów, jakie znalazły się na pierwotnej wersji „The River” plus największe przeboje artysty (m.in. „Born To Run”, „The Rising”, „Human Touch”) i utwór „Take It Easy” z repertuaru grupy The Eagles. Cover pojawił się w koncertowej setliście jako hołd dla zmarłego dzień wcześniej Glenna Freya, współzałożyciela wspomnianego bandu. W sumie trzydzieści trzy utwory, ponad sto minut muzyki. Zapis występu nie przyniesie rewolucji w postrzeganiu Springsteena i jego wokalnych umiejętności. To cały czas to samo rockowe granie – dla jednych świetne, dla innych smętne i zblazowane. Ja jestem na „tak”, a materiały takie, jak ten, traktuję jako substytut prawdziwego koncertu Amerykanina, na który kiedyś się wybiorę (wierzę w to mocno!). Aha! Plotki głoszą, że nowa studyjna płyta Bossa ukaże się ponoć jeszcze przed końcem tego lub na początku przyszłego roku. Nie dziwi mnie to wcale, wszak wybory prezydenckie w USA za pasem, to i jakąś chwytliwą piosenkę dla któregoś z kandydatów trzeba przygotować.

Mint Moods „Way Back EP”
(2016; wydanie własne)
Szczecin wydając na świat Katarzynę Nosowską zrobił już i tak wiele dla polskiej muzyki, dlatego brak wywodzenia się z tego miasta innych ciekawych artystów nie byłby przecież żadną zbrodnią. Na szczęście dla nas wszystkich na wokalistce zespołu Hey się nie skończyło i kilku wartych uwagi przedstawicieli polskiej muzyki rodem ze Szczecina zidentyfikujemy bez większego problemu. Teraz należy wyciągnąć ołówek i do wspomnianej szczecińskiej listy dopisać kolejny projekt: Mint Moods. Grupa, która zadebiutowała właśnie płytą „Way Back EP”, to dwóch panów grających (gitara, gitara basowa), jeden pan klikający w przyciski i ruszający pokrętłami (syntezator, sampler) oraz wokalistka. Ich twórczość oscyluje w klimacie spokojnego R&B z domieszką soulu i muzyki elektronicznej. Pięć piosenek zaprezentowanych na epce to dość zgrabna próba… no właśnie, czego? Odtworzenia? Tak, to będzie najlepsze słowo – odtworzenia amerykańskiej muzyki wspomnianego gatunku. Trudno jest odkryć coś, co już dawno zostało zdefiniowane – o to pretensji nie mam. Są jednak na „Way Back EP” momenty, kiedy mam wrażenie obcowania z muzyczną kalką Stanów Zjednoczonych (przykładem „Fools” i „Something In Your Eyes”). Jest w tym wszystkim oczywiście potencjał, którego nie da się nie słyszeć. Mam nadzieję, że rozwinie się on w coś większego i jeszcze lepszego.

Sidestepper „Supernatural Love”
(2016; Real World Records)
Macie dość jesiennej pogody w środku kalendarzowej zimy i tęsknicie za latem? Zapraszam w muzyczną podróż do Kolumbii. Bilety sponsoruje grupa Sidestepper. Zespół Richarda Blaira, jedna z ikon współczesnej muzyki latynoamerykańskiej i gatunku world music, przygotował dla fanów takich brzmień kolejną perełkę. „Supernatural Love” to dwanaście przepełnionych groovem, energią i pozytywnymi emocjami utworów. Na albumie obok siebie znalazły się piosenki śpiewane zarówno przez lidera, jak i wokalistkę Erikę Muñoz. Te drugie wypadają lepiej (są bardziej rytmiczne), Blair skupia się raczej na numerach, którym bliżej jest do ballad. Niemniej, obie wersje Sidestepper są interesujące, a ich przeplatanie się sprawia, że słuchacz nie czuje monotonii, która mogłaby wkraść się przecież nawet do najbardziej tanecznego, latynoskiego materiału. Kolumbijski zespół stara się trzymać jak najbardziej tradycji, do tworzenia muzyki używając instrumentów charakterystycznych dla granej przez siebie muzyki. Pojawiają się zatem bębenki, szejkery i wszelkiego rodzaju grzechoczące instrumenty, które wspierają gitara i flet. Wszystko to spięte zostaje elektroniką. Płyta na wyjście z jesienno-zimowej chandry.

Elvis Presley „If I Can Dream: Elvis Presley With The Royal Philharmonic Orchestra”
(2015; RCA Records/Legacy Recordings)
Definytywnie 2015 roku pożegnać się nie udało. Znalazłem jeszcze jedną płytę wydaną przed 1 stycznia, o której zwyczajnie muszę napisać. Jednak zanim o płycie, krótka historia z przeszłości. Poznałem kiedyś koleżankę (bodaj szkolną) mojej siostry. Dziewczyny przez pewien czas mocno trzymały się razem. Jak to typowe „psiapsiuły” odwiedzały się, ja również miałem okazję być u znajomej siostry. Nie pamiętam jak dziewczyna miała na imię, ale doskonale potrafię odtworzyć wygląd jej pokoju. Laska była totalnie zafiksowana na punkcie Elvisa Presleya. Kolekcja winylowych płyt i kaset (była połowa lat 90., kompakty nie były w Tarnowie popularne i przede wszystkim dostępne) oraz coś na kształt ołtarzyka ze zdjęciem wokalisty i okalającymi je świeczkami – to tylko wierzchołek góry lodowej. Ze ścian spoglądał na mnie Król Rock’n’Rolla, niemal namacalna była charakterystyczna fryzura i okulary. Miniaturowe różowe cadillaki na półkach, plastikowa figurka artysty w typowym rozkroku. Było tego naprawdę sporo. Miałem wtedy 7-8 lat, nie rozumiałem jak można mieć na ścianie plakat z podobizną kogoś innego niż Michael Jordan lub Roberto Baggio. Teraz, kiedy mam na karku dwadzieścia osiem wiosen i posłuchałem kilku płyt więcej, rozumiem co to znaczy być (psycho?) fanem. Presley co prawda nie jest moim faworytem, jednak ile razy przyjdzie mi słuchać jego nagrań, tyle razy mam przed oczami tamten pokój, który dwie dekady wstecz trochę mnie przerażał. Piszę o tym ponieważ końcem 2015 roku ukazała się nowa płyta Elvisa. Nowa, jak nowa – wszak Presley od dawna nie żyje i niczego premierowego nagrać nie mógł. Mamy jednak XXI wiek i wiele można zrobić przy pomocy nowej technologii. Londyńska orkiestra zagrała zatem przeboje Presleya, a ścieżka z głosem piosenkarza została tylko dołożona. Wyszło całkiem przyzwoicie. Orkiestrowe aranżacje zdecydowanie podnoszą jakość niektóry utworów. Muzyczna twórczość Presleya pod względem brzmienia była dość monotonna. Klasyczny rock’n’roll, w większości bez udziwnień. Dzięki chociażby smyczkom i instrumentom dętym piosenki nabrały nowego dźwiękowego kolorytu, momentami również głębi („In the Ghetto”, „Bridge Over Troubled Water”). Oczywiście takie rozwiązanie dało i ujemne skutki. Takim najbardziej słyszalnym jest niewątpliwie zmniejszenie dynamiki utworów, co przeszkadzać może szczególnie muzycznym purystom. Ja doceniam próbę odświeżenia przebojów Presleya, chociaż w dwóch przypadkach („There’s Always Me”, „Steamroller Blues”) nie przypadał mi ona do gustu. Zupełnie nie rozumiem też zachwytów nad „duetami”. Cudzysłowu użyłem z premedytacją, ponieważ piosenki „It’s Now or Never” i „Fever” nie mają nic wspólnego z właściwym znaczeniem tego terminu. W tych przypadkach współcześni wykonawcy (konkretnie trio wokalne Il Volo i piosenkarz Michael Buble) zwyczajnie zostali dograni do wokalu Presleya. Podobny manewr zastosowano ostatnio także na świątecznym albumie Kylie Minogue, gdzie Australijka utwór „Santa Claus Is Coming To Town” zaśpiewała z Frankiem Sinatrą. Na obu płytach efekt nie budzi mojego zaufania. Utwory są przekombinowane. Tego typu próby upiększania czy też zwrócenia uwagi młodszego słuchacza na płytę zniszczyły coś, co w muzyce Presleya było najważniejsze – autentyczność. (MAK)

Reklamy

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: