AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Iza Kowalewska „Pod dachami Paryża”

Końcem stycznia do sprzedaży trafiła nowa płyta Izy Kowalewskiej inspirowana muzyką francuską. Zapraszam do sprawdzenia recenzji tego albumu.

Okładka płyty „Pod dachami Paryża” (foto: materiały prasowe)

Kiedy w 2013 roku, po kilku latach działalności w zespole Muzykoterapia i dwóch udanych krążkach, Iza Kowalewska wydawała pierwszą solową płytę, można było przypuszczać, że to jednorazowy wyskok, próba zrobienia czegoś wyłącznie na własny rachunek, mały przerywnik w pracy nad kolejnym albumem grupy. Tymczasem trzy lata później okazuje się, że wokalistka ani myśli przestawać rozwijać solową karierę. Właśnie ukazała się trzecia płyta sygnowana wyłącznie jej nazwiskiem (czwarta licząc epkę z końca 2015 roku, którą nabyć można było wyłącznie w formacie elektronicznym), w całości inspirowana muzyką francuską.

„Diabeł mi Cię dał” i „Nocna zmiana”, a więc wcześniejsze solowe materiały Izy Kowalewskiej, pokazały, że krajowa scena zyskała mocną przedstawicielkę takich gatunków, jak jazz, soul, ale także ambitny pop. Iza Kowalewska ma bowiem wszystko, aby zawładnąć sercami i umysłami słuchaczy: talent, przebojowość, charyzmę i urok osobisty, czyli cechy, których połączenie gwarantować powinno muzyczny sukces. Ale dziwny jest ten świat, jak śpiewał Czesław Niemen i artystka pomimo wspomnianych atutów jeszcze do niedawna nie zdołała przebić się do świadomości tak zwanego szerszego odbiorcy. Rozpoznawalną twarzą Kowalewska zyskała dopiero pod koniec ubiegłego roku dzięki występowi w telewizyjnym talent show „Must Be The Music – Tylko Muzyka”. Magia szklanego ekranu sprawiła, że osoba z bezdyskusyjnym wokalnym talentem, dostrzeżona została przez Polaków i krajowe mainstreamowe media muzyczne, niemal z miejsca stając się faworytką do triumfu. Ostatecznie stało się inaczej – nie wygrała. Być może się mylę, ale wokalistka nie potrzebowała w tym momencie pierwszego miejsca. Program był raczej formą reklamy, kampanią, dzięki której można było zaprezentować swoją postać kilkumilionowej publice, w której na pewno znalazło się sporo potencjalnych nabywców nowej płyty. Plan powiódł się w stu procentach.

Trzeci studyjny album Izy Kowalewskiej swój polski tytuł – „Pod dachami Paryża” – zawdzięcza niejako francuskiemu utworowi „Sous le ciel de Paris”. Klasyczna kompozycja pojawia się rzecz jasna na krążku. Jej wyjątkowość w tej sytuacji podkreślona została poprzez zachowanie oryginalnego francuskiego tekstu. Pozostałe jedenaście piosenek posiada już polskie słowa – w większości autorstwa samej wokalistki. Piszę „w większości”, bowiem „Paroles, Paroles” – numer, który znalazł się także na ubiegłorocznej epce – to przekład na język polski. We wspomnianym utworze Kowalewską wspomaga Adam Strug. Pomimo niebywałych wokalnych umiejętności, autor płyty „Mysz” ogranicza się w tym wypadku do… mówienia. Ta swego rodzaju recytacja doskonale uzupełnia śpiew Izy. Uzupełnia, gdyż to on jest tutaj najważniejszy. Chrypka, która pojawia się chociażby w utworach „Gwiazda niedokończonej miłości”, „Jak wosk” i wspomnianym „Sous le ciel de Paris”, działa niczym mocny narkotyk – uzależniasz się i pragniesz jeszcze więcej. O sile Kowalewskiej, jako wokalistki, świadczy fakt, że wspomniana szorstkość w głosie nie jest jedyną wersją z jaką mamy do czynienia na płycie. Popowo brzmi w utworze „Tak czy nie”, lekkości nabywa w „Asfaltowym country” (akompaniament samej gitary), a w głęboką melancholię zanurza się z kolei w balladach „Wenus z Milo” i „Była raz dziewczyna”. Niezwykle ujmująco wokal prezentuje się także w „Karuzeli” – piosence z egzystencjalnym tekstem i hipnotyzującą muzyką prowadzoną przez gitarę. To tutaj Kowalewska wspina się na wyżyny swoich talentów. Gdybym musiał wybrać ulubiony fragment „Pod dachami Paryża”, bez zastanowienia wskazałbym właśnie na „Karuzelę”. Nie można zapomnieć również o singlowej piosence „Los jak zegar”, dzięki której Kowalewska zawojowała polsatowski talent show. Utwór, który początkowo oparty jest wyłącznie na hybrydzie dźwięków akordeonu i wokalu, z czasem rozrasta się. W warstwie muzycznej dodawane są stopniowo kolejne instrumenty, by w połowie, przy wejściu refrenu, uderzyć ze spotęgowaną siłą. I te dzwony na dokładkę – magia. „Los jak zegar” to także przełamanie skromnej instrumentacji, która dominuje na płycie. Jak można się domyślać, jest to dobrze przemyślany zabieg nawiązujący do klasycznej wersji stylistyki chanson.

Z powyższych słów wynikać może, że „Pod dachami Paryża” to płyta idealna. Czy na pewno? Jest jedna rysa. Nie jestem przekonany do utworu „Anonimowa para”. To świetny numer – interesujący tekstowo, wokalnie zaśpiewany na najwyższym poziomie. Problem tkwi w jego brzmieniu. Piosenka ta jawi się jako najbardziej syntetyczna (zdecydowanie zaważa perkusja – jakby żywcem wycięta w formie sampla i przygotowana do stworzenia tłustego, rapowego numeru), przez co zupełnie niepasująca do „francuskiej” wizji materiału. Gdyby utwór ten umieszczony został na końcu tracklisty, można by traktować go jako swoisty bonus. Niestety, „Anonimowa para” pojawia się w środku, odciągając na kilka chwil słuchacza od głównego klimatu całego materiału. Nie chcę wysuwać zbyt daleko idących wniosków, ale piosenka ta wygląda bardziej na tak zwany odrzut z sesji nagraniowej do „Nocnej zmiany”, niż na efekt pracy z myślą o nowej płycie.

„Pod dachami Paryża” to dobra płyta, którą poznać powinny przede wszystkim osoby lubiące ładne piosenki z polskojęzycznymi tekstami. Fakt, że materiał powstał z inspiracji muzyką francuską, jest oczywiście istotny – większe bowiem prawdopodobieństwo, że krążek spodoba się miłośnikom nadsekwańskiej kultury. Jednak nawet przy braku zainteresowania gatunkiem chanson warto po ten album sięgnąć. I nie ważne czy w letni ciepły wieczór siedzicie w małej paryskiej kafejce, z okna której rozpościera się widok na wieżę Eiffla, czy też w zimowy poranek pijecie kawę spoglądając na tarnowskie osiedle z okna mieszkania na drugim piętrze. W towarzystwie tej płyty każde okoliczności przyrody wydają się piękne. (MAK)

Iza Kowalewska „Pod dachami Paryża”
(2016; Universal Music)

Reklamy

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

3 comments on “Recenzja: Iza Kowalewska „Pod dachami Paryża”

  1. piglet11
    2016-02-01

    Z powyższych słów wynikać może, że „Pod dachami Paryża” do płyta idealna.

    Wkradł się mały błąd w tekście ;)

  2. Alicja
    2016-02-02

    Każdy zrozumie. :) Czepiając sie Ciebie z kolei, powinieneś napisać: Wkradł się mały błąd do tekstu. :)

  3. Dziękuję za zwrócenie uwagi. Literówka to moje drugie imię. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2016-02-01 by in Recenzja and tagged , , , , , , , .

Jestem na Zblogowani.pl!

zBLOGowani.pl
%d blogerów lubi to: