AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Recenzja: Henry David’s Gun „Over The Fence… And Far Away”

Zapraszam do sprawdzenia recenzji debiutanckiej płyty zespołu Henry David’s Gun zatytułowanej „Over The Fence… And Far Away”.

Henry David’s Gun (foto: materiały prasowe)

Henry David’s Gun to debiutujący projekt. Trio obrało nieco inną drogę niż większość początkujących kapel. Zanim ukazał się longplay zespołu (oczywiście wcześniej była jeszcze epka, ale dopiero studyjny album jest tym właściwym debiutem), muzycy zadbali o to, aby mieć go dla kogo nagrywać. Bo przecież te wszystkie historie o graniu dla samych siebie lub sztuki dla sztuki można włożyć między bajki. W tym swoistym akcie komunikacji musi pojawić się druga strona, czyli odbiorca muzyki. Dlatego też Henry David’s Gun w pierwszej kolejności postarali się o słuchaczy. Na ich uwagę zasłużyli koncertami, które w 2015 roku zdominowały ich kalendarz. Teraz, kiedy wiedzą, że również w ich przypadku istnieje pojęcie fanbase, zdecydowali się zaprezentować pełnoprawny debiutancki krążek zatytułowany „Over The Fence… And Far Away”.

Henry David to kolejne muzyczne alter ego dobrze znanego nadwiślańskim miłośnikom alternatywy Wawrzyńca Dąbrowskiego. Artysta, który kojarzony jest przede wszystkim z projektów Bramafan i Letters From Silence, tym razem połączył siły z Maciejem Rozwadowskim i Michałem Sepioło. I chociaż faktycznie, jako projekt Henry David’s Gun, panowie debiutują, to wszyscy swoje pierwsze kroki na muzycznej scenie dawno mają już za sobą. Rozwadowski w muzyczny CV zapisał chociażby grę w formacji Nocny SuperSam, Sepioło natomiast udziela się w post rockowym zespole Frozen Lakes. Oba bandy współtworzy zresztą także Dąbrowski. Płyta „Over The Fence…” jest zatem kolejnym, naturalnym krokiem w muzycznej współpracy trójki.

Dwunastoutworowy album to mieszanka akustycznego grania spod znaku rocka, indie oraz folku. Otwierający płytę „Melting Ice” jawi się jako mocno liryczny numer, który w trochę niezauważony sposób przechodzi w „Bottomless Like” – piosenkę, która hipnotyzuje początkowymi fragmentami opartymi na ukulele, rozwijając brzmieniowy wachlarz w swojej zenitalnej fazie. Wyróżnia się także znany już od jakiegoś czasu utwór „By The Riverside”. Nie wiem jak innych słuchaczy, ale mnie napawa on lekkim niepokojem. Melodia, jaką słyszymy, nie jest wcale mroczna, a opowiadana przez Dąbrowskiego historia nie ma przecież za zadanie przerazić odbiorcy. Jest jednak w głosie wokalisty coś, co przeszywa dreszczem emocji. Ciemnej emocji. Warto też zaznaczyć, że album zespołu Henry David’s Gun jawi się jako koncept, płyta, której myślą przewodnią jest samotność – nawet w momencie, kiedy wokół nas znajduje się sporo ludzi. To alienacja, która wynika z odosobnienia i niezrozumienia – także w stosunku do bliskich.

W dużej mierze „Over The Fence…” to spokojny krążek, balansujący gdzieś na granicy jawy i snu. Są jednak na albumie trzy momenty, które ze względu na tempo i energię nieco różnią się od całości. Mam na myśli utwory „Time On My Hands” (bardzo przyjemny, nośny refren), „Minus Seven” i „Hurricane’s Eye” (z gościnnym udziałem wokalistki Magdaleny Jobko). Te trzy numery, zresztą bardzo rozsądnie umieszczone na trackliście, we właściwych momentach przerywają mogący wpadać w monotonne tony klimat płyty. Dzięki takiemu zabiegowi, ale także zmianom rytmik i tempa w kilku piosenkach (np. „Eveling Glow Orange”, „Bottomless Like”), zespołowi udaje się sprytnie uniknąć negatywnej uwagi dotyczącej wkradającej się nudy. Bo tak zapewne byłoby, gdyby nie wspomniane przełamania.

„Over The Fence… And Far Away” to płyta idealna na konkretne chwile naszego życia lub okresy roku. Zestaw dość markotnych (co nie jest w żadnym wypadku wyrażeniem pejoratywnym) i zarazem subtelnych piosenek nie będzie sprawiał radości w pełni lata. To materiał przeznaczony na jesienną pluchę lub tygodnie topniejącego śniegu, kiedy mgła ogranicza widoczność, mokre powietrze negatywnie wpływa na nasze zatoki, a melancholia, którą wręcz się oddycha, samoistnie zmusza do przemyśleń na tematy wszelakie. Trio Henry David’s Gun nagrało płytę, która na pewno nie trafi w gusta wielu osób. Przebojowości tu zero. Produkt z gatunku tych w pełni niekompatybilnych z komercyjnymi wymogami. Ale kto powiedział, że muzyka musi zawsze spełniać takie warunki? (MAK)

Henry David’s Gun „Over The Fence… And Far Away”
(2016; Borówka Music)

Reklamy

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: