AxunArts

o muzyce od 2005 roku

Gold Song #300: Wybór gości

Trzynaście utworów zamiast jednego? Takie rzeczy tylko w 300. odsłonie cyklu Gold Song.

To wyjątkowa odsłona cyklu Gold Song. Pierwszy raz (czy ostatni?) oddaję głos innym osobom. Przez 299 wpisów prezentowałem utwory istotne dla historii polskiej i zagranicznej muzyki. Początkowo idea cyklu była prosta: przypomnieć największe muzyczne hity. Bez gatunkowych i epokowych granic. Rock, pop, blues, jazz, rap, reggae, elektronika… Niemal samoistnie okazało się, że często pretekstem do napisania o danej piosence była rocznica urodzin lub śmierci wykonawcy. Później dochodziły daty związane z premierami płyt, a nawet katastrofami powietrznymi i lotami w kosmos. Zdarzały się również odcinki nawiązujące do popularnych seriali lub filmów, sportowców, aktorów lub… seryjnych morderców. W cyklu pojawiały się również zajawki lokalnych koncertów, które obejmowałem patronatem medialnym.

Przy trzechsetnej odsłonie cyklu zdecydowałem, że tym razem to kto inny poleci Wam, Czytelnikom, utwór muzyczny. Nie chciałem jednak ograniczać wyboru do jednej postaci. Dobór osób, które zastępują mnie w coponiedziałkowym obowiązku, był łatwy: szacunek za to, co robią (piszą o muzyce lub ją tworzą, robią ładne zdjęcia, pracują na rzecz szeroko pojmowanej sztuki i kultury itd.) oraz fakt, że w większości przypadków wybiorą muzykę, po którą ja bym pewnie nigdy nie sięgnął. Postawiłem jeden, luźny warunek – kilka zdań uzasadnienia, jednak jak sami zobaczycie, nie wszyscy sztywno trzymali się reguł, co akurat rozumiem, gdyż czasami o muzyce nie można napisać w pięciu zdaniach. W doborze utworu goście mogli kierować się dosłownie wszystkim: mogła być to ulubiona piosenka ever, najlepszy kawałek ubiegłego roku, najukochańsza piosenka ulubionego zespołu, numer, przy którym osoba ta najlepiej bawi się lub słucha w chwilach największego smutku. Wszystko, dosłownie wszystko stanowić mogło pretekst w wyborze tytułu. Jak wyszło? Przekonajcie się już teraz.

Oddaję głos dzisiejszym muzycznym selektorom. Kolejność prezentowanych utworów jest przypadkowa. (MAK)

Maciej Blatkiewicz (autor strony wygrywamzanoreksja.pl, vloger)

Afro Kolektyw „Będę was bić mocno i długo”
To nie jest mój ulubiony utwór ani w ogóle, ani w ostatnim miesiącu, ani nawet na tej płycie. Po prostu cytat z ostatniej zwrotki („Ktoś pyta: >>>Czy jestem szczęśliwy?<< >>No jasne.<<< I mówię to smutno") jest jedną z najbardziej prawdziwych linijek, jaką w życiu usłyszałem. Dotyczy przecież większości z nas! Czy mnie też? Nie wiem. I mówię to, znając prawdziwą odpowiedź.

Daniel Tworski (pomysłodawca marki Gouda Works, grafik)

O.S.T.R. „Po drodze do Nieba”
Kiedy kilka dni temu napisał do mnie Mateusz z propozycją bym opisał ważny dla siebie numer, nie zastanawiałem się ani chwili. Ostatnio sporo straciłem jako bloger, więc wszelakiej maści występy gościnne są dla mnie bodźcem do działania. Nie bez znaczenia jest to, że napisał do mnie 18 stycznia, kiedy przypadała akurat 5. rocznica śmierci mojego dziadka. Jak ważna była to dla mnie osoba wiedzą nieliczni, ale dość powiedzieć, że mając 22 lata na karku pierwszy pogrzeb, jaki musiałem doświadczyć, to właśnie pogrzeb dziadka Józefa. I choć wiem jak patetycznie czy może nawet postromantycznie może to zabrzmieć, to właśnie dziadek Józef był dla mnie najważniejszą osobą jaka odeszła z tego świata. Walczył pod Monte Cassino i znał kilka języków. Mimo wielu możliwości życia na zachodzie powrócił do nowej, nie najlepszej Polski po wojnie i za to właśnie szanowałem go najbardziej. Rokrocznie 18 stycznia na tablice portali społecznościowych wklejam piosenkę „Po drodze do nieba” O.S.T.R.’a, wierząc w słowa „Jak do siebie chcesz mnie zabrać, to proszę Ciebie spróbuj. Zrobisz to fachowo, szybko, przez sen, bez bólu”.

foto: P. Topolski

Jola Więcław (fotograf, pracownik BWA Tarnów)

Gérard Lenorman „Lorsque j’aurai cent ans”
Od jakiegoś czasu mam sentymentalne rendez-vous z tą piosenką. Za każdym razem odnajduję w tych dźwiękach to, czego szukam. Melodia i słowa są dla mnie jak pogłaskanie po głowie, pocałunek w czoło… dają ukojenie. Odnajduję w nich miniony czas. A kiedy będę mieć sto lat… mam nadzieję, że będę mniej sentymentalna i uwolnię się z pułapki czasu.

Dominik „Kudłaty” Pajewski (wokalista zespołu Gorgonzolla)

P.O.D. „This Goes Out To You”
Osobisty, najbardziej pozytywny utwór 2015 roku. P.O.D. powróciło z bardzo porządną płytą „Awakening” w pierwszym singlu dziękując fanom za inspiracje i wsparcie. Pozytywna energia, jaka biję z tego utworu, jest dosłownie zaraźliwa! Często sobie ten utwór wrzucam na słuchawkach przed koncertem Gorgonzolli, by wejść na scenę naładowany pozytywną energią i z uśmiechem. Polecam!

Kuba Kaszuba (fotograf, klub Percepcja)

Sunn O))) „Kannon 1”
Gdy Mateusz napisał do mnie, żebym wytypował utwór, który w 2015 roku zrobił na mnie największe wrażenie, stanąłem przed nie lada wyzwaniem. Ubiegły rok był tak obfity w naprawdę doskonałe wydawnictwa, że wytypowanie tego jednego było niezwykle trudne. A jednak! Sunn O))) – „Kannon 1”. Otwarcie długo wyczekiwanej przeze mnie długogrającej (jeśli tak można nazwać 30 minut naprawdę solidnego materiału) płyty zespołu Stephena O’Malley. Kannon to bogini miłosierdzia, to z kolei może się przydać po spędzeniu 12 minut z tym utworem. Niemiłosierna ściana gitarowych dźwięków, doprawiona przestrzennymi syntezatorowymi akcentami i Atilla Csihar ze swoim wokalem wydobywającym się niczym z samego środka piekła. Słuchając otwarcia tej płyty przypominam sobie swoje pierwsze chwile z Sunn O))) kilka lat wstecz i są to bardzo dobre wspomnienia. Jest w Kannon pewna osobliwa synergia nieprawdopodobnie brudnego i surowego brzmienia z niesłychanie mięsistymi gitarami. Ten moment, w którym rozkładam się na kanapie, zamykam oczy i daję się jednocześnie unieść i zmiażdżyć, jest nieporównywalny z niczym innym na świecie (może za wyjątkiem Lustmorda). Warto też wspomnieć o filozofii Sunn O))): Maximum volume yields maximum results. Polecam!

foto: M. Brylewicz

Kamil Szalewicz (raper duetu PoziomZero)

Guante „Handshakes (Spoken Word on Gender/Masculinity)”
Coś jest na rzeczy z powietrzem, które krąży po Minneapolis. Inaczej ciężko wytłumaczyć fenomen tamtejszej sceny, która nigdy nie zawodzi. Jeszcze mnie tam diabli nie zanieśli, ale będzie trzeba w końcu zmienić ten stan rzeczy. O filarach sceny Twin Cities mógłbym napisać wiele, aczkolwiek wolę skupić się na zawodniku, który od zawsze stoi w cieniu (pomimo świetnej dyskografii, sukcesów na slamach oraz zaangażowania w sprawy bieżące). Dlaczego stawiam akurat na „Handshakes” wrzucone do internetu w lepszej jakości dopiero w tym roku? Raz, że identyfikuję się z liniami Guantego. Dwa, że wykonanie to arcydobra rzecz. Trzy, że typ jest cały czas w świetnej formie. Cztery, że następny album wisi w powietrzu (sprawdzać to, co już wypłynęło). Pięć? Mogłoby być i dziewięć, ale dalsze punkty zostawię czytelnikom.

PS Jak dobrze, że są jeszcze tacy emcees.

PPS Czy tylko ja musiałem googlować hasło „Denis Leary”?

Mateusz „Jarz Jones” Jarzyński (raper i producent zespołu Magister Ninja)

Pat Benatar „Love is a Battlefield”
Kocham ten kawałek. Pierwszy raz usłyszałem go jako dzieciak i poczułem, że wnętrzności wywracają mi się do góry nogami. Nie wiem, po prostu jest dla mnie coś magicznego w tej piosence. Tekst, głos i wykonanie Pat. Mam wrażenie, że niezwykle wczuwa się w śpiewane słowa, że ma to dla niej jakieś większe znaczenie. Jest przekonująca w tym utworze. Kiedy odbywam swoje samotne, zimowe, nocne spacery po parku i „kontempluję lajf”, jest to obowiązkowa pozycja na słuchawkach.

Dawid Bartkowski (autor blogu goodkid.pl, recenzent muzyczny)

Mr Fingers „Closer”
Mateusz poprosił, żebym wpadł z jednym utworem tutaj, więc miałem mały dylemat co mam wybrać. Losowo wybrałem rocznik i padło na 1992. Mógłbym tutaj dużo pisać o rapie z tamtego okresu, bo był iście doskonały. Mógłbym napisać coś o stawiającym coraz śmielej kroki britpopie w takiej formie, jaką wszyscy znamy, ale też takiej, która swoje apogeum osiągnęła 2 lata później. Postawiłem jednak na house, trzeci z moich ukochanych gatunków, i człowieka legendę – Larry’ego Hearda, który pod aliasem Mr Fingers zafundował światu wtedy swoje największe dzieło, czyli „Introduction”.

„Closer”. Opener tej cudownej płyty i utwór, który definiuje house i puszcza oczko wszystkim tym, którzy tworzyli w podobny sposób. Tym, którzy naśladowali mistrza Larry’ego. Jazzująca wibracja z miękkim klawiszem w konfrontacji z niezłym wokalem Roberta Owensa rodzi emocje, o jakich inni mogą tak naprawdę marzyć. Dokładnie tak samo, jak mogą marzyć o tym, żeby stworzyć coś równie doskonałego.

Rafał Samborski (duet producencki Palmer Eldritch, recenzent portalu interia.pl)

Ewa Braun „Muzyka z księżyca”
Dziś Marcin Dymiter, znany pod pseudonimem Emiter, kojarzony jest jako jedna z naczelnych postaci, związanych z nurtami field recordingu czy szeroko pojętej muzyki eksperymentalnej. Jednak jeszcze półtorej dekady temu związany był z Ewą Braun – jednym z najważniejszych polskich zespołów, grających rock alternatywny. „Muzyka z księżyca” z ostatniego albumu grupy, „Stereo”, z 2002 roku, niewiele ma wspólnego z noise rockiem, z którym kojarzona była grupa. To kompozycja melancholijna, nieco balladowa, ale na pewno najbardziej piosenkowa z całego repertuaru grupy. I to nawet jeżeli ciężar piosenki – również ten emocjonalny – z czasem znacznie narasta. Z genialnym w swej prostocie tekstem „Z kwiatów, banknotów i numerów telefonów/Ktoś złoży nasz obraz/Stoję pod twoim domem/Słucham muzyki z księżyca”, utwór jawi się wręcz jako poetycki. Słuchajcie nie tylko podczas pełni.

Prod.B (producent muzyczny)

Printempo „Subways Are For Sleeping”
Na początku przyszedł mi do głowy DJ Shadow, ale to było zbyt oczywiste. „Midnight In A Perfect World” jest zdecydowanie moim numerem jeden wszech czasów. Potem był Noon, którego słuchałem zanim dowiedziałem się o istnieniu „Endtroducing…..”, ale to nadal było za proste, dlatego będzie coś z płyty towarzyszącej tworzeniu moich pierwszych dźwięków. Jest to płyta Printempo, o tym samym tytule, a konkretnie utwór „Subways Are For Sleeping”. Dlaczego? Materiał jest bliski perfekcji, a to jeden z przykładów. Buduje napięcie od pierwszych sekund, aż w końcu wybucha i zmusza do wciśnięcia replay. Niestety, pierwszy raz słucha się tylko raz. Tę płytę słuchałem równolegle z pokracznym sklejaniem „Night Noise”, dzięki czemu wryła się we mnie na stałe i co jakiś czas wraca na słuchawki. Musiałem wybrać tylko jedną pozycję, ale wy nie ograniczajcie się jedynie do tego utworu. Sprawdźcie całość. Warto!

Beata Motuk (fotograf)

Ilhaam Project „Badulina”
Tak wiele muzycznych perełek jest na świecie, jednak chcę zwrócić Waszą uwagę na coś wyjątkowego z okazji tak ważnego święta dla AxunArts. Podczas jednej z autostopowych podróży, zatrzymałam się na Potrójnym Moście w Ljubljanie, żeby posłuchać mini koncertu ulicznych grajków. Ich ekspresja, piękne brzmienie i energia były niesamowite. Okazało się, że to zespół Ilhaam Project, na który składa się Nina – urodzona we Francji i Omri – izraelski muzyk. Sami o sobie mówią, że chcą sprawić, żeby świat był lepszym miejscem. Wspaniale umożliwia im głoszenie pięknych dźwięków i słów wygrana z 2009 roku w konkursie Parisienne Metro Badge. Pokonali 3000 artystów. W nagrodę mogą śpiewać na ulicach miast bez potrzeby jakichkolwiek zezwoleń. Wybrałam piosenkę „Badulina”, która jest utworem ponadczasowym. Biorąc pod uwagę wydarzenia z przeciągu ostatnich dni, miesięcy, powinno się o niej i jej przesłaniu dowiedzieć więcej odbiorców. Interpretować można ten utwór w większym, czy mniejszym zasięgu. O czym ona jest? Wniknijcie w nią sami. Chcę jednak zaznaczyć bardzo ciekawą formę całej twórczości tej pary, eksperymentującej z dźwiękami, formą i instrumentami.

Dominik Kleszko (autor strony brzydkieslowonak.pl)

Mel Tripson – „Back’n’Reloaded (Stonkatank Remix)”
Kompozycja o dubstepowym zabarwieniu zamykająca debiutancką epkę zespołu Mel Tripson „VI ID”. Remix przygotowany na zmówienie u producenta nagrań Mela – Borysa Kunkiewicza. Pierwotnym pomysłem było stworzenie intra koncertowego nawiązującego do „Back’n’Reloaded”. Ostatecznie, zamiast krótkiego instrumentala, powstał numer, który przeprowadza słuchacza zarówno przez styl Mela Tripsona, jak i Stonkatank – projektu autora remixu. Jest to połączenie ścieżek oryginału i wokalu z pierwotnej wersji z autorskimi dźwiękami Stonki. Zgodnie z założeniem, jakie przyświecało powstaniu remixu, zespół często otwiera nim swoje koncerty. Rockowy Mel Tripson i drum’n’bassowa Stonkatank to w tej chwili najbardziej rozpoznawalne w skali kraju projekty muzyczne, powołane do życia w Lublinie.

Piotrek Markowicz (duet producencki Palmer Eldritch)

Godspeed You! Black Emperor „Dead Black Blues”
„Według bokononistów ludzkość jest zorganizowana w tzw. karassy ­ najczęściej nie powiązane w żaden wyraźny sposób grupy ludzi, którym zostało przez boga zlecone wykonanie określonego zadania. „Kiedy stwierdzacie, że wasze życie splata się z życiem innego człowieka bez jakiejś logicznej przyczyny, człowiek ten najprawdopodobniej jest członkiem waszego karassu.” Oś karassu zwana jest wampeterem i jest to przedmiot lub idea, wokół której krążą członkowie karassu. Nie muszą się znać, aby skutecznie współpracować. Bokonon uważa, że wszelkie próby ustalenia informacji o swym karassie i jego przeznaczeniu są nie tyle zabronione, co pozbawione jakichkolwiek szans na powodzenie.”

*

Pierwszy raz na serio skumałem ten numer, gdy grałem w „Fallout: New Vegas” i po prostu potrzebowałem odpowiedniego soundtracku. Gdy docierałem do bazy ghuli gotowych polecieć (SPOILER ALERT) na słońce, grobowy głos obwieścił ­„The car is on fire/and there is no driver at the wheel”. Działo się to w Krakowie, w roku 2010. Mieszkałem z M., mieliśmy kota Gałgana. Dzisiaj słowa otwierające „Dead Flag Blues” kojarzą mi się raczej z pierwszymi słowami modlitwy niż po prostu „spoken wordem”. Pamiętam, jak piorunujące wrażenie zrobił na mnie ten utwór za którymś przesłuchaniem. Ten przepływ na przestrzeni 16 minut od kompletnego Końca Świata, przez nadzieję westernowego tematu, po kończące, rozczulające pląsy. A potem nie mieszkałem z M. i nie mieliśmy kota.

*

„Według najnowszych danych ogłoszonych przez Urząd Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców (UNHCR), ponad 300 tys. imigrantów i uchodźców przedostało się od początku roku przez Morze Śródziemne do Europy. Około 200 tys. dotarło do Grecji, a ok. 110 tys. do Włoch. Ponad 2,5 tys. ludzi zginęło na morzu.”

*

Wylądowałem w Tarnowie i czekałem na koniec świata, bo nie wyglądało na to, żeby coś specjalnie pozytywnego miało mnie spotkać. Może to tak naprawdę źle, że Godspeed You! Black Emperor uczyniło z apokalipsy jakiś muzyczny theme park dla dużych dzieci. Teraz, gdy ludzie naprawdę giną tysiącami u granic Europy i gdy sama Europa pogrąża się coraz bardziej w ignorancji, nienawiści i ciemnocie ­ widzę, że upadek cywilizacji to nie będzie piękne widowisko, tylko bolesny, gnilny proces rozpisany na pokolenia. A potem średniowiecze. Zdarza się i tak.

*

„A przecież wszyscy jesteśmy jednym
I prawie każdy z nas jest do czegoś potrzebny
Chopy drogie, to nie świat zwariował
To wyście żeście poszli po rozum pod bababa
Wasz Jezus mówił o tym, że trza tolerować
Jebany Żyd, który zginął za bababa”

*

Bardzo lubię łazić w Tarnowie wzdłuż Białej, wzdłuż Zakładów Azotowych. Jest tam pusto i zielono, a na horyzoncie widać kominy. I wtedy też często słucham właśnie „Dead Flag Blues” i reszty płyty. Nie wiem czemu, jakoś dobrze mnie nastawia. Taki Karass, kto to wie. Myślę, że to, czego nie skumała reszta zespolików post­rockowych (może oprócz Sigur Ros, jeśli w ogóle Sigur Ros grało kiedyś post­rocka) to to, że liczy się jebany rozmach; te wiolonczele, trąbki, pianinka i reszta nie są tam przypadkiem. Sama gitara z reverbem nie wystarczy, żeby zrobić soundtrack do upadku cywilizacji.

*

„I`m not sure if there is such a thing as time. There is rythm and there are cycles, that`s for sure”.

*

Pewnego spotkałem się w Tarnowie z M. I przez chwilę miałem nadzieję, że uda się odkręcić rzeczy. Nie udało się i dobrze. Puściłem więc „Dead Flag Blues” i niczym Cowboy Tom odszedłem w stronę słońca. Chodzi mi tylko o to, że są numery, które już zostaną chyba z nami na zawsze, będziemy się wokół nich kręcić i wracać do nich jak do jednego z wielu refrenów w naszym życiu. Nie wiem, warto się chyba zastanowić, w co układają się te chwile, w których soundtrackiem jest taki a nie inny utwór.

Reklamy

About Mateusz "Axun" Kołodziej

Nie pretenduję do miana muzycznej wyroczni. Słucham muzyki w ilościach (prawie) hurtowych, a później dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Nie roszczę sobie prawa do niepodważalnego zdania, więc szanuję, jeśli masz inne. Pochodzę z Tarnowa, gdzie w jednym z liceów uczę języka polskiego. Ponadto interesuję się koszykówką i żużlem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: